Wikingowie mają dziś wyjątkowo wygodne życie w popkulturze. Wystarczy broda, topór, futro, smocza łódź i kilka ponurych spojrzeń spod mokrych włosów, żeby widz albo czytelnik od razu wiedział, z kim ma do czynienia. Problem polega na tym, że ten obraz jest bardziej kostiumem niż historią. Ludzie Północy byli o wiele ciekawsi niż ich serialowe i komiksowe uproszczenia. Piotr Pranke w Dziejach wikingów przypomina o tym bez taniej sensacji, bez udawania, że obala wszystkie dotychczasowe wyobrażenia jednym ruchem, ale z solidnością kogoś, kto dobrze wie, że prawdziwa historia zwykle wygrywa z legendą właśnie wtedy, gdy pozwoli się jej przemówić pełnym głosem.
To książka popularnonaukowa w najlepszym znaczeniu tego słowa. Nie próbuje być powieścią przygodową, choć materiał aż się o to prosi. Nie zamienia historii w zbiór anegdot o dzikich wojownikach, którzy przypływali z mgły, plądrowali klasztory i znikali za horyzontem. Pranke porządkuje temat szerzej. Pokazuje wikingów jako wojowników, żeglarzy, kupców, odkrywców, osadników, rzemieślników i uczestników skomplikowanych procesów politycznych, gospodarczych oraz kulturowych średniowiecznej Europy. Dzięki temu z tej książki wyłania się nie grupa efektownych barbarzyńców, lecz społeczeństwo w ruchu.
Największą zaletą publikacji jest właśnie to przesunięcie perspektywy. Autor nie zaprzecza brutalności wypraw, przemocy, łupiestwu ani lękowi, jaki Skandynawowie budzili w wielu częściach Europy. Nie próbuje robić z nich niewinnych przedsiębiorców źle zrozumianych przez kronikarzy. Ale jednocześnie pokazuje, że najazdy były tylko jednym z elementów większej układanki. Wikingowie handlowali, zawierali sojusze, zakładali osady, adaptowali się do nowych warunków, przyjmowali obce wpływy i sami wpływali na świat od Wysp Brytyjskich po Ruś, od północnego Atlantyku po kontakty z obszarami muzułmańskimi. Pranke bardzo dobrze pokazuje, że wikingowie byli groźni nie dlatego, że byli prymitywni, lecz dlatego, że byli świetnie zorganizowani, mobilni i znakomicie przystosowani do świata, w którym żyli.
Książka prowadzi czytelnika przez kolejne obszary tego świata w sposób klarowny. Mamy tu genezę epoki wikingów, strukturę społeczną, rolę władzy, codzienność, religię, mitologię, handel, wyprawy, chrystianizację, źródła pisane, sagi, poezję skaldów i odkrycia archeologiczne. Ten szeroki zakres sprawia, że Dzieje wikingów dobrze sprawdzają się zarówno jako wprowadzenie dla osób dopiero zaczynających przygodę z tematem, jak i jako uporządkowanie wiedzy dla tych, którzy znają już podstawy, ale chcą zebrać je w spójną całość.
Bardzo ciekawe są fragmenty poświęcone społeczeństwu skandynawskiemu. To tutaj najłatwiej zobaczyć, jak mocno stereotyp wojownika z toporem zasłania normalne życie ludzi Północy. Pranke pisze o strukturach wspólnotowych, pozycji kobiet, prawie, obowiązkach, relacjach społecznych i mechanizmach władzy. Szczególnie interesująco wypada przypomnienie, że świat wikingów nie składał się wyłącznie z męskiej przemocy i morskich wypraw. Był też światem pracy, gospodarstwa, rytuałów, rodzinnych zależności i społecznych zasad, których złamanie mogło oznaczać wykluczenie równie dotkliwe jak fizyczna kara.
Mocnym punktem są również rozdziały dotyczące wierzeń. Mitologia nordycka została przez popkulturę tak mocno przetworzona, że wielu odbiorców zna dziś raczej jej atrakcyjne dekoracje niż religijny i społeczny sens. Pranke porządkuje ten obszar spokojnie i rzeczowo. Pokazuje bóstwa, mity, rytuały i obrzędy nie jako zbiór widowiskowych opowieści o Odynie, Thorze, Lokim czy Ragnaroku, lecz jako element świata, w którym religia miała wymiar wspólnotowy, praktyczny i głęboko związany z codziennym funkcjonowaniem społeczeństwa. Dzięki temu mity przestają być tylko materiałem dla fantasy, a zaczynają działać jako klucz do mentalności ludzi Północy.
Równie ważny jest temat chrystianizacji. Autor unika prostego obrazu gwałtownego zerwania między pogaństwem a chrześcijaństwem. Pokazuje raczej proces stopniowy, złożony, pełen politycznych kalkulacji, adaptacji i nakładania się starych oraz nowych porządków. To szczególnie cenne, bo chrystianizacja Skandynawii często bywa przedstawiana w uproszczony sposób, jako triumf jednej religii nad drugą albo dramatyczny koniec dawnego świata. Tymczasem rzeczywistość była bardziej niejednoznaczna. Wikingowie potrafili funkcjonować na styku systemów, składać deklaracje tam, gdzie wymagała tego polityka, i przystosowywać swoje praktyki do zmieniających się warunków.
Dobrze wypada także część poświęcona handlowi. Wikingowie jako kupcy bywają mniej efektowni niż wikingowie z mieczami, ale historycznie są równie fascynujący. Rozbudowane sieci wymiany, zamiłowanie do srebra, dalekie kontakty i zdolność poruszania się między różnymi kulturami pokazują ich jako ludzi wyjątkowo pragmatycznych. Umiejętność żeglugi była dla nich nie tylko narzędziem najazdu, lecz także fundamentem gospodarki, komunikacji i ekspansji. Statek w świecie wikingów nie był więc wyłącznie symbolem wojny. Był technologicznym sercem całej epoki.
Pranke sporo uwagi poświęca źródłom, i to jest jedna z najważniejszych zalet książki. Czytelnik nie dostaje jedynie gotowej opowieści, ale także wgląd w to, skąd właściwie bierze się nasza wiedza o wikingach. Sagi, kroniki łacińskie, relacje autorów orientalnych, inskrypcje runiczne, artefakty archeologiczne, fragmenty literatury staroskandynawskiej. Ten materiał pozwala zobaczyć, że historia ludzi Północy jest rekonstruowana z różnych, często niejednorodnych świadectw. Dzięki temu książka nie tylko opowiada o przeszłości, ale też uczy ostrożności wobec źródeł.
Warto podkreślić znaczenie relacji spoza łacińskiej Europy. Perspektywa autorów muzułmańskich wnosi do obrazu wikingów coś bardzo świeżego dla czytelnika przyzwyczajonego głównie do zachodnioeuropejskich kronik i klasztornych opisów najazdów. Zobaczenie ludzi Północy oczami obserwatorów z innego kręgu kulturowego przypomina, jak szeroki był zasięg ich kontaktów i jak różnie mogli być postrzegani. Nie tylko jako postrach chrześcijańskich wybrzeży, ale też jako partnerzy handlowi, obcy przybysze, ludzie o dziwnych zwyczajach, imponujący i odpychający zarazem.
Najlepsze w tej książce jest to, że nie próbuje odczarować wikingów po to, by odebrać im atrakcyjność. Przeciwnie, pokazuje, że są fascynujący właśnie wtedy, gdy przestają być uproszczeniem. Język publikacji jest przystępny, choć momentami wyraźnie czuć popularnonaukowy charakter. To nie jest narracja snuta z rozmachem powieści historycznej ani reportażowa wyprawa przez epokę. Pranke przede wszystkim porządkuje fakty i objaśnia procesy. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych pewne ograniczenie. Osoby szukające mocno literackiej opowieści mogą poczuć, że książka bywa chwilami bardziej podręcznikowa niż gawędziarska. Z drugiej strony właśnie ta przejrzystość sprawia, że łatwo korzystać z niej jako solidnego kompendium.
Nie jest to więc książka nastawiona na sensację. Nie obiecuje, że zdradzi „prawdę ukrywaną przez wieki” ani nie buduje atrakcyjności na przesadnych tezach. Jej siła tkwi w rzetelności i szerokim spojrzeniu. Autor wie, że przy temacie tak obciążonym popkulturą najważniejsze jest cierpliwe oddzielanie obrazu historycznego od efektownej legendy. Robi to bez wyższości wobec czytelnika, który przyszedł tu może właśnie z seriali, filmów, komiksów albo mitologicznych retellingów. Nie wyśmiewa fascynacji wikingami. Raczej kieruje ją w stronę źródeł.
Dużym atutem wydania są ilustracje, zdjęcia artefaktów, mapy i materiały wizualne. Przy książkach historycznych tego typu nie jest to tylko ozdoba. Dobrze dobrany materiał ikonograficzny pomaga wyobrazić sobie przedmioty, miejsca, uzbrojenie, sztukę i codzienność ludzi, o których mowa. W przypadku wikingów ma to szczególne znaczenie, bo ich świat bardzo łatwo ulega wizualnemu zafałszowaniu. Ilustracje i fotografie zabytków pozwalają wrócić z fantazji do konkretu. Do metalu, drewna, kamienia, łodzi, ozdób, narzędzi i śladów pozostawionych przez rzeczywistych ludzi.
Ważna jest też bibliografia. To książka, która może pełnić funkcję bramy. Po jej lekturze czytelnik nie zostaje z zamkniętym tematem, lecz z listą dalszych tropów. I to bardzo dobry znak. Publikacja popularnonaukowa naprawdę działa wtedy, gdy nie tylko przekazuje wiedzę, ale także rozbudza apetyt na więcej. Dzieje wikingów spełniają tę rolę. Można potraktować je jako pierwszy większy krok w stronę historii średniowiecznej Skandynawii albo jako wygodne uporządkowanie wiedzy, do którego będzie się wracać.
Najbardziej doceniam w książce to, że pokazuje wikingów jako ludzi zanurzonych w sieciach zależności. Nie jako samotnych bohaterów z sag, nie jako bandy łupieżców, nie jako romantycznych odkrywców oceanu, lecz jako część średniowiecznej Europy. Ich wyprawy wpływały na politykę, gospodarkę, osadnictwo i kulturę wielu regionów. Ich obecność wywoływała lęk, ale też wymuszała kontakty, wymianę i adaptację. Wikingowie nie stali obok historii Europy. Byli jednym z jej motorów.
Oczywiście przy tak szerokim zakresie niektóre tematy mogłyby zostać rozwinięte głębiej. Czasem chciałoby się dłużej zostać przy literaturze staroskandynawskiej, czasem przy sytuacji kobiet, czasem przy kontaktach z Europą Wschodnią albo światem islamu. Ale to raczej naturalna cena syntezy. Autor musi wybierać, a jego celem nie jest wyczerpanie każdego zagadnienia, lecz stworzenie pełnego, przystępnego obrazu. Pod tym względem książka spełnia swoją funkcję bardzo dobrze.
Dzieje wikingów to publikacja dla tych, którzy chcą przejść od fascynacji do wiedzy. Od serialowego kostiumu do źródeł. Od topora na plakacie do społeczeństwa, które miało własne prawo, religię, handel, literaturę i politykę. Nie trzeba być specjalistą od średniowiecza, żeby czerpać z niej przyjemność, ale warto mieć gotowość na to, że autor bardziej objaśnia niż dramatyzuje.
I dobrze. Bo wikingowie nie potrzebują dodatkowego podkręcania. Ich historia sama w sobie jest wystarczająco niezwykła. To opowieść o ludziach, którzy budzili strach, ale także tworzyli rozległe sieci kontaktów. O wojownikach, którzy byli kupcami. O odkrywcach, którzy byli osadnikami. O poganach, którzy wchodzili w świat chrześcijaństwa. O mieszkańcach Północy, którzy przez kilka stuleci potrafili sprawić, że cała Europa musiała nauczyć się ich obecności.
Piotr Pranke napisał książkę rzetelną, przystępną i dobrze wydaną. Nie taką, która udaje, że jeden tom powie wszystko o wikingach raz na zawsze, lecz taką, która solidnie otwiera temat i pomaga uporządkować wyobrażenia. Po jej lekturze rogaty hełm, serialowy topór i mit dzikiego barbarzyńcy można spokojnie odłożyć na półkę z popkulturą.
Tekst powstał we współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem SBM
@WydawnictwoSBM, #DziejeWikingów, #PiotrPranke

