Rycerz w tygrysiej skórze nie wchodzi w ręce czytelnika jak zwykła adaptacja klasyki. Od pierwszych plansz daje do zrozumienia, że nie będzie grzecznie streszczał eposu ani udawał współczesnej przygodówki w historycznym kostiumie. David Matchavariani tworzy raczej wizualny rytuał niż standardowy komiks, coś pomiędzy szkicownikiem, legendą i pieśnią, która przetrwała wieki.
Nie jest to komiks, który próbuje uwspółcześniać klasykę ani tłumaczyć średniowieczny epos językiem współczesnej popkultury. Wręcz przeciwnie. Od pierwszych stron sprawia wrażenie dzieła stworzonego przez autora głęboko świadomego ciężaru materiału źródłowego. Trudno zresztą się temu dziwić. Poemat Szoty Rustaweliego zajmuje w kulturze Gruzji miejsce porównywalne do tego, które w Polsce zajmuje Pan Tadeusz, a w literaturze europejskiej największe średniowieczne eposy rycerskie. To nie jest kolejna zapomniana legenda. To jeden z fundamentów narodowej tożsamości.
Historia rozpoczyna się od spotkania tajemniczego rycerza odzianego w tygrysią skórę, którego melancholijna postać staje się początkiem wielkiej opowieści o przyjaźni, lojalności, honorze i miłości. Awtandil i Tariel, bohaterowie poematu, ruszają śladem utraconej Nestan-Daredżan, a ich podróż prowadzi przez egzotyczne krainy, dwory, pustkowia i pola bitew. Sam szkielet fabularny może przypominać klasyczne romanse rycerskie, ale szybko okazuje się, że Rustaweliemu znacznie bliżej do poetyckiej refleksji nad ludzkimi uczuciami niż do prostych opowieści o ratowaniu księżniczek.

Najbardziej fascynujące okazuje się jednak to, w jaki sposób Matchavariani zdecydował się tę historię opowiedzieć. W czasach, gdy dominują dopracowane cyfrowo plansze, spektakularne kadry i widowiskowa kolorystyka, Rycerz w tygrysiej skórze wygląda niemal jak szkicownik artysty. Kreska jest surowa, miejscami wręcz niedokończona. Linie pozostają widoczne, kontury często sprawiają wrażenie spontanicznych, a poszczególne ilustracje przypominają bardziej odręczne notatki niż klasyczne plansze komiksowe. To rozwiązanie może początkowo zaskakiwać, zwłaszcza czytelników przyzwyczajonych do współczesnych standardów europejskiego komiksu.
Szybko okazuje się jednak, że nie jest to efekt braku precyzji, lecz świadoma decyzja artystyczna.
Ta szkicowość nadaje opowieści niezwykłej lekkości. Bohaterowie nie są zamknięci w realistycznych ramach. Przypominają raczej postacie wyłaniające się z legendy, wspomnienia lub dawnej pieśni przekazywanej przez pokolenia. Matchavariani nie próbuje odtworzyć świata Rustaweliego z historyczną dokładnością. Zamiast tego buduje atmosferę mitu. Atmosferę opowieści istniejącej gdzieś pomiędzy snem, pamięcią i literaturą.
Momentami można odnieść wrażenie, że ogląda się ilustracje do średniowiecznego manuskryptu, który ktoś postanowił wprawić w ruch. W innych fragmentach plansze przypominają bardziej cykl malarskich interpretacji niż tradycyjny komiks narracyjny. Niektóre kadry funkcjonują niemal samodzielnie, pozwalając czytelnikowi zatrzymać się na chwilę i chłonąć ich symbolikę.
Równie interesująca pozostaje kolorystyka. Nie ma tutaj agresywnych kontrastów ani widowiskowych efektów znanych ze współczesnego fantasy. Dominują stonowane barwy, które dodatkowo podkreślają wrażenie obcowania z czymś dawnym, niemal muzealnym. Dzięki temu komiks zyskuje charakter dzieła ponadczasowego, odcinającego się od bieżących trendów wizualnych.

Oczywiście taka forma nie będzie odpowiadać każdemu. Osoby oczekujące dynamicznej narracji, widowiskowych scen akcji i łatwej w odbiorze przygody mogą poczuć się rozczarowane. Rycerz w tygrysiej skórze wymaga cierpliwości. Wymaga także zaakceptowania faktu, że nie wszystko zostanie podane w prosty i oczywisty sposób. To komiks, który bardziej się kontempluje, niż konsumuje.
Podobnie wygląda kwestia samej narracji. Adaptowanie średniowiecznego poematu zawsze wiąże się z ryzykiem utraty części jego poetyckiego charakteru. Matchavariani stara się tego uniknąć, zachowując podniosły ton opowieści i respektując jej literackie korzenie. Dzięki temu czytelnik nie otrzymuje uproszczonej wersji klasyki, lecz dzieło próbujące zachować ducha oryginału.
I właśnie w tym tkwi największa wartość tego albumu.
Rycerz w tygrysiej skórze nie próbuje udowadniać, że średniowieczny epos można zamienić w współczesny blockbuster. Zamiast tego pokazuje, że klasyczna literatura nadal może inspirować twórców do poszukiwania nowych form wyrazu. To komiks nietypowy, momentami wymagający, ale jednocześnie niezwykle odświeżający w swojej odmienności.
Nie jest to lektura dla każdego. Jest natomiast świetną propozycją dla czytelników, którzy w komiksie szukają czegoś więcej niż sprawnie opowiedzianej historii. Dla tych, którzy lubią, gdy forma staje się równie ważna jak treść. I dla wszystkich, którzy chcą przekonać się, dlaczego gruziński Rycerz w tygrysiej skórze od ośmiuset lat pozostaje jednym z najważniejszych dzieł światowej literatury.

