Komiksy

RECENZJA: Moriarty 18-20 | Western, narkotyk i nowy rozdział

Tomy 18 do 20 Moriarty’ego pokazują serię w momencie wyraźnej przemiany. To już nie jest wyłącznie opowieść o Londynie, wiktoriańskiej moralności i misternych starciach umysłów, które przez długi czas definiowały rytm tej historii. Teraz manga otwiera się szerzej, geograficznie, emocjonalnie i gatunkowo. Sherlock, William i ich sojusznicy wchodzą w nowy etap, który z jednej strony mocno odbiega od klimatu pierwszych tomów, a z drugiej wciąż zachowuje to, co od początku stanowiło siłę serii: napięcie między ideą sprawiedliwości a ceną, jaką trzeba za nią zapłacić.

Tom osiemnasty rozpoczyna amerykański epizod, który początkowo może wydawać się zaskakującym zwrotem, ale bardzo szybko zaczyna pracować na własnych zasadach. Sherlock dostaje od rządu Stanów Zjednoczonych zadanie związane z rabusiami ziemi i przemocą, która towarzyszy budowie nowego porządku. To już nie jest przestrzeń salonów, arystokratycznych sekretów i londyńskiej mgły. To świat brutalniejszy, bardziej otwarty, bardziej bezpośredni. Jednocześnie twórcy nie wykorzystują tej zmiany wyłącznie jako efektownego tła. Amerykańska misja pozwala wydobyć mniej wygodne oblicze postępu, pokazać, że industrializacja i rozwój bywają tylko elegancką nazwą dla przemocy wobec słabszych.

Bardzo ważnym elementem tego tomu jest Billy the Kid, a właściwie Henry Antrim, którego przeszłość wreszcie dostaje odpowiednią przestrzeń. To właśnie dzięki niemu cała amerykańska część nie staje się jedynie popkulturowym ozdobnikiem. Billy nie jest tu wrzucony dla atrakcyjności samego nazwiska, lecz staje się bohaterem z własną tragedią, własnym rozczarowaniem i własną drogą od marzenia o sprawiedliwości do życia naznaczonego przemocą. To jeden z tych tomów, w których postać drugoplanowa nagle wysuwa się na pierwszy plan i udowadnia, że naprawdę zasługuje na uwagę.

Tom dziewiętnasty rozwija ten westernowy wątek już bez żadnych zahamowań. Miasteczko Vermissa, zagrożone przez McGinty’ego i jego ludzi, staje się sceną klasycznej historii o obronie słabszych przed przeważającą siłą. Nietrudno dostrzec tu inspiracje opowieściami w duchu Siedmiu wspaniałych, bo mamy grupę bohaterów, mamy przygotowania do ataku, mamy pułapki, strzelaniny i desperacką próbę utrzymania miejsca, które dla jego mieszkańców znaczy wszystko. A jednak Moriarty nie gubi przy tym własnej tożsamości. To nadal nie jest tylko czysty western, lecz bardzo świadoma zabawa konwencją, w której Sherlock i William funkcjonują równie naturalnie między barykadami i rewolwerami, jak wcześniej funkcjonowali wśród intryg i dedukcji.

To właśnie w tomie dziewiętnastym najmocniej widać, jak bliska stała się relacja Sherlocka i Williama. Ich więź już dawno przestała opierać się wyłącznie na fascynacji intelektualnym przeciwnikiem. Teraz jest w niej coś znacznie bardziej intymnego, choć nadal wyrażanego raczej czynami niż deklaracjami. William, który wyczuwa zagrożenie i rusza na pomoc Sherlockowi, działa niemal jak figura rycerza w opowieści o odkupieniu, ale twórcy potrafią to rozegrać bez popadania w przesadę. To właśnie ta relacja pozostaje emocjonalnym rdzeniem całej serii i nawet jeśli sceneria się zmienia, ona nadal nadaje wszystkiemu ciężar.

Tom dwudziesty wykonuje kolejny ruch i wraca do teraźniejszości, pokazując świat trzy lata po wydarzeniach związanych z Finałowym problemem. MI6 działa pod dowództwem Louisa, a nowa misja dotyczy tajemniczego narkotyku nazywanego „cukierkami”, który zaczyna zatruwać imperium brytyjskie od środka. To bardzo ciekawy zwrot, bo z jednej strony wracamy do brytyjskich realiów, do politycznego napięcia i do działania w cieniu państwowych struktur, z drugiej jednak nie dostajemy powrotu do dawnej formuły jeden do jednego. Wszystko jest już inne. Bohaterowie mają za sobą za dużo strat, za dużo poświęceń i za dużo czasu spędzonego na pytaniu, co zrobić z życiem, które zostało im oddane.

W tym tomie szczególnie interesujący jest właśnie William. Nie jako Mistrz Zbrodni, nie jako architekt wielkiego planu, lecz jako człowiek, który musi odnaleźć sens po wszystkim. Jego rola konsultanta, jego odsunięcie od pierwszej linii i jego pytanie o to, co można zrobić z życiem darowanym po raz drugi, nadają tej części bardziej refleksyjny ton. To już nie jest historia o budowaniu rewolucji, lecz o tym, jak żyć po niej. I ten aspekt wypada zaskakująco dojrzale.

Tomy 18 do 20 mogą podzielić czytelników właśnie dlatego, że tak wyraźnie odchodzą od korzeni serii. Kto najbardziej kochał Moriarty’ego za mroczny londyński klimat, psychologiczne gry i reinterpretację klasycznych spraw Holmesa, może poczuć, że autorzy coraz odważniej odrywają się od pierwotnej formuły. Czasem rzeczywiście widać tu pewną sztampowość, czasem popkulturowe zapożyczenia są aż nazbyt czytelne, czasem też da się odczuć, że seria zaczyna testować, jak daleko jeszcze może się rozciągnąć. Ale jednocześnie trudno odmówić tym tomom energii. Czyta się je z dużą przyjemnością, a zmiana konwencji, paradoksalnie, pozwala historii złapać nowy oddech.

Wizualnie manga nadal trzyma bardzo wysoki poziom. Hikaru Miyoshi świetnie odnajduje się zarówno w bardziej kameralnych scenach, jak i w dynamicznej akcji, a westernowe przestrzenie, strzelaniny i napięte konfrontacje wypadają przekonująco. Mimo zmiany dekoracji rysunki wciąż zachowują elegancję i emocjonalną ekspresję, które od początku były znakiem rozpoznawczym serii.

Tomy 18 do 20 są więc czymś w rodzaju pomostu. Z jednej strony zamykają amerykański rozdział i pozwalają lepiej zrozumieć Billy’ego oraz samego Sherlocka w nowej roli. Z drugiej otwierają kolejny etap opowieści, w którym stawką staje się nie tylko jednostkowa sprawa, ale przyszłość całego imperium. To już nie jest ten sam Moriarty, co na początku, ale wciąż pozostaje serią, która umie łączyć rozrywkę, emocje i pytania o cenę porządku. I choć nie każdy skręt tej historii będzie równie mocny, trudno odmówić jej odwagi w szukaniu nowych dróg.

Dorota "Dosia" Ciołek

Miłośniczka mangi, komiksów i książek, która z równym zapałem analizuje fabularne zawiłości, co spontanicznie angażuje się w cosplayowe przygody. Zawsze gotowa na literacką podróż, niezależnie od tego, czy prowadzi przez strony powieści, kadry komiksu czy mangi.