Truskawiec w Czarnym złocie pachnie wodami zdrojowymi, perfumami i pieniędzmi, ale wystarczy odsunąć się kilka ulic dalej, żeby poczuć zupełnie inny zapach. Nafty, biedy, potu robotników i świata, którego eleganccy kuracjusze wolą nie zauważać. Paweł Rzewuski właśnie na tym pęknięciu buduje drugie śledztwo kapitana Maurycego Jakubowskiego. Zaginięcie dwóch dziewczynek uruchamia kryminalną intrygę, lecz szybko okazuje się, że równie ważny jest krajobraz społeczny miejsca, w którym jedni odpoczywają w luksusowych pensjonatach, a inni żyją w cieniu szybów naftowych i przemysłowej nędzy. Rok 1938 dodatkowo nadaje wszystkiemu szczególny ciężar. Bohaterowie nie wiedzą jeszcze, jak niewiele czasu pozostało światu, który traktują jako trwały.
Punktem wyjścia jest zaginięcie córek inżyniera związanego z rafinerią Naftpol. Sprawa wystarcza, żeby zainteresować wojsko, a na miejsce zostaje wysłany Jakubowski wraz z Aleksandrem Weissem. Szybko wychodzi na jaw, że nie chodzi wyłącznie o dwie zaginione dziewczynki. W tle pojawiają się wcześniejsze zabójstwa kobiet, lokalne interesy, konflikt polsko-ukraiński, wpływowe rodziny i ludzie, którzy przywykli do tego, że odpowiednie nazwisko potrafi załatwić znacznie więcej niż formalna procedura. Rzewuski nie spieszy się jednak z odsłanianiem zależności. Zamiast kolejnych gwałtownych zwrotów dostajemy śledztwo oparte na rozmowach, wizytach i żmudnym układaniu cudzych zeznań.
To właściwie klasyczny kryminał chodzony. Jakubowski i Weiss przemieszczają się pomiędzy Truskawcem, Borysławiem i Drohobyczem, przepytują ludzi, porównują wersje wydarzeń i próbują zrozumieć lokalne zależności. Dla części czytelników będzie to największa zaleta książki, dla innych jej podstawowy problem. Rzewuski konsekwentnie rezygnuje z wysokiego tempa na rzecz powolnego rozpoznawania terenu. Kolejne rozmowy nie zawsze przynoszą przełom, część spotkań ma znaczenie bardziej obyczajowe niż czysto kryminalne, a bohaterowie potrafią długo krążyć wokół tych samych pytań. Jeśli jednak zaakceptować ten rytm, powieść zaczyna działać jak rekonstrukcja śledztwa prowadzonego w epoce, gdy nie można było poprosić laboratorium o błyskawiczną analizę danych ani sprawdzić telefonu zaginionej osoby.
Najciekawsze jest właśnie ograniczenie narzędzi. Jakubowski musi patrzeć, słuchać i pamiętać. Informacje zdobywa się przez ludzi, a ludzie mają uprzedzenia, interesy, rodzinne lojalności i bardzo różne powody, żeby kłamać. Dzięki temu śledztwo staje się również badaniem lokalnej społeczności. Truskawiec okazuje się miejscem znacznie bardziej hermetycznym, niż sugerowałby jego charakter popularnego kurortu. Bogaci pensjonariusze i lokalne elity znają się, obserwują nawzajem i potrafią sprawnie decydować, które informacje powinny pozostać poza zasięgiem obcych.
W tym sensie najbardziej przekonującym bohaterem Czarnego złota nie zawsze jest sam Jakubowski, lecz całe kresowe „Trójmiasto”. Truskawiec, Drohobycz i Borysław różnią się od siebie nie tylko architekturą czy poziomem zamożności. Każde z tych miejsc reprezentuje inny fragment tego samego systemu. Truskawiec pokazuje pieniądze, które można wydać. Drohobycz administracyjną i kulturową warstwę regionu. Borysław przypomina natomiast, skąd część tego bogactwa właściwie się bierze. Ropa naftowa jest tu obecna niemal fizycznie, nie tylko jako surowiec, ale jako źródło fortun, zależności i społecznych napięć.
Rzewuski szczególnie dobrze wychwytuje dysproporcję pomiędzy ludźmi korzystającymi z efektów przemysłowego rozwoju a tymi, którzy płacą za niego własną pracą. Borysław nie jest romantycznym miastem pionierów naftowych. Jest przestrzenią biedy, wyzysku, prostytucji, przestępczości i ciężkiej pracy. Tytułowe „czarne złoto” brzmi więc coraz bardziej ironicznie. Dla właściciela szybu nafta rzeczywiście może oznaczać przyszłość i potęgę. Dla człowieka stojącego najniżej w hierarchii pozostaje przede wszystkim substancją, przy której trzeba harować, żeby po wypłacie nadal zastanawiać się, czy wystarczy na życie.
Bardzo dobrze działa przeciwstawienie tego krajobrazu słonecznemu Truskawcowi. Kurort powinien kojarzyć się z odpoczynkiem, zdrowiem i bezpieczeństwem. Tymczasem właśnie tam dochodzi do zaginięcia dzieci i tam pojawiają się coraz bardziej niepokojące tropy. Borysław wygląda groźniej, lecz jego nędza jest przynajmniej jawna. Truskawiec ukrywa własne brudy pod eleganckimi fasadami. Rzewuski najciekawiej wykorzystuje więc nie sam kontrast między bogactwem a biedą, ale różnicę między złem widocznym i złem starannie przykrytym dobrymi manierami.
Nie wszystko w tej rekonstrukcji działa jednak równie dobrze. Autor ma wyraźną potrzebę opowiedzenia czytelnikowi o miejscach, które odwiedzają bohaterowie. Architektura, układ miasta, historia regionu i kolejne szczegóły topograficzne bywają przedstawiane tak dokładnie, że narracja zaczyna przypominać przewodnik. Część opisów znakomicie buduje atmosferę, szczególnie w Borysławiu i Drohobyczu, ale w innych fragmentach zaczynają hamować śledztwo. Widać historyka, który dobrze zna temat i nie chce zmarnować zdobytej wiedzy. Problem polega na tym, że nie każda interesująca informacja historyczna jest równie potrzebna powieści kryminalnej.
Podobnie wygląda kwestia wątków politycznych i narodowościowych. Rok 1938 pozwala pokazać Polskę przekonaną jeszcze o własnej trwałości, podczas gdy napięcia europejskie stają się coraz trudniejsze do ignorowania. Na Kresach dochodzą do tego konflikty z mniejszością ukraińską, nierówności ekonomiczne i różnice interesów. Ojciec zaginionych dziewczynek angażuje się w dialog polsko-ukraiński, co naturalnie rodzi pytanie, czy właśnie jego działalność mogła sprowadzić zagrożenie na rodzinę. Rzewuski dobrze wykorzystuje polityczny kontekst do mnożenia możliwych motywów, choć chwilami także tutaj ilość informacji zaczyna dominować nad samymi postaciami.
Jakubowski jest bohaterem trudniejszym do polubienia niż samo tło. Pierwszoosobowa narracja zbliża czytelnika do jego sposobu myślenia, ale jednocześnie odsłania jego mniej sympatyczne cechy. Kapitan bywa wyniosły, osądzający i zwyczajnie naburmuszony. Nie zawsze jest to wada. Oficer wywiadu z takim charakterem może przecież dobrze pasować do świata pełnego hierarchii, klasowych przyzwyczajeń i instytucjonalnej arogancji. Problem pojawia się wtedy, gdy jego głos nie daje wystarczającej przeciwwagi w postaci ciekawszej autorefleksji. Jakubowski patrzy bardzo uważnie na otoczenie, ale nie zawsze równie interesująco patrzy na siebie.
Pierwszoosobowa perspektywa ma przez to mieszany efekt. Z jednej strony dobrze pasuje do proceduralnego charakteru śledztwa, bo pozwala znajdować się przy kolejnych obserwacjach i decyzjach. Z drugiej sprawia, że wszystkie dłuższe opisy miejsc przechodzą przez głos Jakubowskiego, a ten nie zawsze jest na tyle żywy, żeby udźwignąć tak dużą porcję ekspozycji. Przy najbardziej udanych fragmentach jego spojrzenie nadaje przestrzeni charakter. W słabszych można odczuć, że bohater przejmuje funkcję autora oprowadzającego czytelnika po międzywojennych Kresach.
Aleksander Weiss powinien w teorii równoważyć Jakubowskiego, jednak także nie zawsze dostaje dość przestrzeni, żeby stać się naprawdę pamiętną postacią. Charakterystyczny sposób wypowiadania się i makaronizmy nadają mu rozpoznawalność, lecz rozpoznawalność to jeszcze nie osobowość. Ich relacja służy przede wszystkim śledztwu. Brakuje momentów, w których różnice pomiędzy oboma mężczyznami prowadziłyby do czegoś więcej niż wymiany uwag lub odmiennego sposobu patrzenia na kolejny trop.
Podobny problem dotyczy części drugoplanowej obsady. Rzewuski potrzebuje wielu ludzi, żeby pokazać zależności społeczne regionu, ale nie wszyscy wychodzą poza swoje fabularne funkcje. Są przedsiębiorcy, pracownicy, lokalni ważniacy, osoby związane z nocnym życiem i przedstawiciele różnych środowisk politycznych. Niektóre postacie mają wyraziste wejścia, lecz zbyt wiele pozostaje przede wszystkim nośnikami informacji. Przy powieści zbudowanej w ogromnej mierze na przesłuchaniach i rozmowach staje się to bardziej odczuwalne niż w kryminale opartym na szybkiej akcji.
Sama zagadka została natomiast skonstruowana solidnie, choć nie należy do tych, które ukrywają rozwiązanie do ostatniej możliwej chwili. Uważny czytelnik może stosunkowo wcześnie zacząć podejrzewać właściwy kierunek. Rzewuski bardziej interesuje się dojściem do prawdy niż pojedynczym efektownym zwrotem. Każdy trop dokłada coś do obrazu środowiska, a samo zaginięcie dzieci zaczyna łączyć się z wydarzeniami rozciągniętymi na większej przestrzeni i czasie. Kryminał działa więc przede wszystkim jako mechanizm otwierający kolejne drzwi do świata przedstawionego.
Ważną rolę odgrywa też przemoc wobec kobiet. Brutalne zabójstwa nie funkcjonują wyłącznie jako dekoracyjny element mrocznego kryminału. Są związane z miejscem, społeczną pozycją ofiar i systemem pozwalającym pewne sprawy łatwiej przemilczeć. Autor pokazuje świat, w którym wartość człowieka bardzo często zależy od jego nazwiska, płci i pozycji. Zaginięcie córek wpływowego człowieka uruchamia aparat państwa znacznie sprawniej niż los osób znajdujących się niżej w hierarchii. Ta różnica nie jest wykładana wprost za każdym razem, ale pozostaje jednym z najbardziej gorzkich elementów książki.
Rzewuski nie idealizuje przy tym II Rzeczypospolitej. To ważne, bo kryminał retro bardzo łatwo może zamienić się w nostalgiczną pocztówkę z eleganckimi kapeluszami, samochodami, restauracjami i przedwojenną Warszawą czy Kresami. Tutaj nostalgia stale zderza się z brudem. Polska może marzyć o mocarstwowości, ale pod powierzchnią istnieją ogromne nierówności, nacjonalizmy, konflikty klasowe, wyzysk i instytucjonalna przemoc. Elegancja epoki nie zostaje zanegowana, lecz pokazana obok tego, co zwykle znacznie gorzej prezentuje się na pamiątkowych fotografiach.
To właśnie historyczne tło potrafi czasem niemal całkowicie przykryć kryminał. Paradoksalnie jest to zarazem największa zaleta i jedna z wad Czarnego złota. Kiedy Rzewuski trafia w proporcje, miejsce staje się organiczną częścią zagadki. Kiedy przesadza, czytelnik może mieć wrażenie, że śledztwo zostało zatrzymane, ponieważ autor chce jeszcze opowiedzieć o kolejnej ulicy, budynku albo historycznej zależności. Książka wymaga więc cierpliwości i nie jest dobrym wyborem dla kogoś oczekującego przyspieszenia co kilkanaście stron.
Wolniejszy rytm ma jednak swoje uzasadnienie. Czarne złoto opowiada o świecie, którego nie można poznać w biegu. Trzeba wejść do willi, więzienia, zakładu przemysłowego, klubu i robotniczego domu. Trzeba posłuchać zarówno ludzi przekonanych o własnej pozycji, jak i tych, którzy nie posiadają prawie żadnego wpływu na własne życie. Kryminalna zagadka staje się pretekstem do przechodzenia pomiędzy tymi warstwami. Nie każda taka wizyta jest równie ciekawa, ale ich suma tworzy obraz regionu znacznie pełniejszy niż standardowa dekoracja retro.
W porównaniu z Synem bagien zmiana charakteru jest wyraźna. Tam mocno działały specyfika Polesia, atmosfera pogranicza oraz niemal westernowy rytm. Czarne złoto jest bardziej proceduralne, miejskie i społeczne. Nie ma tego samego poczucia tajemniczości. Zamiast bagien, przestrzeni i lokalnego mitu dostajemy szyby naftowe, kurorty, gabinety i sieć interesów. Dla jednych będzie to ciekawa ewolucja cyklu, dla innych utrata części jego wcześniejszej osobności. Drugi tom nie próbuje jednak odtworzyć poprzedniej książki w nowej scenerii i za tę decyzję trudno mieć do autora pretensje.
Nie wszystko się w tej zmianie udało. Bohaterowie są słabsi niż otaczający ich świat, pierwszoosobowy głos Jakubowskiego potrafi nużyć, a nadmiar historycznych szczegółów miejscami odbiera historii dynamikę. Zagadka sama w sobie nie zawsze wywołuje tak silną ciekawość, jak powinien kryminał oparty na długim dochodzeniu. Jednocześnie trudno zignorować atmosferę miejsca i konsekwencję, z jaką Rzewuski pokazuje różne twarze regionu. Borysław szczególnie mocno zostaje w pamięci właśnie dlatego, że nie jest malowniczą dekoracją. Jest miejscem, w którym ekonomiczny sukces jednych ma bardzo konkretny koszt ponoszony przez innych.
Czarne złoto pozostaje więc książką nierówną, ale dużo ciekawszą jako powieść o przedwojennych Kresach niż jako czysta zagadka kryminalna. Śledztwo prowadzi przez kolejne warstwy świata, w którym dobrobyt i bieda funkcjonują niemal obok siebie, a pieniądze z nafty pomagają budować zarówno eleganckie fasady, jak i system zależności chroniący tych, którzy mają najwięcej do stracenia. Tytułowe czarne złoto okazuje się nie tylko źródłem bogactwa, lecz substancją oblepiającą cały region, jego politykę, podziały i ludzkie ambicje. Nawet jeśli kryminał momentami drepcze w miejscu, to świat znajdujący się wokół zbrodni pozostaje wystarczająco gęsty, by chciało się patrzeć, co jeszcze wypłynie spod jego eleganckiej powierzchni.

