9 sierpnia 2026 roku zmarł John Crowley, amerykański pisarz fantasy i science fiction, autor Małe, duże oraz monumentalnego cyklu Ægypt. Miał 83 lata (część źródeł, m.in. serwis Black Gate oraz blog wax banks, podaje jako datę śmierci 8 sierpnia 2026 roku, rozbieżność wynika prawdopodobnie z różnicy w momencie ogłoszenia informacji przez rodzinę i wydawcę). Przez dekady pozostawał jednym z tych twórców, których nazwisko nie zawsze trafiało na pierwsze strony, ale których książki miały wyjątkowo długie życie. Dla wielu czytelników i pisarzy był autorem osobnym, trudnym do zaszufladkowania i niemal niemożliwym do pomylenia z kimkolwiek innym.
Crowley urodził się 1 grudnia 1942 roku w Presque Isle w stanie Maine. Dorastał między Vermontem, Kentucky i Indianą, studiował na Indiana University, a po ukończeniu studiów przeniósł się do Nowego Jorku z zamiarem pracy przy filmach. Literatura nie była zresztą jego jedynym zajęciem. Przez dekady pisał scenariusze i realizował filmy dokumentalne, zajmując się między innymi historią i kulturą Stanów Zjednoczonych. W 1989 roku wraz z żoną Laurie Block założył Straight Ahead Pictures. Od 1993 roku wykładał również creative writing na Yale University.
Debiutował w połowie lat siedemdziesiątych powieściami science fiction The Deep i Beasts, ale jego pisarstwo bardzo szybko zaczęło wymykać się prostym etykietom. W Późnym lecie z 1979 roku science fiction mieszało się z elegijną opowieścią o pamięci, historii i świecie próbującym zrozumieć własną przeszłość. Powieść znalazła się później na liście stu najlepszych książek science fiction Davida Pringle’a. Crowley nigdy nie miał szczególnej potrzeby pilnowania granic gatunku. Fantastyka była dla niego raczej narzędziem pozwalającym zadawać pytania o czas, pamięć, religię, rodzinę i sposób, w jaki człowiek konstruuje rzeczywistość.
W 1981 roku ukazało się Małe, duże. I właściwie wystarczyłaby ta jedna książka, żeby zapewnić mu miejsce w historii fantastyki. To osobliwa powieść nawet po ponad czterdziestu latach. Rodzinna saga, baśń, historia miłosna, opowieść o domu i wielopokoleniowej tajemnicy, w której świat ludzi nie tyle styka się z krainą baśni, ile od początku okazuje się z nią splątany. Crowley pisał o niezwykłości bez fajerwerków. Magia w Małe, duże nie stoi na środku pokoju i nie domaga się uwagi. Czai się w architekturze domu, rodzinnych opowieściach, półsłówkach i przekonaniu, że za znanym światem znajduje się kolejny, a za nim być może następny. Powieść zdobyła World Fantasy Award, była także nominowana do Hugo i Nebuli.
Harold Bloom, który z czasem zaprzyjaźnił się z Crowleyem, uważał Małe, duże za jedno z najważniejszych osiągnięć współczesnej literatury amerykańskiej. Nie była to kurtuazyjna pochwała krytyka próbującego dowartościować fantastykę. Bloom umieścił twórczość Crowleya w swoim literackim kanonie i nazywał go jednym ze swoich ulubionych współczesnych pisarzy. Crowley należał zresztą do tej niewielkiej grupy autorów, przy których podział na „literaturę gatunkową” i „poważną” zaczyna wyglądać szczególnie nieporadnie.
Jeszcze ambitniejszym przedsięwzięciem okazał się czterotomowy cykl Ægypt. Rozpoczęty w 1987 roku Ægypt. Samotnie, rozwijany następnie przez Miłość i sen oraz Demonomania, został zamknięty dopiero w 2007 roku tomem Endless Things. Crowley budował tam alternatywną historię Zachodu, bawił się hermetyzmem, renesansem, religią i możliwością istnienia świata, którego przeszłość mogła wyglądać inaczej, niż pamiętamy. Nie była to fantastyka nastawiona na sprawne przechodzenie od punktu fabularnego A do B. Crowley oczekiwał cierpliwości. W zamian pozwalał wejść w konstrukcje, które czasem bardziej przypominały labirynt pamięci niż tradycyjną powieść.
Właśnie dlatego nigdy nie został autorem dla każdego. Jego książki potrafiły być powolne, wymagające, nieufne wobec prostych odpowiedzi i całkowicie obojętne na modę. Można było odnieść wrażenie, że Crowley pisze w tempie odpowiadającym swoim historiom, nie rynkowi. Sam wspominał zresztą, że pomysły na książki często pojawiały się u niego około dekady przed rozpoczęciem właściwej pracy. Nie znaczy to, że jego twórczość zatrzymała się na Małe, duże i Ægypt. Pisał powieści historyczne, eseje, krótką prozę i książki ponownie przesuwające granice fantastyki. The Translator, Lord Byron’s Novel: The Evening Land czy Four Freedoms pokazywały autora zainteresowanego historią równie mocno jak fantastyką. Jeszcze w 2017 roku ukazało się Ka: Dar Oakley in the Ruin of Ymr, opowiedziane z perspektywy niezwykłego kruka przemierzającego kolejne epoki ludzkiej historii. Książka zdobyła Mythopoeic Award i ponownie przypomniała, że Crowley potrafił patrzeć na człowieka najlepiej wtedy, gdy robił to z bardzo nietypowego miejsca.
W 1992 roku otrzymał nagrodę American Academy and Institute of Arts and Letters, a w 2006 roku World Fantasy Award za całokształt twórczości. Było to właściwe wyróżnienie dla pisarza, którego znaczenie rosło nie przez kolejne medialne premiery, lecz przez powolne odkrywanie jego książek przez następnych czytelników.
John Crowley należał do autorów, których łatwiej polecić jednej konkretnej osobie niż całemu światu. Ktoś może odłożyć Małe, duże po stu stronach, zirytowany jego tempem i nieuchwytnością. Ktoś inny przeczyta je w odpowiednim momencie życia i przez następne dwadzieścia lat będzie sprawdzał, czy przypadkiem nie znalazł kolejnej książki potrafiącej zrobić coś podobnego. Najczęściej nie znajdzie. Bo Crowley pisał fantastykę bez potrzeby udowadniania, że jest fantastyką. Nie budował świata po to, żeby czytelnik poznał jego mapę, system magiczny i historię kolejnych dynastii. Interesowało go raczej, dlaczego człowiek potrzebuje opowieści, żeby zrozumieć własne życie, i co się stanie, jeśli pewnego dnia odkryje, że opowieść była prawdziwsza niż świat, który miała objaśniać.
Po jego śmierci zapewne znowu zaczniemy mówić o Małe, duże. I dobrze. Ta powieść przetrwała już kilka literackich mód, zmian pokoleniowych i kolejnych definicji fantasy. Nadal jest dziwna, piękna, chwilami frustrująca i właściwie niemożliwa do pomylenia z czymkolwiek innym. Nie najgorszy sposób, żeby po pisarzu został ślad.

