Są w fantastyce bohaterowie, którzy marzą o władzy. Są też tacy, którzy marzą o wolności. W Królu Szmaciarzy Cassandra Clare przypomina, że jedno i drugie może okazać się równie niebezpieczne. Bo czasem największym problemem nie jest zdobycie korony, lecz życie w świecie, gdzie niemal każdy udaje kogoś innego.
Drugi tom Kronik Castellane rozpoczyna się po wydarzeniach, które mocno zachwiały fundamentami królestwa. Dwór królewski pogrążony jest w chaosie, spiski mnożą się szybciej niż odpowiedzi, a bohaterowie muszą mierzyć się z konsekwencjami decyzji podjętych w pierwszej części. Kel prowadzi śledztwo dotyczące zagrożenia wiszącego nad rodziną królewską, jednocześnie balansując między lojalnością wobec Conora a własnymi uczuciami. Lin natomiast coraz głębiej brnie w rolę Odrodzonej Bogini, próbując utrzymać kłamstwo, które z każdym dniem staje się coraz trudniejsze do kontrolowania.
Największą zaletą tej części jest wyraźnie dojrzalsza konstrukcja fabuły. O ile Strażnik Miecza bywał momentami przeciążony budowaniem świata i przedstawianiem kolejnych elementów uniwersum, o tyle tutaj Cassandra Clare może już skupić się na rozwijaniu historii. Dzięki temu akcja jest znacznie bardziej dynamiczna, a polityczne intrygi wreszcie zaczynają grać pierwsze skrzypce.
Castellane staje się miejscem fascynującym właśnie dlatego, że nie jest klasycznym fantasy opartym wyłącznie na magii. Owszem, magia pozostaje ważnym elementem świata, ale autorka znacznie większy nacisk kładzie na władzę, wpływy, manipulację i społeczne zależności. Królewskie salony, tajne układy i przestępczy półświatek tworzą sieć powiązań, w której każdy może okazać się pionkiem lub graczem.
Bardzo dobrze wypadają również bohaterowie. Kel pozostaje jedną z najciekawszych postaci całego cyklu. Człowiek wychowany po to, by być cudzym odbiciem, coraz częściej zaczyna zadawać sobie pytanie, kim właściwie jest. Jego konflikt wewnętrzny nie wydaje się sztuczny ani przesadzony. Przeciwnie, staje się naturalną konsekwencją życia spędzonego w cieniu księcia.
Równie interesująca jest Lin. Jej historia nie sprowadza się wyłącznie do walki o przetrwanie. To opowieść o cenie, jaką płaci się za własne ambicje i decyzje. Clare bardzo umiejętnie pokazuje, że nawet dobre intencje mogą prowadzić do coraz bardziej niebezpiecznych kłamstw.
Na uwagę zasługuje także rozwój Conora. W pierwszym tomie łatwo było postrzegać go jako lekkoducha i rozpieszczonego następcę tronu. Tym razem coraz wyraźniej widać ciężar odpowiedzialności, który zaczyna na nim spoczywać. To jedna z tych przemian, które naprawdę przekonują i nadają postaci dodatkowej głębi.
Autorka doskonale radzi sobie z budowaniem napięcia. Kolejne tajemnice nie służą jedynie zaskakiwaniu czytelnika, ale faktycznie wpływają na rozwój wydarzeń. Wiele pozornie drobnych szczegółów okazuje się mieć znaczenie, a finał skutecznie wynagradza cierpliwość podczas śledzenia wszystkich wątków.
Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Clare nadal ma tendencję do rozwlekania niektórych scen i momentami można odnieść wrażenie, że część dialogów mogłaby być krótsza. Początek wymaga również skupienia, szczególnie od osób, które nie pamiętają dobrze wydarzeń z pierwszego tomu. Na szczęście wraz z rozwojem fabuły te problemy schodzą na dalszy plan.
Najważniejsze jest jednak to, że Król Szmaciarzy spełnia podstawowe zadanie dobrej kontynuacji. Nie powtarza mechanicznie rozwiązań z poprzedniej części, lecz rozwija świat, bohaterów i stawkę całej historii. To książka bardziej pewna siebie, dojrzalsza i zwyczajnie ciekawsza od swojego poprzednika.
Jeśli Strażnik Miecza był obietnicą dużej fantasy politycznej, to Król Szmaciarzy pokazuje, że Cassandra Clare rzeczywiście wie, dokąd prowadzi tę opowieść. A po takim zakończeniu trudno nie mieć ochoty natychmiast sięgnąć po kolejny tom.

