Komiksy

RECENZJA: Make the Exorcist Fall in Love 7–8 | Miłość jako największa herezja

Siódmy i ósmy tom Make the Exorcist Fall in Love to moment, w którym seria definitywnie przestaje udawać lekką wariację na temat egzorcystów i demonów. Owszem, nadal są tu elementy szkolnej komedii, romantycznych przepychanek czy dynamicznych pojedynków, ale wszystko zaczyna coraz mocniej przypominać emocjonalną katastrofę, która tylko czeka, żeby eksplodować. I właśnie dlatego te dwa tomy działają tak dobrze.

Siódmy tom początkowo sprawia wrażenie spokojniejszego. Szkolny festiwal, relacje między bohaterami, napięcie między Imuri a Arią, można wręcz odnieść wrażenie, że manga na chwilę pozwala bohaterom odetchnąć. Tyle że to bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa. Autorzy świetnie wykorzystują tę pozorną lekkość jako zasłonę dymną. Pod powierzchnią praktycznie każda rozmowa jest podszyta lękiem, niepewnością albo ukrywanymi emocjami.

Najmocniej wybrzmiewa tutaj relacja Księdza z Imuri. Seria już wcześniej sugerowała, że to właśnie ona jest dla niego czymś więcej niż tylko towarzyszką podróży, ale dopiero tutaj emocje zaczynają być naprawdę odczuwalne. Problem polega na tym, że cały fundament tej relacji stoi na tykającej bombie. Czytelnik cały czas ma z tyłu głowy świadomość, że prawda o Imuri może wszystko zniszczyć. I manga doskonale umie to napięcie wykorzystywać.

Jeszcze ciekawiej wypada Asmodeusz pod postacią Arii. To nie jest demonica sprowadzona wyłącznie do roli antagonistki. Jej obecność działa na Księdza w bardzo specyficzny sposób, z jednej strony go prowokuje, z drugiej wydaje się rozumieć go lepiej niż większość ludzi wokół niego. Dzięki temu konflikt przestaje być prostym starciem dobra ze złem. Bardziej przypomina emocjonalne przeciąganie liny między traumą, pożądaniem i potrzebą bliskości.

A potem przychodzi końcówka tomu. I nagle cała ta szkolna otoczka rozpada się w pył. Ósmy tom jest już znacznie mroczniejszy i dużo bardziej brutalny emocjonalnie. Walka z Asmodeuszem zostawia na bohaterze ślady, których nie da się po prostu uleczyć kolejnym cudem czy motywacyjną przemową. To właśnie tutaj seria pokazuje swoją największą siłę, pozwala bohaterowi być rozbitym psychicznie. Ksiądz nie wychodzi z tego starcia jako triumfujący heros. Wręcz przeciwnie. Gniew, frustracja i tłumione pragnienia zaczynają coraz mocniej przejmować nad nim kontrolę. Motyw „pazurów” pozostawionych przez Asmodeusz działa nie tylko dosłownie, ale przede wszystkim symbolicznie. Demonica zostawia w nim coś znacznie bardziej niebezpiecznego niż fizyczną ranę.

Najciekawsze jest jednak to, że manga nie próbuje tego romantyzować. Bohater staje się impulsywny, niestabilny, momentami wręcz przerażający. Ale trudno go za to potępiać. Seria bardzo wyraźnie pokazuje, jak ogromny ciężar psychiczny nosi od początku historii. Wreszcie zaczyna być widać, że trauma nie znika tylko dlatego, że protagonista jest „wybrańcem”. Pojawienie się Bela dodatkowo pogłębia atmosferę niepokoju. Senne rozmowy mają wręcz duszny klimat, a sama postać od początku wydaje się niejednoznaczna. Nie wiadomo, czy rzeczywiście chce pomóc, czy po prostu wykorzystuje moment słabości. I właśnie dzięki takim elementom manga coraz mocniej odchodzi od klasycznego battle shounena w stronę psychologicznej historii o chłopaku powoli rozpadającym się od środka.

Bardzo dobrze wypada też warstwa wizualna. Autorzy świetnie operują kontrastem między spokojnymi scenami szkolnego życia a momentami całkowitego emocjonalnego chaosu. Mimika Księdza potrafi w jednej chwili przejść od nieśmiałości do czystej furii. Szczególnie w ósmym tomie rysunki zaczynają momentami wręcz przypominać horror psychologiczny.

Największą zaletą tych tomów jest jednak to, że seria nie boi się komplikować swoich bohaterów. Ksiądz coraz bardziej oddala się od archetypu „czystego” protagonisty. Imuri przestaje być tylko uroczą towarzyszką, a Asmodeusz okazuje się przeciwniczką znacznie bardziej tragiczną i emocjonalnie skomplikowaną, niż mogło się wydawać.

To już nie jest historia o egzorcyzmach. To historia o człowieku, który całe życie uczono tłumić emocje, aż w końcu wszystko zaczyna się z niego wylewać jednocześnie, gniew, pożądanie, strach, samotność i potrzeba bliskości. I właśnie dlatego końcówka ósmego tomu zostawia z bardzo nieprzyjemnym poczuciem, że najgorsze dopiero nadchodzi.

 

Radek Czech

Film. Komiks. Książka.
Szukam kontekstów.
Dziękuję za przeczytanie powyższego.