Są takie książki, które najlepiej otwierają się wieczorem. Kiedy za oknem robi się naprawdę zimno, w domu jest ciszej niż zwykle, a światło lampy układa na ścianie miękki krąg. Na ratunek Gwiazdce ma właśnie ten rodzaj nastroju. To opowieść zbudowana z mroku i ciepła jednocześnie, z delikatnej grozy, która nie rani, tylko uczy odwagi, i z blasku, który nie oślepia, tylko prowadzi. Sara B. Elfgren sięga po klasyczny szkielet baśniowy i opowiada historię prostą w założeniu, ale zaskakująco nośną emocjonalnie, taką, która działa na dzieci i na dorosłych w zupełnie innych miejscach, a jednak równie mocno.
Punktem wyjścia jest obraz, który natychmiast ustawia ton całej książki. W leśnej chacie mieszkają Anders, Stina, Marta i ich maleńki braciszek Olof. Jest tu codzienność, ubóstwo, ciężar zimy i cichy lęk o najsłabszego z rodzeństwa, lęk dobrze znany każdemu, kto kiedykolwiek martwił się o czyjeś zdrowie i nie miał na to żadnej kontroli.
I wtedy na polanie pojawia się światło, bo z nieba spada gwiazdka, mała istota rozsiewająca ciepło, przyjazna i natychmiast bliska. Jej obecność zmienia wszystko. Przynosi ulgę, nadzieję i to szczególne przekonanie, że czasem w najciemniejszą noc może wydarzyć się coś dobrego, zupełnie bez pytania o zgodę.
Elfgren nie robi jednak z tej historii lukrowanej pocztówki. Gwiazdka ma moc uzdrawiania, ale także moc przyciągania zła. Na scenę wchodzi czarnoksiężnik Corvius Craxus i to jest typ antagonisty, którego dzieci rozpoznają intuicyjnie, a dorośli czytają trochę inaczej. Bo to zło nie jest tutaj przypadkowe. Jest głodne, zimne, wyrachowane, a jednocześnie w pewien sposób puste, jakby wyprane z tego, co czyni człowieka człowiekiem. W tle pobrzmiewa motyw serca, oddanego, utraconego, porzuconego, i to właśnie sprawia, że ta opowieść nie sprowadza się do prostej walki dobra ze złem. Ona pokazuje, że zło często rodzi się z braku, z chłodu, z decyzji, która kiedyś miała coś ułatwić, a później staje się klatką.
Kiedy rodzeństwo wyrusza w drogę do krainy położonej na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca, książka nabiera klasycznego rytmu baśniowej wyprawy. Jest tu spotkanie z olbrzymem, kozłem i śnieżnobiałym lisem, są próby, przeszkody i dziwne zasady świata, które trzeba zrozumieć, żeby przejść dalej. To, co działa najlepiej, to poczucie, że każde spotkanie ma znaczenie. Nie jest ozdobą, tylko kolejnym lustrem dla bohaterów. Ta podróż nie służy tylko temu, by uratować Gwiazdkę, ona ma też uczyć dzieci, kim chcą być, kiedy nikt nie patrzy.

Największą siłą tej książki jest emocjonalna uczciwość. Relacja rodzeństwa nie jest cukierkowa, ale jest prawdziwa. Widać w niej miłość, zmęczenie, drobne tarcia i ogromną odpowiedzialność, która spada na dzieci, kiedy świat dorosłych okazuje się zbyt daleko. I właśnie dlatego ich odwaga nie brzmi jak hasło, tylko jak wybór podejmowany mimo strachu. Elfgren bardzo dobrze rozumie, że dziecięca wrażliwość nie oznacza naiwności, a baśń nie musi oszczędzać trudnych emocji, żeby pozostać bezpieczna.
Pomaga też konstrukcja książki podzielonej na dwadzieścia cztery rozdziały. Ten format aż prosi się o wspólne czytanie, o rytuał, o codzienny powrót do historii, choć równie dobrze da się ją połknąć szybciej, bo tempo przygody wciąga. Co ważne, to nie jest opowieść o świętach w sensie dekoracji i zwyczajów, ale o świętach jako o znaczeniu, o świetle, które przychodzi wtedy, kiedy najbardziej go potrzebujesz. To baśń zimowa, niekoniecznie świąteczna, ale idealna na czas, w którym najbardziej wierzymy, że dobro ma sens.
Osobną warstwą jest strona wizualna, bo ilustracje tworzą tu klimat równie mocno jak tekst. Mają w sobie jednocześnie mrok i blask, coś z tajemnicy starych opowieści i coś bardzo współczesnego w sposobie budowania emocji. Nie są wyłącznie ładne. One pracują, dopowiadają, chwilami niepokoją, a chwilami rozświetlają sceny dokładnie tam, gdzie powinny.
Na ratunek Gwiazdce to książka, którą najłatwiej polecić jako prezent, bo ma w sobie i przygodę, i przesłanie, i piękną oprawę. Ale byłoby szkoda zatrzymać ją w kategorii upominku. To przede wszystkim opowieść do wspólnego czytania, do rozmów, do oswajania lęku w bezpiecznym świecie baśni. I do przypomnienia sobie, że nawet jeśli noc jest długa, najmniejsze światło potrafi wskazać drogę, o ile ktoś zdecyduje się je ochronić.

