Praca dla człowieka, którego podwładni regularnie giną, po korytarzach krążą zabójcy, a firmowa maskotka jest żabą komunikującą się za pomocą tabliczek, powinna skłaniać do natychmiastowego złożenia wypowiedzenia. Evie Sage ma jednak inne priorytety. Awansuje, coraz śmielej uczestniczy w złowrogich planach swojego szefa i nadal próbuje przekonać samą siebie, że uczucia do najbardziej niebezpiecznego mężczyzny w królestwie pozostają wyłącznie problemem zawodowym. W Agentce złoczyńcy absurdalna biurowa codzienność ustępuje miejsca przepowiedni, zdradom i wyprawie, która ma rozstrzygnąć przyszłość całego Rennedawn. Szkoda tylko, że fabuła nie zawsze nadąża za chaosem swoich bohaterów.
Trzeci tom kontynuuje wydarzenia niemal natychmiast po zakończeniu poprzedniej części. Nad królestwem wisi przepowiednia, wśród sojuszników może ukrywać się zdrajca, a Evie jako świeżo mianowana Agentka Złego musi odnaleźć się w coraz bardziej niebezpiecznej rzeczywistości. Oczywiście nie oznacza to rezygnacji z humoru. Wręcz przeciwnie. Nadal znajdziemy tu absurdalne dialogi, sytuacyjny komizm i charakterystyczny dystans do fantasy, który od początku wyróżnia tę serię.
Evie nie traci swojego optymizmu ani uroku, a Zły pozostaje mistrzem udawania człowieka całkowicie pozbawionego uczuć, choć już dawno wiadomo, że to tylko maska. Ich relacja rozwija się bardzo powoli, ale właśnie ten slow burn od początku stanowi znak rozpoznawczy cyklu. Chemia między nimi wciąż działa znakomicie, a ich dialogi należą do najmocniejszych elementów powieści.
Maehrer coraz śmielej rozwija również postacie drugoplanowe. Kingsley ponownie kradnie wiele scen swoim specyficznym poczuciem humoru, a nowe perspektywy pozwalają lepiej poznać pozostałych bohaterów. Dzięki temu świat wydaje się pełniejszy, choć jednocześnie pojawia się pewien problem. Liczba punktów widzenia momentami rozbija rytm opowieści i sprawia, że główny duet znika z pierwszego planu częściej, niż wielu czytelników mogłoby oczekiwać.
Pod względem fabularnym to chyba najsłabsza część serii. Przez sporą część książki bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce, kolejne wydarzenia wydają się bardziej przygotowaniem pod przyszłe tomy niż samodzielną historią, a tempo wyraźnie zwalnia. Niektóre sceny sprawiają wrażenie, jakby ich głównym zadaniem było przedłużenie drogi do finału. Najwięcej dzieje się dopiero w końcowych rozdziałach i to właśnie one wynagradzają wcześniejsze spokojniejsze tempo.
Nie oznacza to jednak, że książka nudzi. Maehrer wciąż potrafi pisać lekko, z humorem i ogromną sympatią do swoich bohaterów. Nawet gdy fabuła na chwilę zwalnia, czyta się ją z przyjemnością, bo samo przebywanie w tym świecie daje sporo satysfakcji. Rennedawn pozostaje miejscem, do którego chce się wracać właśnie dla atmosfery. Autorka coraz wyraźniej podnosi również stawkę. Przepowiednia przestaje być jedynie odległym motywem, tajemnice zaczynają się łączyć, a finał wywraca kilka istotnych elementów historii do góry nogami. Choć część zwrotów akcji można przewidzieć, ich konsekwencje zapowiadają bardzo interesujący kierunek dla kolejnego tomu.
Nie wszystkim przypadnie do gustu sposób prowadzenia humoru. Nadal jest on mocno oparty na absurdzie, współczesnych dialogach i internetowej wrażliwości, z której narodziła się cała seria. Dla jednych będzie to największa zaleta, dla innych momentami może przypominać rozciągnięty fanfik. Również nie wszystkie żarty wybrzmiewają równie dobrze, a część z nich traci na sile w polskim przekładzie.
Agentka złoczyńcy nie przebija świetnego drugiego tomu, ale wciąż pozostaje bardzo udaną kontynuacją. To książka, która bardziej rozwija bohaterów i przygotowuje grunt pod kolejne wydarzenia, niż dostarcza zamkniętą historię. Jeśli ktoś pokochał Evie, Złego i ich zwariowaną ekipę, prawdopodobnie znów będzie się świetnie bawił, nawet jeśli fabuła tym razem nie pędzi przed siebie. To nadal jedna z najbardziej urokliwych romantycznych serii fantasy ostatnich lat. Nawet gdy nie wszystko działa idealnie, trudno oprzeć się wrażeniu, że najprzyjemniejszą częścią tej historii jest po prostu kolejna wizyta w Rennedawn.

