Książki

RECENZJA: Spalić wiedźmę | Kraków pod klątwą i czarownica bez cierpliwości

Kraków ma w sobie coś, co aż prosi się o magię. Wąskie ulice, ciężkie mury, legendy powtarzane tak długo, że zaczynają brzmieć jak historia alternatywna, a pod spodem zawsze to samo pytanie: co by było, gdyby to wszystko było prawdą. Magda Kubasiewicz bierze ten impuls i przekuwa go w świat, w którym nie trzeba udawać, że baśnie są tylko opowieścią. W Spalić wiedźmę stolica Polanii żyje pod ochroną barier, artefaktów i woli jednej kobiety, a gdy zabezpieczenia zaczynają pękać, nie ma już miejsca na miejskie pocztówki. Zostaje strach, polityka, demony i czarownica, która ma dość wszystkich, ale nie ma luksusu, by odpuścić. 

Sara Weronika Sokolska, dla jednych Sanika, dla innych po prostu problem, jest bohaterką, która nie wchodzi do sceny grzecznie. Jest żywiołowa, arogancka, bezczelna, często nieprzyjemna, a przy tym absolutnie skupiona na tym, co uważa za słuszne. Nie zabiega o sympatię, bo dobrze wie, że sympatia nie ratuje miasta, kiedy nad głową zbierają się ciemne chmury. Tytuł Pierwszej Czarownicy Polanii brzmi jak zaszczyt, ale bardzo szybko staje się jasne, że to przede wszystkim obowiązek. To nie jest historia o tym, jak fajnie jest mieć moc, tylko o tym, jak bardzo ta moc potrafi ciążyć, kiedy wszyscy liczą, że załatwisz za nich ich strach.

Kubasiewicz ustawia stawkę dość szybko. Bariery ochronne Krakowa zaczynają pękać, artefakty znikają, magiczny porządek kruszy się w sposób, którego nie da się zagadać ani zignorować. W tej rzeczywistości demony nie są metaforą, tylko partnerem do targowania się, a klątwy nie są ozdobą fabuły, tylko realnym narzędziem przemocy. Sara musi wejść w sprawy, o których wolałaby zapomnieć, dotknąć własnej przeszłości, przejść przez miejsca, które przypominają bardziej koszmar niż legendę. I to jest jeden z większych atutów tej powieści, bo zagrożenie nie zostaje na zewnątrz. Ono wchodzi w bohaterkę, w jej decyzje, w jej wściekłość, w jej lęk przed porażką.

Najciekawszy jest jednak sposób, w jaki autorka ożywia miasto. Kraków w tej wersji jest jednocześnie znajomy i obcy. Nad Rynkiem krążą gołębie, które mogły być kiedyś rycerzami, pod ziemią swoje interesy mają istoty, o których rozsądny człowiek wolałby nie wiedzieć, a Wawel nie jest tylko punktem na mapie, tylko centrum ciężkości całej opowieści. To urban fantasy, które rozumie, że klimat nie wynika z neonów ani z modnych zaklęć, tylko z miejsca, z jego pamięci i z tego, jak legenda potrafi wgryźć się w codzienność. Kubasiewicz pisze Kraków tak, jakby był żywą istotą, którą można zranić, ochronić albo sprzedać, jeśli ktoś ma odpowiednio dużo bezczelności.

W tle działa jeszcze jedna rzecz, która mocno napędza lekturę. Polityka. Dwór, układy, Loża Magów, ludzie, którzy w kryzysie szukają przede wszystkim okazji, a nie rozwiązań. Sara, choć jest Pierwszą, nie stoi ponad tym wszystkim. Jest w to uwikłana, zmuszona do wyborów, które nie mają idealnych odpowiedzi. I nawet jeśli jej charakter potrafi irytować, to jednocześnie trudno odmówić jej skuteczności. To bohaterka, która idzie do przodu jak burza, czasem raniąc po drodze, ale nie po to, by zabłysnąć, tylko by domknąć sprawę, zanim miasto zacznie płonąć.

Jeśli ktoś szuka w tej książce postaci miękkiej, łatwej do pokochania od pierwszych stron, może się odbić. Sara nie jest miła. Nie jest też wygodna. Właśnie dlatego działa, bo w świecie, gdzie wszyscy chcą mieć święty spokój, ona jest tą, która ten spokój rozbija. To jedna z tych bohaterek, które albo polubisz za upór i bezkompromisowość, albo będziesz z nią walczyć przez pół książki, a i tak przewrócisz stronę, bo chcesz zobaczyć, co zrobi dalej.

Tempo powieści jest rozrywkowe i dynamiczne, nastawione na przygodę, śledztwo i kolejne przeszkody. Kiedy fabuła wchodzi w targowanie z demonami, odczynianie klątw i wyprawę na drugą stronę lustra, książka nabiera tej przyjemnej, eskapistycznej energii, w której każde rozwiązanie odsłania nowy problem. Jednocześnie to nie jest pusta gonitwa. Pod spodem cały czas pulsuje pytanie o cenę odpowiedzialności i o to, ile trzeba poświęcić, żeby ocalić innych, zwłaszcza gdy nikt nie będzie wdzięczny.

Spalić wiedźmę to bardzo solidna propozycja dla tych, którzy lubią fantastykę zakorzenioną w konkretnym miejscu, z lokalnym folklorem, legendami i miastem, które nie jest dekoracją. To także książka dla czytelników, którzy chcą bohaterki z pazurem, nawet jeśli ten pazur czasem drapie. Bo kiedy nad Krakowem zaczynają pękać bariery, nie potrzeba kogoś, kto będzie ładnie mówił o nadziei. Potrzeba kogoś, kto wejdzie w mrok i wróci z rozwiązaniem.

Magdalena Sardyńska-Ferenc

Idąc w ciemny szlak nieznany, Od złych duchów opętany, Z krain, kędy bóstwo Noc Samowładną dzierży moc.