Fernando Pessoa jako członek tajnej organizacji polującej na ludzi dotkniętych chorobą przypominającą zombizm brzmi jak pomysł, który powstał podczas wyjątkowo dziwnej rozmowy po północy. André F. Morgado idzie jednak jeszcze dalej. Ofiarami, z którymi Pessoa musi się rozprawić, są ludzie stający się później źródłem jego heteronimów. Alberto Caeiro, Ricardo Reis czy Álvaro de Campos przestają więc być wyłącznie literackimi osobowościami portugalskiego poety. Dostają ciała, twarze, własne historie i możliwość spojrzenia swojemu przyszłemu twórcy prosto w oczy. To absurdalny pomysł, ale właśnie dlatego trudno przejść obok niego obojętnie.
Morgado nie próbuje stworzyć biografii Pessoi przebranej za komiks. Bierze elementy jego życia, zainteresowanie okultyzmem, twórczość oraz przede wszystkim fenomen heteronimii i buduje z nich fantastyczną historię. Pessoa należy tutaj do sekretnego stowarzyszenia zajmującego się eliminowaniem ludzi zaatakowanych przez tajemnicze choróbstwo. Zarażeni stają się niebezpieczni, a poeta otrzymuje zadanie ich zabijania. Problem polega na tym, że zanim pociągnie za spust, poznaje swoje przyszłe ofiary. Ich osobowości, poglądy i sposób patrzenia na świat nie znikają razem z nimi. Pessoa zachowuje je poprzez własną twórczość.
To właśnie ten element sprawia, że Tajemne życie Fernando Pessoi jest czymś więcej niż żartem w rodzaju „słynny poeta kontra zombie”. Heteronimy zostają potraktowane dosłownie jako inni ludzie żyjący później wewnątrz autora. Morgado znajduje fantastyczne wyjaśnienie jednego z najbardziej charakterystycznych elementów twórczości Pessoi, jednocześnie wykorzystując różnice pomiędzy poszczególnymi osobowościami. Dzięki temu komiks najlepiej działa wtedy, gdy literatura zaczyna przenikać się z horrorem, a granica pomiędzy człowiekiem, jego wspomnieniami i stworzoną przez niego postacią staje się coraz mniej oczywista.
Autor scenariusza wykorzystuje przy tym prawdziwą twórczość poety. Fragmenty wierszy i charakterystyczne myśli pojawiają się w dialogach, dzięki czemu literackie źródło nie zostaje sprowadzone do nazwiska znanego człowieka doklejonego do fantastycznej historii. Morgado bawi się Pessoą, ale wyraźnie zna materiał, którym się bawi. To ważne, ponieważ przy tak ekstrawaganckim pomyśle bardzo łatwo byłoby zamienić całość w parodię. Tymczasem humor i groteska funkcjonują obok melancholii, śmierci i pytania o to, ile osób może właściwie istnieć wewnątrz jednego człowieka.
Nie wszystko działa równie dobrze. Historia jest stosunkowo niewielka i miejscami czuć, że jej pomysł jest większy niż przestrzeń przeznaczona na jego rozwinięcie. Tajna organizacja, natura choroby, kolejne spotkania oraz sam Pessoa mogłyby dostać więcej miejsca. Niektóre wydarzenia następują po sobie tak szybko, że zamiast wybrzmieć, natychmiast ustępują kolejnym. To szczególnie odczuwalne dlatego, że sam koncept prowokuje mnóstwo pytań, na które komiks nie zawsze zamierza odpowiadać.
Z drugiej strony niedopowiedzenie pasuje do historii o Pessoi znacznie bardziej niż szczegółowa instrukcja działania każdego fantastycznego elementu tego świata. Tutaj rzeczywistość od początku jest umowna. Fakty mieszają się z wyobraźnią, śmierć nie musi oznaczać końca, a człowiek może przetrwać jako głos należący jednocześnie do kogoś innego. Finał dobrze wykorzystuje tę niepewność i domyka konstrukcję w sposób, który każe jeszcze raz spojrzeć na wcześniejsze wydarzenia.
Alexandre Leoni świetnie odnajduje się w tej konwencji. Jego rysunek jest stosunkowo prosty i mocno stylizowany, ale dzięki temu komiks nie próbuje udawać realistycznej rekonstrukcji początku XX wieku. Lizbona ma własny charakter, postacie są ekspresyjne, a oszczędna kreska dobrze współgra zarówno z bardziej groteskowymi scenami, jak i spokojniejszymi fragmentami opartymi na rozmowie oraz poezji. Szczególnie ciekawie wypada sam Pessoa, którego charakterystyczny wygląd zostaje wykorzystany tak, by natychmiast wyróżniał się na planszach.
Tajemne życie Fernando Pessoi może zirytować kogoś oczekującego poważnego portretu jednego z największych portugalskich poetów. Nie jest jednak biografią i zdecydowanie nie powinno się go w ten sposób traktować. To fantazja zbudowana wokół jego twórczości, osobowości i fascynacji, która zamienia literaturoznawcze pytanie o heteronimy w opowieść o śmierci, pamięci i przejmowaniu cudzych głosów.
Największą wadą pozostaje niewykorzystany do końca potencjał tej koncepcji. Największą zaletą jest natomiast fakt, że po przeczytaniu komiksu można mieć ochotę sprawdzić, kim właściwie byli Caeiro, Reis czy Campos i dlaczego Fernando Pessoa potrzebował ich wszystkich. Jeżeli fantastyczna opowieść o poecie strzelającym do zombie kończy się zainteresowaniem portugalską poezją, to trudno uznać ten eksperyment za nieudany.



