Kraków Magdaleny Kubasiewicz nie przypomina miasta, do którego jedzie się po obwarzanki i zdjęcie smoka. To miejsce, gdzie mrok potrafi wypełzać z zaułków razem z duchami, a stare legendy nie są ozdobą przewodników, tylko realnym zagrożeniem. W Wiedźmie Jego Królewskiej Mości autorka po raz kolejny wykorzystuje dobrze znaną przestrzeń, by opowiedzieć historię, w której największym przeciwnikiem nie okazują się potwory, lecz przeszłość cierpliwie czekająca na moment rozliczenia. To właśnie ona nadaje tej powieści ciężar, sprawiając, że kolejne tajemnice mają znacznie większą wagę niż sama walka z nadnaturalnymi siłami.
Drugi tom serii nie próbuje budować wszystkiego od nowa. Zamiast tego rozwija fundamenty położone w Spalić wiedźmę, pogłębiając zarówno świat przedstawiony, jak i samą Sarę Sokolską. Nadworna czarownica króla Polanii pozostaje bohaterką daleką od klasycznych wzorców. Bywa opryskliwa, nieufna i bezwzględna, często podejmuje decyzje balansujące na granicy moralności, ale właśnie dzięki temu trudno przejść obok niej obojętnie. Kubasiewicz nie próbuje uczynić z niej bohaterki, którą wszyscy polubią. Znacznie bardziej interesuje ją stworzenie postaci wiarygodnej, noszącej w sobie ciężar dawnych doświadczeń i świadomość, że każda magia ma swoją cenę.
Magiczny Kraków żyje własnym rytmem, a jego ulice wydają się reagować na wydarzenia niemal jak kolejny bohater tej historii. Duchy, ciemność rozlewająca się po mieście i coraz wyraźniej odczuwalne zagrożenie nie służą wyłącznie budowaniu grozy. Są odbiciem tego, co od dawna dojrzewa pod powierzchnią wydarzeń. Autorka bardzo umiejętnie wykorzystuje motywy zaczerpnięte z polskich legend i folkloru, dzięki czemu świat przedstawiony wydaje się jednocześnie znajomy i niepokojąco obcy. To urban fantasy mocno zakorzenione w lokalności, która nie jest tylko dekoracją, lecz jednym z filarów całej opowieści.
Fabuła rozwija się stopniowo, odsłaniając kolejne elementy większej układanki. Magdalena Kubasiewicz nie zasypuje czytelnika lawiną zwrotów akcji, lecz cierpliwie dokłada następne fragmenty historii, pozwalając odkrywać zależności między teraźniejszością a wydarzeniami sprzed lat. Szczególnie dobrze wypada motyw konsekwencji dawnych wyborów. W tej opowieści nic nie znika bez śladu, a magia nie wybacza równie łatwo jak ludzie. Dzięki temu nawet pozornie drobne wydarzenia nabierają znaczenia i z czasem okazują się częścią większego planu.
Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona słabszych stron. Momentami można odnieść wrażenie, że autorka bardziej skupia się na samej Sarze niż na bohaterach drugoplanowych, którzy mają potencjał, by odegrać większą rolę. Relacje między postaciami schodzą niekiedy na dalszy plan, przez co niektórym wątkom brakuje emocjonalnego wybrzmienia. Również zakończenie pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Dla części czytelników będzie to intrygujące otwarcie na dalszy ciąg, inni mogą odczuć pewien niedosyt.
Nie zmienia to jednak faktu, że Wiedźma Jego Królewskiej Mości udowadnia, jak dobrze Magdalena Kubasiewicz odnajduje się w mrocznym fantasy osadzonym w polskich realiach. Zamiast kopiować zachodnie wzorce, tworzy własną wizję świata, w którym królewski Kraków pulsuje magią, a słowiańskie wierzenia współistnieją ze współczesnością w zaskakująco naturalny sposób. To właśnie ta konsekwencja w budowaniu uniwersum sprawia, że do Polanii chce się wracać.
Najcenniejsze w tej powieści okazuje się jednak coś innego. To historia o odpowiedzialności za decyzje, których skutki potrafią wracać po latach, niezależnie od tego, jak głęboko próbujemy je pogrzebać. Mrok, który zalewa Kraków, jest jedynie widzialnym znakiem znacznie starszych ran. A Sara Sokolska pozostaje jedną z tych bohaterek, których nie trzeba darzyć sympatią, by z prawdziwym zainteresowaniem śledzić każdy kolejny krok.

