RECENZJA: Dzieje starożytnych Chin | Państwo Środka rodzi się we krwi
Historię Chin bardzo łatwo sprowadzić do kilku wielkich nazwisk, wynalazków i stereotypów. Wielki Mur, Konfucjusz, terakotowa armia, Jedwabny Szlak. Problem w tym, że za tymi hasłami kryje się cywilizacja rozwijająca się nieprzerwanie przez tysiące lat, której dzieje bywają znacznie bardziej skomplikowane niż historia całej Europy. Nic więc dziwnego, że wielu autorów wpada w jedną z dwóch pułapek. Albo piszą podręcznik pełen dat i nazwisk, albo upraszczają wszystko do poziomu popularnonaukowej ciekawostki. Maciej Kuczyński znalazł rozwiązanie znacznie ciekawsze. Zamiast opowiadać o procesach historycznych, opowiada o ludziach. To właśnie dzięki nim narodziny cesarskich Chin przestają być abstrakcyjnym wydarzeniem z odległej przeszłości, a stają się historią pełną ambicji, zdrad, triumfów i spektakularnych upadków.
Już sam wybór okresu historycznego okazuje się niezwykle trafny. Dynastia Qin i następująca po niej dynastia Zachodnich Han to moment, w którym powstają fundamenty państwa chińskiego w formie, która przez kolejne dwa tysiące lat będzie wyznaczała sposób sprawowania władzy, funkcjonowania administracji i rozumienia cesarskiego autorytetu. To właśnie wtedy rodzi się cesarstwo, którego wpływy będą odczuwalne aż do początku XX wieku.
Kuczyński nie zaczyna jednak od wykładu o instytucjach ani od przeglądu reform administracyjnych. W centrum jego zainteresowania od początku pozostaje Qin Shi Huang, pierwszy cesarz zjednoczonych Chin. To postać fascynująca właśnie dlatego, że bardzo trudno ocenić ją jednoznacznie. Z jednej strony mamy wybitnego reformatora i twórcę jednego z największych organizmów państwowych starożytności. Z drugiej człowieka owładniętego obsesją nieśmiertelności, odpowiedzialnego za brutalne represje, masowe roboty przymusowe i bezwzględną centralizację państwa. Autor nie próbuje wybielać ani demonizować swojego bohatera. Pozwala źródłom mówić własnym głosem, dzięki czemu czytelnik sam może wyrobić sobie opinię.
To zresztą jedna z największych zalet całej książki. Kuczyński bardzo umiejętnie wykorzystuje kroniki Sima Qiana i inne starożytne przekazy, nie traktując ich wyłącznie jako zbioru suchych informacji. Potrafi wydobyć z nich dramaturgię, emocje i ludzkie motywacje, jednocześnie nie popadając w literacką fikcję. Dzięki temu kolejne wydarzenia czyta się niemal jak powieść historyczną, choć przez cały czas mamy świadomość, że opisywane konflikty, intrygi i polityczne rozgrywki rzeczywiście miały miejsce.
Największym zaskoczeniem okazało się jednak dla mnie coś zupełnie innego. Ta książka znakomicie pokazuje, jak bardzo historia Chin różni się od europejskiego sposobu opowiadania o przeszłości. Tutaj zmiana dynastii nie oznacza wyłącznie wymiany panującego rodu. To niemal kosmiczna katastrofa. Upadek porządku świata, który pociąga za sobą wojny domowe, bunty, głód i konieczność ponownego zbudowania całego systemu politycznego. Dzięki temu nawet wydarzenia pozornie odległe nabierają ogromnej dynamiki.
Nie oznacza to jednak, że autor ogranicza się wyłącznie do wielkiej polityki. Obok cesarzy pojawiają się generałowie, urzędnicy, kronikarze, dworzanie, intryganci i kobiety, których decyzje wielokrotnie wpływały na losy całego imperium. To bardzo ważne, ponieważ pozwala spojrzeć na historię nie jako ciąg dat, lecz sieć wzajemnie powiązanych ludzkich wyborów. W efekcie nawet osoby niemające wcześniej większego kontaktu z dziejami Chin bardzo szybko zaczynają orientować się w tej skomplikowanej układance.
Ogromną zaletą publikacji jest również język. Kuczyński pisze lekko, ale nie infantylizuje tematu. Nie próbuje za wszelką cenę uwspółcześniać bohaterów ani budować sztucznego poczucia sensacji. Zamiast tego prowadzi narrację niezwykle płynnie, zachowując bardzo dobre tempo i naturalną dramaturgię. Chwilami rzeczywiście można odnieść wrażenie, że bliżej mu do sposobu opowiadania historii znanego z książek Dana Jonesa niż klasycznych opracowań akademickich. Nie oznacza to jednak uproszczeń. Wręcz przeciwnie. Pod atrakcyjną formą kryje się naprawdę solidny materiał historyczny.
Na pochwałę zasługuje również widoczny ogrom pracy wykonanej przez autora. Widać, że nie ograniczył się do prostego streszczenia wydarzeń znanych z podręczników. Całość sprawia wrażenie przemyślanej syntezy opartej na źródłach, współczesnych badaniach oraz dobrej znajomości realiów epoki. Dzięki temu książka nie tylko popularyzuje historię Chin, ale robi to w sposób odpowiedzialny i rzetelny.
Nie znaczy to jednak, że publikacja jest pozbawiona wad. Najbardziej odczuwalnym brakiem okazują się mapy. Przy tak dużej liczbie kampanii wojennych, zmian granic i przemieszczających się armii aż prosi się o materiał kartograficzny, który pozwoliłby łatwiej śledzić wydarzenia. Podobnie wygląda kwestia drzew genealogicznych. W historii pełnej cesarzy, książąt i licznych gałęzi dynastycznych byłyby one ogromnym ułatwieniem, zwłaszcza dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z historią Chin.
Momentami zbyt szczegółowe wydają się także opisy niektórych kampanii wojennych. Same w sobie są interesujące, jednak bez odpowiednich map czytelnik może chwilami gubić orientację w przebiegu działań militarnych. Nie jest to problem samego tekstu, lecz raczej konstrukcji wydania.
Nie zmienia to jednak faktu, że „Dzieje Starożytnych Chin. Dynastie Qin i Zachodnich Han” to jedna z najciekawszych polskich książek popularyzujących historię Państwa Środka, jakie ukazały się w ostatnich latach. Zamiast suchego kompendium otrzymujemy żywą opowieść o narodzinach jednego z największych imperiów świata. Opowieść pełną ludzi z krwi i kości, politycznych intryg, spektakularnych zwycięstw i równie widowiskowych klęsk.
Mam ogromną nadzieję, że autor będzie kontynuował ten projekt. Historia Chin nie kończy się przecież na dynastii Han, a jeśli kolejne tomy utrzymają poziom pierwszego, polscy czytelnicy mogą wreszcie doczekać się kompletnej, przystępnie napisanej serii poświęconej jednej z najważniejszych cywilizacji w dziejach świata.
O autorze
Marek Tokarz
Editor
79. Data ważności sugeruje dalszą przydatność dla społeczeństwa i kultury. Wielu to zakwestionuje. Bielawa.

