Hotel Laurel od początku był podejrzanie hojny. Nie pytał o pieniądze, nie stawiał warunków, nie odmawiał najbardziej niedorzecznych próśb i potrafił podsunąć człowiekowi dokładnie to, czego ten w danej chwili pragnął. W pierwszym tomie można było jeszcze potraktować to jako część uroku miejsca, trochę bajkę, trochę dziwactwo, trochę tajemnicę, którą Sagan Akagawa będzie sobie spokojnie rozwijać przez kolejne odsłony. Drugi tom bardzo szybko pokazuje, że niczego tutaj nie było na później. Laurel od początku działał według bardzo konkretnej zasady, tylko my jeszcze jej nie znaliśmy.
Pierwszy tom wyglądał trochę jak zbiór historii o przypadkowych gościach. Adam, kobieta czekająca na ukochanego, kolejne zagubione osoby, dziwna obsługa, absurdalne życzenia i konsjerż, który niemal nigdy nie traci panowania nad sytuacją. Można było czytać każdą z tych opowieści osobno i po prostu cieszyć się atmosferą miejsca. W drugim tomie Akagawa zaczyna jednak zbliżać tych ludzi do siebie, a rzeczy, które wcześniej wyglądały jak dekoracje, drobne osobliwości albo pojedyncze dramaty, okazują się fragmentami tej samej układanki.
Najbardziej podoba mi się to, że finał nie robi wrażenia sztuczki wyciągniętej z kapelusza. Po poznaniu odpowiedzi zaczynają wracać sceny z pierwszego tomu i nagle nabierają innego znaczenia. Zachowanie personelu, sposób traktowania gości, dziwna hojność hotelu, brak zwyczajnych reguł, nawet pytanie, dlaczego nikt nie pamięta przyjazdu, przestają być tylko częścią fantastycznej atmosfery. Laurel nie jest zwykłym hotelem i właściwie nigdy nim nie był, ale Akagawa bardzo długo pozwala czytelnikowi cieszyć się iluzją, że może właśnie nim być.
Drugi tom odsłania prawdę bez nerwowego pośpiechu. Nadal pojawiają się nowi goście, nadal są osoby ekscentryczne, zabawne albo zwyczajnie trudne do rozgryzienia. Jest spowita mrokiem dziewczyna, męska prostytutka, niezbyt skuteczny detektyw ze znacznie bystrzejszą psinką i piękna pisarka. Przy takiej galerii postaci można było spokojnie ciągnąć serię jeszcze przez kilka tomów, co zresztą początkowo wydawało się najbardziej naturalnym kierunkiem. Akagawa wybiera coś trudniejszego i zamiast dokładać następnych mieszkańców, zaczyna zamykać drzwi.
Każda kolejna historia coraz mniej przypomina osobny epizod. Bohaterowie mijają się, ich losy zaczynają na siebie nachodzić, a Adam powoli przestaje wyglądać na przypadkowego młodzieńca, który po prostu obudził się w dziwnym miejscu. To dobry ruch, bo pierwszy tom zostawiał go trochę zawieszonego między rolą głównego bohatera a przewodnika czytelnika. Teraz staje się jasne, że jego obecność od początku miała znaczenie większe, niż sugerowała początkowa dezorientacja. Cały drugi tom można czytać jak powolne odsuwanie zasłon. Jedna znika z samego hotelu, druga z przeszłości Adama, kolejna z konsjerża. Za każdym razem pojawia się odpowiedź, ale nie taka, która zabija nastrój. Zwykle wyjaśnienie magicznego miejsca jest momentem niebezpiecznym, bo kiedy poznamy jego mechanizm, część uroku przepada. Laurel działa odwrotnie. Im więcej wiadomo, tym bardziej melancholijnie zaczynają wyglądać wszystkie wcześniejsze sceny.
Ta melancholia była obecna od początku, tylko łatwo ją było przeoczyć pod elegancją. Goście dostają tutaj rzeczy, których pragną najbardziej. Wesele, którego nie mogli mieć. Spotkanie, które nigdy się nie wydarzyło. Książkę, której nie powinni być w stanie przeczytać. Chwilę luksusu, poczucie bezpieczeństwa, możliwość posiedzenia jeszcze trochę z kimś ważnym albo zwyczajnie odpoczynku od życia, które ich przerosło. Przy pierwszym tomie najciekawsze było pytanie, dlaczego konkretny człowiek właśnie takiego życzenia potrzebuje. Drugi odpowiada na nie boleśnie konsekwentnie. Kiedy wiadomo już, kim są ludzie trafiający do Laurel, wszystkie te pragnienia zaczynają wyglądać inaczej. Nie są zachciankami bogatych klientów ani fantazjami osób, które przypadkiem znalazły hotel bez rachunków. To rzeczy niedokończone. Ostatnie potrzeby. Czasem coś bardzo dużego, czasem zupełnie drobnego, ale dla konkretnej osoby wystarczająco ważnego, żeby nadal trzymać ją przy świecie.
Samo rozwiązanie tajemnicy nie jest czymś kompletnie nieprzewidywalnym. Już pierwszy tom mocno sugerował, że Laurel znajduje się gdzieś na granicy normalnej rzeczywistości, a pytania o niebo, piekło czy inną formę zaświatów pojawiały się właściwie od początku. Spryt Akagawy leży gdzie indziej. Nie w tym, żeby czytelnik został oszołomiony odpowiedzią, tylko żeby po odpowiedzi zaczął inaczej patrzeć na całą wcześniejszą historię. I to jej wychodzi znacznie lepiej niż tani zwrot akcji dla samego zaskoczenia. Szczególnie dobrze wybrzmiewa wtedy tytuł. Wędrowne ptaki zatrzymują się gdzieś na chwilę, odpoczywają i ruszają dalej. Nie budują tam życia na zawsze. Hotel działa dokładnie tak samo, choć jego goście długo nie rozumieją, że ich pobyt również ma swój kres. Laurel jest przystanią, ale przystań ma sens tylko wtedy, kiedy kiedyś się ją opuszcza.
Jest w tym trochę gorzkiej przewrotności. To miejsce oferuje praktycznie wszystko, czego człowiek zapragnie, a mimo to jego zadaniem nie jest zatrzymywanie nikogo. Cały luksus, jedzenie, alkohol, eleganckie pokoje i niemożliwe do spełnienia zachcianki prowadzą do bardzo prostego celu: gość ma być gotowy odejść. Wtedy również konsjerż przestaje być jedynie uroczą zagadką i zaczyna mieć znacznie większy ciężar. W pierwszym tomie można było patrzeć na tę postać głównie przez jej absolutny profesjonalizm. Zawsze odpowiednia odpowiedź, zawsze idealna reakcja, zawsze dyskretna obecność gdzieś obok cudzej historii. Drugi tom odsłania dużo więcej i właśnie tutaj Akagawa najmocniej korzysta z tego, że przez długi czas pozwalała czytelnikowi traktować personel jak część wystroju. Konsjerż ma własną przeszłość, własne powody i własny związek z Laurel.
Kiedy poznajemy historię miejsca, robi się znacznie bardziej osobista. Jego istnienie zaczyna przypominać rezultat miłości, straty i bardzo długiego trzymania się czegoś, co powinno już zostać puszczone. To ładnie odbija historie samych gości, bo Laurel pomaga ludziom odejść, choć jego własne istnienie również wyrasta z przywiązania. Nie ma więc prostego podziału na mądry personel i zagubionych klientów. Wszyscy są na jakimś etapie żegnania się z czymś albo kimś. Bardzo pasuje do tego sposób, w jaki Akagawa rysuje hotel. Pierwszy tom już był piękny, ale przy drugim jeszcze mocniej widać, jak ważna jest przestrzeń. Wielkie hole, schody, drzwi, korytarze, sale i pokoje są eleganckie, lecz nie wyglądają całkiem realnie. Hotel ma w sobie coś ze scenografii zbudowanej z czyjegoś wspomnienia o luksusie. Wszystko jest odrobinę zbyt idealne, za szerokie i za spokojne.
Kadrowanie pomaga utrzymać to wrażenie. Akagawa potrafi pokazać człowieka maleńkiego na tle ogromnego pomieszczenia, a chwilę później wejść bardzo blisko twarzy i zbudować scenę właściwie samym spojrzeniem. Nie potrzebuje przesadnie efektownych plansz, żeby Laurel miał skalę. Wystarcza sposób rozmieszczenia postaci w przestrzeni, a kiedy rajska fasada zaczyna pękać, te same wnętrza nagle robią się chłodniejsze i mniej przyjazne. Manga nie zamienia się nagle w horror, ale potrafi zrobić się niepokojąca. Znane wcześniej miejsca tracą trochę swojego ciepła, coś zostaje pokazane pod innym kątem, a pojedynczy obraz przypomina, że pod eleganckimi dywanami nigdy nie było całkiem zwyczajnego świata. Akagawa świetnie kontroluje ten ton, bo nawet w najmroczniejszych fragmentach nie próbuje straszyć na siłę.
W sumie cała seria jest znacznie smutniejsza, niż sugeruje jej powierzchnia. Ma gigantycznego psa, psotliwego kota, ekscentryczną obsługę, humor, absurdalne życzenia i sporo ciepłych scen. Mogłaby bez większego problemu pozostać pogodną fantastyką o magicznym hotelu. Drugi tom pokazuje jednak, że właściwie od początku wszystkie te rzeczy były otoczką historii o odchodzeniu. Nie robi się przez to ponuro. Akagawa nie traktuje śmierci jak narzędzia do wyciskania łez. Znacznie częściej interesuje ją moment pogodzenia się z tym, że coś się skończyło. Czasami jest żal, czasami ulga, czasami zwykłe zdziwienie. Nie każdy potrzebuje wielkiego pożegnania, a właśnie ta powściągliwość sprawia, że kilka scen działa mocniej niż przesadnie dramatyczne rozwiązania.
Dwa tomy przy takim pomyśle brzmią prawie absurdalnie krótko. W innym wykonaniu mielibyśmy pewnie dziesięć albo piętnaście odsłon z nowymi gośćmi, osobnymi dramatami i coraz większą mitologią hotelu. Akagawa kończy wtedy, kiedy jej historia jest skończona, i bardzo to szanuję. Mogłabym przeczytać jeszcze kilka tomów o Laurel, ale dalsze przedłużanie pobytu zaczęłoby przeczyć temu, o czym ta manga właściwie jest. Hotel nie ma przecież zatrzymywać ludzi na zawsze. Seria również musi wiedzieć, kiedy się wymeldować, a właśnie ta decyzja sprawia, że pierwszy tom po finale wydaje się dużo gęstszy niż podczas pierwszej lektury. Sceny, które wyglądały jak sympatyczne epizody, okazują się potrzebne. Nie wszystko służy wielkiej intrydze w klasycznym sensie, ale prawie wszystko dokłada coś do obrazu miejsca i jego funkcji.
Najbardziej podoba mi się przy tym oszczędność Akagawy. Nie robi wielkiego wykładu o zasadach zaświatów, nie rysuje mapy metafizyki i nie wyjaśnia każdego szczegółu działania Laurel. Tyle wiedzy, ile potrzebujemy, wystarcza. Reszta może pozostać trochę dziwna, bo hotel nigdy nie był miejscem wymagającym instrukcji obsługi. Za dużo wyjaśnień tylko odebrałoby mu część uroku. Pewne elementy są wręcz lepsze dzięki temu, że pozostają trochę niedopowiedziane. Kim dokładnie jest zarządca, gdzie przebiega granica między magią hotelu a wolą personelu, co dzieje się poza jego przestrzenią? Można zadawać takie pytania, ale manga nie potrzebuje odpowiadać na każde z nich, żeby domknąć historię bohaterów.
Niektóre nowe postacie w drugim tomie mają oczywiście mniej miejsca niż goście poznani wcześniej. Przy takiej objętości trudno uniknąć sytuacji, w której ktoś pojawia się na chwilę, dostaje swój charakterystyczny rys i już musi ustąpić miejsca większej historii. Szczególnie przy tak barwnej galerii miałam ochotę pobyć z kilkoma osobami dłużej, ale nie jest to problem, który rozbija całość. Ten tom nie ma już przedstawiać hotelu. Ma sprawić, żeby wszystkie otwarte drzwi zaczęły prowadzić w to samo miejsce, i właśnie to robi. Największą satysfakcję daje moment, kiedy historie przestają wyglądać jak oddzielne opowiadania. To trochę jak chodzenie po hotelowym korytarzu i odkrywanie, że drzwi, które wydawały się prowadzić do innych pokoi, otwierają się na różne części tej samej sali.
Adam pozostaje tutaj szczególnie ważny. Jego dezorientacja z początku serii była naszą dezorientacją, ale z czasem pytanie o to, dlaczego znalazł się w Laurel, staje się czymś znacznie bardziej osobistym. Jego historia spina pozostałe, choć manga długo nie robi z niego klasycznego bohatera stojącego w centrum każdej sceny. To pasuje do miejsca pełnego przechodnich, gdzie nikt nie powinien całkowicie zawłaszczać przestrzeni tylko dla siebie. Jedni przychodzą, inni znikają, a przez chwilę ich drogi przecinają się w lobby, restauracji albo na korytarzu. Dopiero z dystansu widać, że pewne spotkania wcale nie były przypadkowe. Finał zostawia po sobie delikatny smutek, nie taki, który potrzebuje tragedii w ostatnim rozdziale, tylko świadomość, że pożegnanie może być dobre i nadal boleć.
Laurel jest piękny właśnie dlatego, że daje swoim gościom miejsce na coś, czego zabrakło im wcześniej. Nie może jednak stać się zamiennikiem dalszej drogi. Pod tym względem drugi tom całkowicie zmienił moje spojrzenie na serię. Po pierwszym widziałam przede wszystkim uroczą, tajemniczą opowieść o hotelu spełniającym niemożliwe życzenia, z odrobiną niepokoju ukrytą za elegancją. Po drugim widzę historię o ludziach, którzy dostają jeszcze jedną chwilę na przygotowanie się do czegoś ostatecznego.
Cały przepych Laurel okazuje się nie nagrodą, ale formą troski. I chyba dlatego nie przeszkadza mi, że to już koniec. Mogłabym zostać w tym hotelu dłużej, zwłaszcza że Akagawa stworzyła miejsce, do którego naprawdę przyjemnie się wraca. Jeszcze kilka historii, jeszcze kilka ekscentrycznych postaci, jeszcze jeden wieczór w ogromnej restauracji z konsjerżem, który potrafi spełnić każde życzenie. Tyle że wtedy sama robiłabym dokładnie to, przed czym ta manga przez dwa tomy ostrzega swoich bohaterów. Próbowałabym zostać w Laurel tylko dlatego, że trudno powiedzieć mu do widzenia. A przecież nawet najpiękniejszy hotel jest tylko przystankiem.
#wydawnictwokotori #mangastore_pl #współpracabarterowa
Manga otrzymana w ramach współpracy z wydawnictwem Kotori

