Szósty i siódmy tom Podziemnego Tokio pokazują, że Kenji Sakaki coraz pewniej porusza się po własnym świecie. Seria nadal pozostaje brutalna, chaotyczna i momentami wręcz przesadzona, ale właśnie w tym tkwi jej największy urok. To manga, która nie próbuje być subtelna. Ona chce przytłoczyć czytelnika atmosferą niepokoju, dziwaczności i ciągłego zagrożenia.
Szósty tom skupia się przede wszystkim na konsekwencjach wcześniejszych wydarzeń i rozwijaniu tajemnic związanych z bohaterami. Po bardzo intensywnych starciach z poprzednich części dostajemy więcej informacji o Izanagim oraz o samych katach, którzy coraz mniej przypominają jednowymiarowych przeciwników. Sakaki zaczyna sugerować, że nawet osoby stojące po drugiej stronie konfliktu są częścią większego mechanizmu, którego reguły nie zostały jeszcze do końca odsłonięte.
Dużo ciekawiej wypada także rozwój relacji między braćmi Kanda. Motyw ich synchronizacji staje się coraz ważniejszy dla całej historii i daje poczucie, że Yomi i Yami od początku byli związani z Podziemnym Tokio bardziej, niż mogło się wydawać. To właśnie takie elementy sprawiają, że seria zaczyna wychodzić poza prostą historię o ucieczce przed kolejnymi potworami.
Siódmy tom kontynuuje wydarzenia związane ze świątynią Honnoji i ponownie mocno stawia na akcję. Walki są dynamiczne, atmosfera bardzo napięta, a poczucie zagrożenia praktycznie nie znika ani na chwilę. Jednocześnie Sakaki dorzuca kolejne elementy związane z przeszłością bohaterów i antagonistów, dzięki czemu konflikt nabiera większego ciężaru emocjonalnego. To nadal historia pełna przemocy, ale coraz częściej za tą przemocą stoją konkretne emocje, traumy i desperacja.
Na szczególną uwagę zasługuje warstwa wizualna obu tomów. Projekty katów są groteskowe, przerysowane i bardzo charakterystyczne, a sceny walk mają świetną dynamikę. Sakaki dobrze radzi sobie z budowaniem chaosu na planszach, ale jednocześnie nie gubi czytelności starć. Widać też, że autor coraz swobodniej operuje większymi kadrami i efektownymi kompozycjami, szczególnie w momentach najbardziej intensywnych konfrontacji.
Szósty i siódmy tom nie zmieniają całkowicie kierunku serii, ale wyraźnie rozwijają jej mitologię i przygotowują grunt pod kolejne wydarzenia. Nadal jest brutalnie, nadal momentami absurdalnie, ale pod tym wszystkim coraz wyraźniej widać próbę opowiedzenia czegoś większego niż tylko kolejnej krwawej gry o przetrwanie.
Wciąż utrzymuję, że największą siłą Podziemnego Tokio pozostaje atmosfera ciągłej niepewności. Nigdy nie wiadomo, kto zniknie, kto zdradzi, a kto okaże się ważniejszy dla całej historii, niż początkowo sugerowano. I właśnie dzięki temu, mimo pewnej powtarzalności schematów, seria nadal potrafi wciągać i zostawiać czytelnika z poczuciem, że najgorsze dopiero nadchodzi.


