Soara całe dzieciństwo spędziła na przygotowaniach do wojny, która skończyła się dokładnie wtedy, kiedy miała wreszcie wziąć w niej udział. Trudno o lepszy punkt wyjścia dla historii o szukaniu własnego miejsca. Hidenori Yamaji zaczyna bowiem nie od kolejnej wielkiej bitwy ludzi z potworami, lecz od pokoju, który dla większości świata oznacza ulgę, a dla jednej młodej wojowniczki staje się katastrofą. Nagle wszystko, do czego ją przygotowano, traci znaczenie. Miecz pozostaje ostry, umiejętności nadal imponują, tylko przeciwników już nie ma. Soara i domy dla potworów bierze ten bardzo klasyczny dla fantasy konflikt i odwraca go w wyjątkowo sympatyczny sposób. Zamiast uczyć bohaterkę skuteczniej zabijać potwory, zaczyna uczyć ją, jak budować im domy.
Soara dorastała jako sierota szkolona wyłącznie do walki. Potwory przedstawiano jej jako zagrożenie, które należy likwidować, dlatego zawarcie pokoju między nimi a ludźmi nie wywołuje u niej radości. Przeciwnie, odbiera dziewczynie jedyny znany cel. Jej spotkanie z grupą krasnoludów zajmujących się budowaniem mieszkań dla fantastycznych stworzeń wygląda początkowo niemal absurdalnie. Goblin potrzebujący wygodnego domu nie mieści się w obrazie świata, który przez lata wtłaczano jej do głowy. Właśnie ten dysonans staje się najważniejszym fundamentem całej historii.
Yamaji bardzo szybko pokazuje, że ta manga nie będzie opowiadała o pokonywaniu potworów, lecz o uczeniu się ich rozumienia. To znacznie ciekawsze niż kolejny prosty podział na dobrych ludzi i złe bestie. Gobliny, gryfy czy szlamaki mają własne przyzwyczajenia, ograniczenia i potrzeby, a odpowiednio zaprojektowana przestrzeń potrafi rozwiązać problemy, które wcześniej prowadziły do konfliktów. Architektura staje się tutaj czymś więcej niż efektownym pomysłem na serię. Jest sposobem poznawania innych stworzeń.
Każde kolejne zlecenie działa trochę jak mała zagadka. Zanim krasnoludy zaczną budować, muszą zrozumieć mieszkańca. Inaczej wygląda przecież dobre miejsce dla goblinów, inaczej przestrzeń dostosowana do poruszania się szlamaka, a jeszcze inaczej konstrukcja przygotowana dla stworzeń, których fizjologia potrafi zamienić wspólne życie w poważne zagrożenie. Dzięki temu kolejne domy nie są jedynie fantazyjnymi dekoracjami. Ich projekty wynikają z charakteru mieszkańców, a obserwowanie procesu od problemu do rozwiązania daje zaskakująco dużo satysfakcji.
To również miejsce, w którym manga pokazuje swoją największą pomysłowość wizualną. Yamaji lubi detale i zdecydowanie nie traktuje architektury jako pretekstu. Plansze prezentujące ukończone konstrukcje często przypominają przekroje z fantastycznego katalogu projektowego. Widać rozmieszczenie pomieszczeń, zastosowane rozwiązania i drobne elementy odpowiadające konkretnym potrzebom mieszkańców. Dzięki temu świat nabiera materialności. Nie oglądamy kolejnej anonimowej krainy fantasy pełnej lasów, zamków i jaskiń. Widzimy miejsca stworzone po coś i dla kogoś.
Bardzo dobrze wypada także kontrast pomiędzy Soarą a krasnoludami. Dziewczyna ocenia świat przede wszystkim według kategorii zagrożenia. Oni patrzą na niego jak rzemieślnicy. Gdzie Soara widzi potencjalnego przeciwnika, tam Kirk i jego towarzysze widzą klienta z problemem do rozwiązania. Ta różnica daje sporo lekkiego humoru, ale przede wszystkim pozwala obserwować stopniową zmianę bohaterki bez gwałtownego moralizowania.
Soara nie staje się bowiem nagle wielką przyjaciółką wszystkich stworzeń. Jej uprzedzenia są głęboko zakorzenione, ponieważ wychowywano ją właśnie po to, żeby nigdy ich nie kwestionowała. Dziewczyna potrafi reagować nieufnie, gwałtownie i czasem zwyczajnie niesprawiedliwie. To ważne, bo dzięki temu jej przemiana ma szansę rzeczywiście coś znaczyć. Pierwszy tom dopiero rozpoczyna ten proces. Każde kolejne spotkanie pokazuje jej, że wyobrażenie potwora, które nosiła w głowie, niekoniecznie ma wiele wspólnego z istotą stojącą przed nią.
W tle coraz mocniej zaznacza się przy tym drugi temat, znacznie bardziej osobisty. Soara sama właściwie nie ma domu. Została wychowana jako narzędzie do prowadzenia wojny i po jej zakończeniu nie wie, gdzie powinna wrócić. Paradoksalnie więc dziewczyna pomagająca tworzyć miejsca dla kolejnych stworzeń sama dopiero zaczyna rozumieć, czym takie miejsce właściwie jest. Dom przestaje oznaczać wyłącznie dach i ściany. Staje się przestrzenią, w której ktoś może istnieć bez konieczności ciągłego udowadniania swojej wartości.
To właśnie dlatego motyw podróżującej ekipy sprawdza się tutaj znacznie lepiej niż prosty schemat kolejnych zleceń. Krasnoludy zaczynają tworzyć dla Soary coś, czego wcześniej nie miała, czyli grupę ludzi traktujących ją nie jak broń, ale jak człowieka. Seria delikatnie wchodzi więc również w motyw odnalezionej rodziny, choć na tym etapie nie próbuje go jeszcze przesadnie eksponować. Relacje dopiero się tworzą i dobrze, że autor daje im trochę czasu.
Ostatnia większa historia pierwszego tomu pokazuje natomiast, że na pomyśle budowania domów można oprzeć coś więcej niż serię sympatycznych remontów. Problem pary stworzeń, których natura utrudnia wspólne funkcjonowanie, świetnie wykorzystuje główny motyw mangi. Ich uczucie nie wystarcza, żeby zignorować fizyczne różnice, więc rozwiązanie musi pojawić się w przestrzeni, którą dla nich zaprojektowano. Architektura staje się dosłownym sposobem pogodzenia dwóch światów.
I właśnie takich pomysłów Soara i domy dla potworów potrzebuje najwięcej. Sama formuła może łatwo stać się powtarzalna. Nowy potwór, nowy problem, budowa, efektowna prezentacja gotowego domu. Pierwszy tom korzysta z tego schematu z dużym wdziękiem, ale kolejne części będą musiały stopniowo poszerzać stawkę oraz świat, aby seria nie zamieniła się w fantastyczny katalog remontowy. Na szczęście już tutaj pojawiają się sygnały, że droga Soary i tajemnice otaczającego ją świata mogą dać historii większą konstrukcję.
Graficznie manga prezentuje się znakomicie. Projekty stworzeń są bardzo zróżnicowane, ale zachowują sympatyczny charakter pasujący do lekkiego tonu opowieści. Yamaji potrafi jednocześnie rysować dynamiczne sceny z Soarą i bardzo precyzyjne konstrukcje budynków. Szczególnie dobrze wypada zestawienie groźnego wyglądu niektórych potworów z ich zupełnie zwyczajnymi problemami mieszkaniowymi. Dzięki temu żart nigdy nie odbiera im godności, raczej pozwala spojrzeć na nie inaczej.
Nie wszystko jest równie subtelne. Przesłanie dotyczące uprzedzeń bywa podawane bardzo bezpośrednio, a część dialogów jasno mówi czytelnikowi, co powinien z danego spotkania wynieść. Pierwszemu tomowi można to jednak wybaczyć, ponieważ musi jednocześnie przedstawić bohaterkę, zasady świata, grupę nowych postaci oraz nietypową koncepcję całej serii. Znacznie ważniejsze jest to, że za prostymi lekcjami kryje się autentycznie sympatyczna idea.
Soara i domy dla potworów zaczyna więc od pytania, którego większość fantasy nawet nie zadaje. Co dzieje się z potworami, kiedy bohaterowie przestają z nimi walczyć? Gdzie mieszkają? Czego potrzebują? Jak wygląda ich zwyczajna codzienność? Hidenori Yamaji znajduje w tych pozornie błahych sprawach materiał na historię pełną ciepła, humoru i bardzo kreatywnych rozwiązań.
Największą zaletą pierwszego tomu jest jednak to, że opowiada o budowaniu na dwóch poziomach jednocześnie. Krasnoludy stawiają domy dla potworów, a Soara powoli buduje od podstaw własne spojrzenie na świat. Na razie fundament wygląda bardzo solidnie. Jeśli kolejne części równie sprawnie połączą fantastyczne budownictwo z rozwojem bohaterki, może z tego powstać jedna z bardziej oryginalnych i zwyczajnie przyjemnych serii fantasy ostatnich lat.
#wydawnictwokotori #mangastore_pl #współpracabarterowa
Manga otrzymana w ramach współpracy z wydawnictwem Kotori

