Po Mitach nordyckich poświęconych bogom można było spodziewać się, że Mateusz K. Sawczyn nie będzie traktował dawnych opowieści jak muzealnych eksponatów. Jego pisanie wyrasta z fascynacji źródłami, ale też z potrzeby opowiedzenia ich na nowo w sposób żywy, przystępny i literacki. Mity nordyckie. Bohaterowie idą tym samym tropem, choć zmieniają perspektywę. Tym razem schodzimy z Asgardu niżej, bliżej ludzi, rodów, królów, wojowników, kochanków, mścicieli i tych wszystkich postaci, które nie są bogami, a jednak ich losy brzmią tak, jakby zostały wyryte w kamieniu. To książka o ludziach, którzy żyją pod spojrzeniem przeznaczenia, ale nie mają boskiego komfortu dystansu. Krwawią, kochają, popełniają błędy i bardzo często płacą za nie cenę większą, niż byli w stanie przewidzieć.
To od razu nadaje tej części inny ciężar. Bogowie opowiadali o narodzinach świata, boskich sporach, kosmicznym porządku i katastrofie wpisanej w samą strukturę istnienia. Bohaterowie są bardziej ziemscy, choć wcale nie mniej epicy. Ich świat jest pełen bitew, wilkołactwa, runicznej magii, zemsty, honoru, przekleństw, rodowych dramatów i miłości, która potrafi przetrwać śmierć, ale nie zawsze potrafi ocalić kogokolwiek przed cierpieniem. Sawczyn rekonstruuje losy Wölsungów, Wulfingów, Ynglingów i innych postaci znanych z dawnych sag oraz pieśni, a jednocześnie nie pozwala im zastygnąć w roli pomników. To bardzo ważne, bo herosi w podobnych opracowaniach łatwo zmieniają się w katalog czynów. Tu są przede wszystkim ludźmi uwikłanymi w konsekwencje własnych pragnień.
Najlepsze jest właśnie to, że autor nie myli heroizmu z nieskazitelnością. Bohaterowie Północy bywają odważni, wierni, wielcy i godni podziwu, ale równie często są porywczy, okrutni, uparci, dumni, chciwi albo ślepi na to, co oczywiste dla wszystkich poza nimi. Ich decyzje wynikają z honoru, lecz także z gniewu. Z miłości, lecz także z pożądania. Z lojalności, lecz także z potrzeby zapisania własnego imienia w pamięci świata. Dzięki temu te opowieści nie brzmią jak proste moralitety. Nie mówią: oto dobry bohater, oto zły przeciwnik. Pokazują raczej ludzi, którzy w pewnym momencie muszą wybrać między tym, co rozumne, a tym, co zgodne z rodową dumą, przysięgą albo raną noszoną od lat.
Sawczyn bardzo dobrze rozumie, że w sagach najciekawsza bywa nie sama walka, ale droga do niej. Bitwa jest często tylko finałem długiego procesu zatruwania świata. Ktoś kogoś obraził. Ktoś nie zapomniał krzywdy. Ktoś złożył przysięgę, której nie powinien składać. Ktoś pokochał niewłaściwą osobę. Ktoś postawił honor ponad życie. Ktoś próbował oszukać los i w ten sposób tylko pomógł mu znaleźć krótszą drogę. W tych historiach śmierć rzadko spada znikąd. Jest następstwem decyzji, narastających zobowiązań i tego szczególnego nordyckiego przekonania, że sława może być ważniejsza od spokoju.
To właśnie sprawia, że Mity nordyckie. Bohaterowie czyta się nie jak kompilację mitologicznych ciekawostek, ale jak opowieść o mechanizmach tragedii. Autor czerpie z Eddy poetyckiej i staroislandzkich sag, ale układa materiał tak, by czytelnik nie miał poczucia obcowania z poszatkowanym archiwum. Historie płyną, łączą się, odbijają od siebie, wracają w imionach, rodach i konsekwencjach. Nie jest to zadanie łatwe, bo materiał źródłowy bywa gęsty, fragmentaryczny i pełen postaci, których losy przecinają się na różne sposoby. Sawczyn porządkuje go jednak z wyraźnym wyczuciem narracji. Czuć, że nie chce tylko wyjaśniać, kto był kim. Chce, by dawne pieśni znów zabrzmiały jak opowieść.
W tym sensie książka najlepiej działa wtedy, gdy czytelnik pozwoli jej narzucić sobie rytm gawędy. Nie warto czytać jej jak podręcznika, z myślą o szybkim odhaczeniu nazwisk i rodów. Lepiej wejść w nią powoli, rozdział po rozdziale, jak w serię historii przekazywanych przy ogniu, gdzie każde imię może jeszcze powrócić, każda przysięga może zażądać zapłaty, a każda śmierć zostawia po sobie cień. To nie jest książka trudna w sensie stylistycznym, bo autor pisze przystępnie i nie zasypuje odbiorcy zbędnym akademickim ciężarem. Wymaga jednak uwagi, bo taki jest charakter opowieści. Rody, koligacje, imiona i zależności potrafią się mnożyć, a kto czyta zbyt szybko, może poczuć, że pieśń zaczyna mu się plątać.
Na szczęście Sawczyn nie pisze sucho. To jego duża przewaga. W podobnych publikacjach łatwo wpaść w ton streszczenia źródeł, gdzie kolejne epizody zostają odarte z napięcia i sprowadzone do informacji. Tutaj autor wyraźnie dba o atmosferę. Są mroczne fiordy, sale królów, kurhany, śnieg, krew, runy, sny, zapowiedzi katastrof i postacie, które niosą na sobie coś więcej niż funkcję fabularną. Czasem wystarczy kilka zdań, by poczuć surowość świata, w którym życie ludzkie jest kruche, ale pamięć o czynie może przetrwać pokolenia. To bardzo dobrze pasuje do tematu, bo heros w nordyckiej wyobraźni niekoniecznie zwycięża w naszym współczesnym sensie. Często po prostu robi coś tak wielkiego, strasznego albo tragicznego, że nie da się o nim przestać opowiadać.
Bardzo dobrze wypada również ludzkie wymiarowanie legend. Sawczyn nie odbiera bohaterom epickości, ale pozwala zobaczyć pod nią zmęczenie, strach, namiętność i błąd. To nie są figury z brązu. To ludzie, którzy bywają potężni i żałośni jednocześnie. Ich wielkość nie chroni ich przed małością. Ich odwaga nie chroni ich przed głupotą. Ich miłość nie chroni ich przed przemocą. I właśnie dlatego te historie wciąż działają. Gdyby byli tylko doskonali, byliby martwi literacko. Interesujący są dlatego, że ich czyny można jednocześnie podziwiać i potępiać.
W książce mocno wybrzmiewa też temat przeznaczenia. Los w sagach nie jest dekoracją. Nie pojawia się tylko po to, by nadać historii patosu. Jest siłą obecną w tle każdej decyzji, ale nie zwalnia postaci z odpowiedzialności. To chyba najciekawszy paradoks tych opowieści. Bohaterowie często wydają się iść drogą, która została już gdzieś zapisana, a jednak każdy ich wybór ma znaczenie. Gniew, zemsta, zdrada, lojalność, odmowa przebaczenia, pragnienie chwały. Wszystko to prowadzi do finałów, które sprawiają wrażenie nieuchronnych dopiero wtedy, gdy jest już za późno, by zawrócić. Sawczyn dobrze wydobywa ten fatalizm, nie zmieniając go w tanią ponurość. W tych historiach czuć ciężar, ale nie brakuje w nich energii.
Na tle poprzedniego tomu Bohaterowie mogą być nawet bardziej emocjonalni. Bogowie fascynują skalą, kosmosem, władzą nad światem i własną katastrofą. Herosi fascynują tym, że są bliżej nas. Ich dramaty są bardziej rozpoznawalne. Zdrada boli tu konkretniej, miłość jest bardziej cielesna, zemsta bardziej osobista, a śmierć mniej monumentalna, choć wciąż otoczona pieśnią. To nie znaczy, że książka rezygnuje z magii. Przeciwnie, magia jest obecna, ale najciekawiej działa wtedy, gdy styka się z ludzkim wyborem. Runy, klątwy i nadnaturalne elementy nie zastępują charakterów. One tylko wydobywają z nich to, co i tak już tam było.
Warto też docenić, że autor nie próbuje upiększać dawnego świata. Nie robi z niego romantycznej krainy dzielnych wojowników, gdzie honor świeci jak dobrze wypolerowany miecz. Północ Sawczyna jest surowa, okrutna i często moralnie niewygodna. To miejsce, w którym przemoc jest częścią porządku społecznego, a sława i pamięć mogą usprawiedliwiać rzeczy, które z dzisiejszej perspektywy budzą sprzeciw. Autor nie moralizuje nachalnie, ale też nie udaje, że te opowieści są niewinne. Pozwala im zachować własną dzikość. Dzięki temu nie zamienia sag w ugrzecznione fantasy dla ludzi, którzy chcą tylko efektownych bitew i lodowych krajobrazów.
Jednocześnie Mity nordyckie. Bohaterowie pozostają książką przystępną. To ważne, bo sam temat mógłby odstraszać. Staroislandzkie sagi, rody o trudnych nazwach, zawiłe genealogie, mnogość postaci i ciężar źródeł brzmią jak coś, co łatwo zamienić w lekturę dla wąskiego grona pasjonatów. Sawczynowi udaje się uniknąć tej pułapki. Owszem, osoby znające temat wyłapią więcej, ale początkujący czytelnik również może wejść w tę opowieść bez poczucia, że spóźnił się na wykład prowadzony od kilku semestrów. Autor tłumaczy świat przez historie, a nie przez suche definicje.
Pomaga w tym wydanie. Twarda oprawa, ilustracje, mapa, drzewo genealogiczne i glosariusz nie są tu tylko ozdobą do postawienia na półce. Przy takim materiale naprawdę ułatwiają lekturę. Drzewo genealogiczne pozwala nie zgubić się w rodach, glosariusz porządkuje nazwy, a ilustracje wzmacniają klimat bez przeładowywania książki dekoracyjnością. Całość dobrze koresponduje z poprzednim tomem, tworząc spójną serię, którą można traktować jako atrakcyjne wprowadzenie do nordyckiego imaginarium, ale też jako lekturę dla osób, które chcą wrócić do znanych motywów w bardziej uporządkowanej, literackiej formie.
Nie jest to jednak książka, którą najlepiej połknąć w jednym biegu. Przy całej płynności narracji warto dawkować ją powoli. Po kilku historiach imiona, zemsty, związki i rody mogą zacząć nachodzić na siebie, zwłaszcza jeśli ktoś nie ma wcześniejszego obycia z sagami. To nie wada w ścisłym sensie, raczej konsekwencja materiału. Te opowieści wyrastają z tradycji, w której pamięć rodowa jest równie ważna jak sam czyn, więc liczba nazwisk, powiązań i dziedziczonych konfliktów musi być duża. Sawczyn robi sporo, by to uporządkować, ale nie może całkowicie wygładzić natury źródeł.
Najważniejsze, że nie gubi się w tym duch opowieści. Mity nordyckie. Bohaterowie mają w sobie coś, czego często brakuje współczesnym opracowaniom mitologicznym: poczucie, że autor naprawdę słyszy rytm dawnych pieśni. Nie tylko wie, co się w nich wydarzyło, ale rozumie, dlaczego ludzie chcieli tego słuchać. Bo te historie mówiły im, czym jest odwaga, ile kosztuje zemsta, jak łatwo honor staje się pułapką i dlaczego sława bywa jedyną formą nieśmiertelności dostępną człowiekowi. To są pytania stare, ale wcale nie martwe.
W efekcie dostajemy książkę, która nie jest jedynie dodatkiem do tomu o bogach. To pełnoprawna druga strona nordyckiego świata. Bogowie wyznaczają kosmiczny porządek, ale to bohaterowie pokazują, jak ten porządek odbija się w ludzkim życiu. W ich gniewie, ślubach, walkach, zdradach i miłościach. W tym, że człowiek nie musi być nieśmiertelny, by stać się częścią mitu. Wystarczy, że jego czyn będzie dość wielki albo dość straszny, by ktoś po latach uznał, że trzeba go zaśpiewać.
Mity nordyckie. Bohaterowie to bardzo udana kontynuacja, napisana z pasją, szacunkiem do źródeł i dobrym wyczuciem opowieści. Nie zastępuje sag, ale może stać się świetną bramą do ich świata. Pokazuje Północ nie jako modny estetyczny kostium, lecz jako przestrzeń brutalnych wyborów, kruchych ludzi i legend rodzących się z krwi, miłości oraz błędów. To książka dla tych, którzy chcą zobaczyć, że mitologia nordycka nie kończy się na Odynie, Thorze i Lokim. Za bogami stoją ludzie, a ich historie bywają równie okrutne, piękne i niepokojące.
Tekst powstał we współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem SBM
@WydawnictwoSBM

