Trudno uwierzyć, że można napisać porywającą powieść o urzędzie pocztowym. Jeszcze trudniej, że jej bohaterem będzie zawodowy oszust, któremu kibicuje się niemal od pierwszych stron. A jednak Terry Pratchett bierze instytucję kojarzącą się z kolejkami, papierologią i pieczątkami, wrzuca ją do Ankh Morpork, dorzuca Lorda Vetinariego oraz Moista von Lipwiga i tworzy jedną z najbardziej błyskotliwych historii całego Świata Dysku. To książka, która udowadnia, że nawet dostarczanie listów może stać się opowieścią o władzy, zaufaniu, manipulacji i ludzkiej potrzebie wiary w coś większego.
Moist jest bohaterem, którego trudno jednoznacznie ocenić. To oszust z ogromnym talentem do czytania ludzi, sprzedawania im marzeń i przekonywania, że właśnie dokonali najlepszego wyboru w życiu. Vetinari dostrzega ten potencjał i zamiast wysłać go na szubienicę, wręcza mu pozornie niemożliwe zadanie. Ma wskrzesić pocztę, która od dawna jest martwa, odzyskać zaufanie mieszkańców i rzucić wyzwanie potężnej kompanii semaforowej. Najciekawsze jest jednak to, że Moist nie zmienia się nagle w szlachetnego bohatera. Nadal pozostaje sprytnym kombinatorem, tylko jego umiejętności zaczynają służyć czemuś więcej niż kolejnemu przekrętowi. Pratchett z dużym wyczuciem pokazuje, że czasem granica między oszustwem a charyzmą bywa zaskakująco cienka.
W tej historii poczta jest tylko pretekstem. Tak naprawdę autor opowiada o tym, jak rodzą się monopole, jak łatwo podporządkować sobie całe społeczeństwo pod hasłem postępu i jak wielkie korporacje potrafią poświęcić wszystko dla zysku. Reacher Gilt jest przeciwnikiem doskonale wpisującym się w ten motyw. To człowiek elegancki, opanowany i bezwzględny, który nie potrzebuje miecza ani magii, by stanowić śmiertelne zagrożenie. Konflikt między nim a Moistem przypomina raczej pojedynek dwóch wybitnych iluzjonistów niż klasyczną walkę dobra ze złem.
Ogromną przyjemność sprawia również obserwowanie samego Ankh Morpork. Miasto nieustannie się zmienia, rozwija i coraz mocniej przypomina nowoczesną metropolię stojącą u progu przemysłowej rewolucji. Sekary pełnią rolę telegrafów, poczta walczy o przetrwanie, a Pratchett z charakterystycznym humorem komentuje mechanizmy kapitalizmu, administracji i biurokracji. Co ważne, satyra nigdy nie przesłania fabuły. Żarty wynikają z sytuacji i charakterów bohaterów, dlatego nawet po latach pozostają zaskakująco świeże.
Na osobne wyróżnienie zasługują postacie drugoplanowe. Adora Belle Dearheart nie jest kolejnym romantycznym dodatkiem do fabuły, lecz kobietą, która bez problemu potrafi sprowadzić Moista na ziemię. Stanley, Groat czy golemy nadają opowieści własny rytm i sprawiają, że urząd pocztowy zaczyna żyć własnym życiem. Nad wszystkimi unosi się oczywiście Vetinari, który po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najlepiej napisanych polityków w historii fantasy. Zawsze kilka ruchów przed wszystkimi, zawsze spokojny i zawsze przekonany, że ludzie zrobią dokładnie to, czego od nich oczekuje.
Pratchett pozostaje przy tym wierny swojemu stylowi. Humor jest inteligentny, pełen językowych zabaw, ironii i obserwacji, które równie dobrze mogłyby dotyczyć współczesnego świata. Pod lekką formą kryją się pytania o odpowiedzialność, zaufanie, znaczenie instytucji publicznych i o to, dlaczego ludzie tak łatwo wierzą tym, którzy potrafią opowiadać odpowiednie historie. Dzięki temu Piekło pocztowe bawi, ale jednocześnie zostawia czytelnika z czymś więcej niż tylko uśmiechem.
Piekło pocztowe jest jedną z tych powieści, które przypominają, dlaczego Świat Dysku stał się klasyką. To historia niezwykle pomysłowa, pełna znakomitych dialogów, zapadających w pamięć bohaterów i satyry, która mimo upływu lat pozostaje zaskakująco aktualna. Pratchett pokazuje, że nawet los starego urzędu pocztowego może stać się fundamentem wielkiej przygodowej opowieści. Trzeba tylko znaleźć odpowiedniego człowieka, który dostarczy ten list.

