Większość alternatywnych historii opiera się na prostym pytaniu: „co by było, gdyby?”. Eric Flint od lat udowadnia jednak, że naprawdę interesujące nie jest samo wskazanie punktu zwrotnego, lecz konsekwentne prześledzenie wszystkich skutków tej zmiany. Dlatego cykl Pierścień ognia nie jest opowieścią o jednej bitwie, jednym wynalazku czy jednym bohaterze. To gigantyczny eksperyment społeczny, polityczny i technologiczny rozgrywany na tle XVII-wiecznej Europy. 1635: Front Wschodni doskonale pokazuje, dlaczego seria zdobyła status jednej z najważniejszych pozycji w historii fantastyki alternatywnej.
Punktem wyjścia pozostaje znany fanom koncept: współczesne amerykańskie miasteczko Grantville zostaje przeniesione w sam środek wojny trzydziestoletniej. Wiedza, technologia i idee XXI wieku zaczynają stopniowo zmieniać bieg dziejów. W czwartym tomie wznowionej przez Zysk i S-kę głównej serii skutki tych zmian są już ogromne. Stany Zjednoczone Europy stają się coraz potężniejszym graczem, Gustaw Adolf snuje ambitne plany ekspansji, a Mike Stearns, dawny lider przybyszów z przyszłości, musi odnaleźć się w nowej roli wojskowego dowódcy.
To właśnie polityka stanowi największą siłę tej książki. Flint doskonale rozumie, że wojny nie wygrywa się wyłącznie na polu bitwy. Każda kampania wymaga zaplecza logistycznego, odpowiednich sojuszy, informacji i decyzji podejmowanych daleko od frontu. Dlatego obok scen militarnych dostajemy ogromną liczbę politycznych rozmów, negocjacji, spisków i strategicznych kalkulacji. Dla części czytelników może to być wyzwanie, ale właśnie dzięki temu świat przedstawiony wydaje się tak wiarygodny.
Najciekawsze pozostaje jednak zderzenie dwóch epok. Flint nie idzie na łatwiznę i nie przedstawia mieszkańców XVII wieku jako bezradnych statystów zachwyconych nowoczesnością. Wręcz przeciwnie. Historyczni przywódcy szybko uczą się nowych realiów, adaptują pomysły przybyszów i próbują wykorzystać je do własnych celów. Technologiczna przewaga Amerykanów daje im ogromne możliwości, ale nie gwarantuje zwycięstwa. Dzięki temu napięcie pozostaje autentyczne, a wynik kolejnych konfliktów nie jest oczywisty.
Dla polskiego czytelnika szczególnie interesujący będzie fakt, że Rzeczpospolita odgrywa tutaj znacznie większą rolę niż w poprzednich częściach. Nie jest jedynie egzotycznym elementem tła czy historyczną ciekawostką. Flint traktuje Polskę jako poważnego uczestnika geopolitycznej rozgrywki. To miła odmiana od wielu zachodnich wizji historii, gdzie nasz kraj bywa sprowadzany do roli obserwatora wydarzeń.
Autor bardzo sprawnie pokazuje również konsekwencje przenoszenia nowoczesnych idei do świata, który nie był na nie przygotowany. Demokracja, prawa obywatelskie, związki zawodowe czy emancypacja kobiet stają się równie ważnymi czynnikami zmieniającymi rzeczywistość jak broń palna czy rozwój przemysłu. To właśnie ten społeczny aspekt od początku wyróżniał serię Pierścień ognia na tle innych historii alternatywnych.
Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Rozbudowana siatka postaci, politycznych zależności i wcześniejszych wydarzeń sprawia, że nowi czytelnicy mogą poczuć się zagubieni. 1635: Front Wschodni zdecydowanie lepiej działa jako kolejny etap większej opowieści niż samodzielna powieść. Oczywiście Flint stara się przypominać najważniejsze informacje, ale bez znajomości wcześniejszych tomów część emocjonalnego ciężaru wydarzeń zwyczajnie umyka.
Na szczęście rekompensuje to ogromna skala przedsięwzięcia. Flint nie tworzy pojedynczej historii, lecz całe alternatywne dzieje świata. Widać to na każdej stronie. Każda decyzja uruchamia kolejne konsekwencje, każdy sukces generuje nowe problemy, a każde zwycięstwo może okazać się początkiem jeszcze większego konfliktu.
1635: Front Wschodni jest dokładnie tym, czego oczekują fani cyklu. Rozbudowaną, inteligentną i pełną politycznych niuansów historią, która traktuje czytelnika poważnie. To nie jest lekka przygodówka ani prosta militarna fantastyka. To alternatywna historia w najambitniejszym wydaniu, pokazująca nie tylko jak można zmienić świat, ale przede wszystkim jak trudno później nad nim zapanować.
Jeżeli ktoś szuka fantastyki opartej na wielkich ideach, skomplikowanej polityce i konsekwentnie rozwijanej wizji alternatywnychdziejów Europy, trudno o lepszą propozycję. Eric Flint po raz kolejny udowadnia, że historia może być równie fascynująca wtedy, gdy wydarzyła się naprawdę, jak i wtedy, gdy nigdy się nie wydarzyła.

