Książki

RECENZJA: Dryfter | Na ruinach świata liczy się tylko następny dzień

Nie każdy świat po katastrofie potrzebuje wielkiej filozofii. Czasem wystarczy kilka ruin, garść zardzewiałych artefaktów dawnej cywilizacji i ludzie, którzy nauczyli się żyć z myślą, że jutro wcale nie musi nadejść. Dryfter Kafira i Adama Kaczyńskiego właśnie na takiej wizji buduje swoją historię. To postapokaliptyczna opowieść osadzona na terenach dawnego pogranicza polsko ukraińskiego, gdzie resztki ludzkości próbują przetrwać w świecie, który dawno przestał przypominać cywilizację, jaką znamy.

Nowa rzeczywistość ma własne centrum władzy. Za potężnym Murem Ocalenia funkcjonuje Unia Miast Ocalonych, rządzona przez Zakon Czarnego Krzyża. Ich prawo jest brutalne i proste. Posłuszeństwo oznacza względne bezpieczeństwo, sprzeciw kończy się najczęściej śmiercią albo wygnaniem. Po drugiej stronie muru rozciągają się Dzike Ziemie, gdzie wszystko działa według zupełnie innych zasad. Mutanty, anomalie czasowe i ruiny dawnego świata tworzą przestrzeń, w której życie jest tanie, a każdy dzień może być ostatnim.

W tym świecie pojawiają się tytułowi dryfterzy. Wyrzutki systemu, poszukiwacze artefaktów dawnej cywilizacji, ludzie balansujący między prawem a anarchią. Przemierzają spustoszone tereny, licząc na to, że gdzieś w ruinach znajdą coś, co pozwoli im przeżyć jeszcze trochę dłużej. Głównym bohaterem jest Kent, mutant i jednocześnie człowiek znajdujący się na czarnej liście Zakonu. Podczas swojej wędrówki spotyka między innymi Klarę, dziewczynę oskarżoną o czary, oraz Daniela, gwardzistę ocalałego z masakry. Ich drogi zaczynają się splatać, a nad wszystkim powoli zaczyna wisieć zagrożenie, które nadciąga ze wschodu.

Największą siłą Dryftera jest sam klimat świata. Autorzy tworzą wizję postapokalipsy, która nie próbuje być elegancka ani romantyczna. To rzeczywistość brudna, pełna ruin, potworów i ludzi, którzy dawno stracili złudzenia. Widać tu inspiracje klasyczną fantastyką postapo, szczególnie historiami o stalkerach przemierzających skażone strefy w poszukiwaniu artefaktów. Motyw dryfterów przypomina właśnie takich wędrownych zbieraczy przeszłości, ludzi żyjących z tego, co zostało po dawnym świecie.

Fabuła prowadzona jest dość klasycznie, momentami przypomina powieść drogi. Bohaterowie przemieszczają się przez kolejne miejsca, spotykają nowych ludzi i zagrożenia, a świat powoli odsłania przed nimi swoje kolejne warstwy. Nie jest to historia szczególnie odkrywcza, ale ma wystarczająco dużo energii, żeby utrzymać uwagę czytelnika. Sceny walki z potworami, starcia z gwardzistami czy eksploracja ruin potrafią działać na wyobraźnię i budują poczucie nieustannego zagrożenia.

Jednocześnie widać, że nie wszystko działa równie dobrze. Dialogi bywają do siebie podobne niezależnie od postaci, a niektóre elementy świata mogłyby zostać lepiej rozwinięte. Momentami pojawia się też pewien chaos narracyjny, jakby autorzy mieli więcej pomysłów niż miejsca, by wszystkie dokładnie wyjaśnić. To sprawia, że książka nie wybija się ponad średnią gatunku, choć zdecydowanie nie można jej odmówić wyobraźni i solidnego fundamentu pod rozwijanie tego uniwersum.

Na plus działa również sam pomysł umiejscowienia akcji w Europie Wschodniej. Ruiny miast, znajome nazwy miejsc i atmosfera pogranicza nadają tej historii charakter odmienny od wielu zachodnich wizji postapokalipsy. Dzięki temu świat Dryftera ma własny koloryt i łatwo wyobrazić sobie jego ponure krajobrazy.

Ostatecznie Dryfter jest książką, która nie próbuje być wielkim objawieniem gatunku. To raczej solidna, momentami bardzo klimatyczna opowieść o przetrwaniu w brutalnym świecie, gdzie nie ma miejsca na bohaterów, a jedynie na ludzi, którzy potrafią przeżyć trochę dłużej od innych. Nie jest to tytuł przełomowy, ale potrafi dostarczyć sporo czytelniczej frajdy, szczególnie jeśli ktoś lubi postapokaliptyczne klimaty, ruinę cywilizacji i historie o wędrówce przez niebezpieczne pustkowia.

Aiden z Tego Świata

Uwielbiam podróże. Z książką, z komiksem, z mangą.
Na łonie natury najlepiej się odbiera. Dodam, że filmem i grą też nie gardzę.
I też da się je użytkować w dziczy!