Antologia Opowieści Jedi i Sithach ma nad sobą jeden bardzo konkretny problem: niemal każda zawarta w niej postać jest większa od samego opowiadania. Luke Skywalker, Yoda, Qui-Gon Jinn, Asajj Ventress, Darth Maul, Vader czy Palpatine przychodzą do tej książki z ogromnym bagażem wcześniejszych historii, dlatego dziesięciu autorów nie może ich naprawdę zbudować od podstaw. Może co najwyżej znaleźć szczelinę pomiędzy znanymi wydarzeniami i spróbować pokazać coś, czego ekran dotąd nie dopowiedział. Kiedy ten zabieg się udaje, zbiór potrafi być zaskakująco dobry. Kiedy nie, zostaje tylko poczucie obcowania z przyjemnym, lecz całkowicie opcjonalnym dodatkiem do sagi.
Rozpiętość czasowa jest tu spora i to jedna z największych zalet książki. Zaczynamy jeszcze w okresie Wielkiej Republiki, przechodzimy przez czasy poprzedzające upadek Zakonu Jedi, wojny klonów, rządy Imperium, rebelię, a kończymy przy bohaterach nowej trylogii. Dzięki temu antologia nie próbuje udawać jednej spójnej historii. Łączy ją raczej temat sposobu, w jaki różne postacie rozumieją Moc, obowiązek, winę i własne miejsce po jednej ze stron konfliktu. Czasem jest to rozumienie bardzo proste, niemal baśniowe, innym razem dużo bardziej gorzkie. To zróżnicowanie dobrze pasuje do świata Gwiezdnych wojen, choć prowadzi również do wyraźnych różnic poziomu między poszczególnymi tekstami.
Co Jedi czyni Michaela Kogge’a dobrze otwiera zbiór, ponieważ zamiast opowiadać o kolejnym wielkim Jedi, patrzy na Zakon z perspektywy kogoś, kto desperacko chce do niego należeć. Yoda pojawia się tu jako mistrz, ale sens opowiadania leży w pytaniu, co właściwie czyni człowieka Jedi. Sama Moc nie wystarcza, podobnie jak miecz świetlny, mundur czy przynależność do świątyni. Ten prosty pomysł ma urok i dobrze współgra z młodszym odbiorcą książki. Nie jest to tekst szczególnie odkrywczy, ale ma serce, a przede wszystkim nie próbuje udawać większej opowieści, niż naprawdę jest.
Znacznie ciekawsza okazuje się Determinacja Alexa Segury. Qui-Gon Jinn bardzo dobrze nadaje się do krótkiej formy, ponieważ jego napięta relacja z Radą Jedi i niechęć do bezrefleksyjnego podporządkowania się rozkazom można pokazać bez rozbudowanej ekspozycji. Opowiadanie wykorzystuje moment, w którym cień odejścia Dooku nadal ciąży nad jego dawnym uczniem, a Qui-Gon próbuje ustalić, gdzie kończy się obowiązek wobec Zakonu, a zaczyna własne rozeznanie. Nie wszystko zostaje tutaj rozstrzygnięte z pełną satysfakcją, ale autor uchwycił człowieka, który nie tyle odrzuca zasady Jedi, ile nie chce oddawać im całej odpowiedzialności za własne decyzje. To mały portret postaci, ale zgodny z tym, co czyni Qui-Gona interesującym.
Z pewnego punktu widzenia Sarwata Chaddy idzie w zupełnie inną stronę. Obi-Wan i Anakin pojawiają się z perspektywy dzieci próbujących przetrwać wojenną katastrofę. To zabieg ciekawy, bo odbiera dwóm legendarnym Jedi rolę głównych bohaterów i pozwala zobaczyć ich tak, jak mogliby widzieć ich zwykli mieszkańcy planety ogarniętej wojną. Najlepiej wypada samo poczucie zagrożenia, zniszczenie i klaustrofobia. Wojna nie jest tutaj serią widowiskowych bitew, tylko czymś, co wpada do domu i zmusza dzieci do chowania się przed droidami. Słabiej działa fakt, że Anakin i Obi-Wan pozostają bardziej symbolami niż pełnoprawnymi postaciami. Ich relacja, zwykle tak istotna, zostaje ograniczona, a całe opowiadanie traci przez to część potencjału.
Najciekawszym tekstem po stronie Jedi są jednak Powinności Jedi Karen Strong. Barriss Offee zostaje pokazana w momencie, gdy wojna klonów zaczyna zostawiać na niej ślady, których Zakon nie potrafi właściwie rozpoznać. Trauma po Geonosis, lęk przed powrotem na front i rosnące przekonanie, że Jedi stają się coraz bardziej żołnierzami niż strażnikami pokoju, tworzą bardzo dobre tło dla jej późniejszego kryzysu. Najważniejsze jest to, że Barriss nie zostaje przedstawiona jako osoba, która nagle skręca ku złu. Jej wątpliwości mają logiczne źródło, a jej problemem nie jest brak empatii, lecz przeciwnie, nadmiar bólu, którego nikt wokół niej nie potrafi pomóc jej uporządkować. To jeden z niewielu tekstów w zbiorze, który naprawdę rozszerza znaną postać zamiast tylko ponownie jej używać.
Podobnie dobrze wypada Bezwartościowa Delilah S. Dawson. Asajj Ventress zostaje zmuszona do współpracy z klonem, co samo w sobie jest pomysłem bardzo prostym, ale napisanym z dużym wyczuciem. Ich wspólna walka o przetrwanie pozwala pokazać Ventress nie jako efektowną wojowniczkę z dwoma mieczami, lecz osobę ukształtowaną przez odrzucenie, gniew i ciągłą konieczność udowadniania własnej wartości. Tytuł opowiadania dobrze podsumowuje sposób, w jaki zarówno ona, jak i klony są traktowani przez ludzi stojących nad nimi. Są użyteczni, dopóki wykonują swoje zadanie, a później mogą zostać porzuceni. Dawson nie potrzebuje wielkich deklaracji, żeby ten temat wybrzmiał. Wystarczą rozmowy i rosnące porozumienie między postaciami, które zgodnie z logiką wojny powinny być dla siebie wyłącznie wrogami.
Widma Maula Michaela Moreciego są z kolei najbardziej naturalnym tekstem po stronie ciemności. Maul szukający kolejnych sithyjskich sekretów i konfrontujący się z duchami własnej przeszłości brzmi jak pomysł bardzo oczywisty, ale pasuje do niego niemal idealnie. Jego życie od dawna zostało sprowadzone do nienawiści, utraty i obsesji, a możliwość wyboru innej drogi jest dla niego właściwie niewyobrażalna. Opowiadanie nie odkrywa więc nowej warstwy postaci w takim stopniu jak tekst o Barriss czy Ventress, ale wyjątkowo dobrze wykorzystuje to, co już wiemy. Maul pozostaje tragiczną figurą właśnie dlatego, że potrafi zobaczyć alternatywę i nadal świadomie wybiera zemstę. Nie dlatego, że nie zna innego rozwiązania, lecz dlatego, że całą własną tożsamość zbudował na bólu.
Znacznie słabiej wypada Bunt Krwawego Księżyca Very Strange. Vader działa tutaj skutecznie jako czysta siła zagrożenia, a jego obecność ma ciężar, którego wymaga ta postać. Problem polega na tym, że samo opowiadanie niewiele z tym robi. Rebeliancki wątek i pościg spełniają swoją funkcję, ale Vader pozostaje Vaderem takim, jakiego znamy już z dziesiątek innych historii. Nie otrzymujemy nowego spojrzenia na jego psychikę ani szczególnie interesującego konfliktu wewnętrznego. To bardziej demonstracja potęgi niż opowieść o człowieku. Czyta się sprawnie, lecz po zakończeniu zostaje niewiele poza samym obrazem imperialnego egzekutora w akcji.
Światło i Mrok Sam Maggs jest bodaj najbardziej tonalnie odmiennym tekstem w zbiorze. Luke Skywalker trafia tu do bardziej osobistej, lekkiej historii osadzonej wokół początków bazy na Hoth. Sporo miejsca zajmuje relacja z Hollisem i obustronna fascynacja, która została napisana z humorem i świadomą niezręcznością. Dla części czytelników będzie to jeden z sympatyczniejszych tekstów całej antologii właśnie dlatego, że pozwala Luke’owi istnieć przez chwilę poza wielkim konfliktem dobra ze złem. Dla innych jego lekkość może okazać się zbyt duża, szczególnie w zestawieniu z opowiadaniami o wojnie, traumie i ciemnej stronie Mocy. Sam pomysł nie jest zły. Problemem pozostaje raczej to, że opowiadanie stawia na urok sytuacji kosztem czegoś, co zostawałoby w pamięci na dłużej.
Mistrzowie Tessy Gratton prezentują przeciwległy biegun. To opowiadanie osadzone wokół Yody i Palpatine’a, wykorzystujące znajome momenty do zestawienia ich sposobów myślenia. Gratton nie buduje wielkiej nowej historii, lecz wraca do konfliktu, który znamy, i zmienia perspektywę. Palpatine patrzący na własne zwycięstwa oraz Yoda godzący się z klęską reprezentują dwie zupełnie różne wizje siły. Jeden widzi ją w dominacji, drugi w akceptacji ograniczeń. To motyw prosty, ale napisany z odpowiednim ciężarem i dobrze pasujący do miejsca obu postaci w całej sadze. Jeśli ktoś oczekuje nowych faktów, może poczuć niedosyt. Jeśli jednak potraktować ten tekst jako krótką medytację nad ich konfliktem, wypada bardzo dobrze.
Najbardziej rozczarowujący jest natomiast Burzliwy okres Roseanne A. Brown. Rey i Poe zostają wrzuceni w historię opartą na ich wzajemnych spięciach, ale konflikt pomiędzy nimi nie zawsze brzmi naturalnie. Widać próbę uzupełnienia luk pozostawionych przez filmy i nadania większego znaczenia relacji, której ekran nie rozwinął zbyt mocno, lecz efekt jest wymuszony. Oboje bywają tu bardziej drażliwi, niż wymaga tego sytuacja, a sam mechanizm wysłania ich razem na zadanie po to, aby „nauczyli się współpracować”, jest zbyt przezroczysty. Opowiadanie ma kilka sympatycznych momentów, ale jako finał antologii pozostawia poczucie, że zbiór kończy się słabiej, niż powinien.
Ważne jest również to, że Opowieści Jedi i Sithach celują w młodszego czytelnika. Nie oznacza to automatycznie uproszczenia tematów, bo najlepsze teksty potrafią mówić o traumie, manipulacji i tożsamości całkiem poważnie. Wpływa jednak na sposób ich prezentowania. Historie są zwarte, konflikt najczęściej pojawia się szybko, a zakończenia mają wyraźny punkt emocjonalny lub morał. Dla odbiorcy przyzwyczajonego do bardziej rozbudowanych powieści z uniwersum może to momentami wydawać się zbyt proste, ale w ramach przyjętej formy książka na ogół wie, czym chce być. Największe problemy pojawiają się tam, gdzie autorzy próbują zmieścić w kilkudziesięciu stronach fabułę, która potrzebowałaby znacznie większej przestrzeni.
Antologia korzysta też na ilustracjach Jake’a Bartoka, bo rozpoznawalne postacie otrzymują spójną oprawę wizualną i dodatkowe poczucie wspólnego charakteru zbioru. Grafiki nie dominują nad tekstem i nie zamieniają książki w album, ale dobrze wspierają poszczególne historie. Szczególnie przy tak dużej liczbie epok i bohaterów wizualna konsekwencja pomaga utrzymać wrażenie, że mimo wszystkich różnic nadal poruszamy się w jednej galaktyce.
Największą wadą Opowieści Jedi i Sithach pozostaje więc nierówność. Jedne teksty naprawdę coś dopowiadają, inne są po prostu sprawnymi przygodami, a kilka istnieje głównie dlatego, że dobrze znana postać może przyciągnąć czytelnika. Takie ryzyko jest wpisane w każdą antologię, szczególnie tworzoną przez dziesięciu różnych autorów. Tutaj różnice są jednak odczuwalne nie tylko na poziomie stylu, lecz także ambicji. Barriss, Ventress czy Maul otrzymują historie wyrastające z ich psychiki. Vader czy Rey zostają raczej wrzuceni w kolejne zdarzenia. W efekcie zbiór czyta się szybko, ale nie każde opowiadanie pozostawia po sobie ślad.
Nie zmienia to faktu, że dla czytelnika lubiącego krótkie wizyty w różnych okresach historii Star Wars książka spełnia swoje zadanie. Nie redefiniuje Jedi ani Sithów i nie odkrywa wielkich sekretów Mocy. Pozwala za to przez chwilę zatrzymać się przy bohaterach, którzy w filmach i serialach często nie mają miejsca na podobnie kameralne epizody. Najlepsze historie przypominają, że konflikt światła i ciemności jest najciekawszy nie wtedy, gdy spotykają się dwa miecze, lecz gdy człowiek musi zdecydować, co zrobi ze swoim strachem, gniewem albo poczuciem winy. Słabsze teksty oferują tylko kolejną przygodę. Te lepsze potrafią na kilkudziesięciu stronach powiedzieć o znanej postaci coś, czego naprawdę warto było posłuchać.

