Większość historii wykorzystuje śmierć jako punkt kulminacyjny. Balsamista od samego początku idzie w przeciwnym kierunku. Dla Mitsukazu Mihary śmierć nie jest zakończeniem opowieści, lecz momentem, w którym najwięcej można powiedzieć o życiu. Czwarty tom tylko utwierdza w przekonaniu, że ta manga nie opowiada o balsamowaniu ciał. Opowiada o ludziach, którzy zostali po drugiej stronie straty.
Największą zmianą względem poprzednich części jest większe skupienie na samym Shinjuro. Dotychczas balsamista najczęściej pozostawał cichym obserwatorem cudzych tragedii, kimś, kto pojawiał się na końcu ludzkiej historii, by pomóc rodzinie godnie pożegnać bliską osobę. Tym razem Mihara cofa się do przeszłości i pokazuje pierwsze spotkanie Shinjuro z Azuki oraz jej dziadkiem. Dzięki temu bohater przestaje być wyłącznie mądrym mentorem. Zyskuje własną historię, emocje i relacje, które tłumaczą jego niezwykłą empatię.
To właśnie ten retrospektywny fragment okazuje się najmocniejszym elementem tomu. Relacja Shinjuro z Azuki rozwija się bardzo subtelnie, bez taniego melodramatu czy przesadnego romantyzmu. Autorka świetnie pokazuje, że czasem najważniejsze więzi rodzą się z prostych gestów i wzajemnego zaufania. W efekcie Azuki, która wcześniej pełniła głównie rolę pogodnego kontrapunktu dla melancholijnego klimatu serii, nabiera znacznie większej głębi.
Pozostałe historie również trzymają wysoki poziom. Szczególnie dobrze wypada opowieść o słynnym kompozytorze i jego córce. To jedna z tych historii, które pokazują, jak niewiele wspólnego ma publiczny wizerunek człowieka z tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Sukces, uznanie i talent nie gwarantują szczęścia, a rodzinne rany często pozostają niewidoczne dla świata. Mihara nie ocenia swoich bohaterów. Pozwala im popełniać błędy, cierpieć i szukać własnego sposobu na pogodzenie się z nieuchronnością przemijania.
Ciekawie wypada również zmiana konstrukcji narracyjnej. W kilku opowieściach Shinjuro schodzi na dalszy plan, oddając miejsce bohaterom, którzy sami muszą zmierzyć się z własnymi emocjami. To odważna decyzja, ale bardzo korzystna dla całej serii. Dzięki temu Balsamista nie wpada w schemat historii, w których główny bohater zawsze pojawia się jako osoba rozwiązująca cudze problemy. Tutaj najważniejsze pozostają ludzkie doświadczenia, a balsamista jest jedynie świadkiem lub delikatnym impulsem do refleksji.
To, co niezmiennie wyróżnia mangę Mihary, to sposób prowadzenia emocji. Autorka nie szuka taniego wzruszenia ani dramatycznych zwrotów akcji. Zamiast tego buduje melancholijny nastrój z drobnych rozmów, spojrzeń i codziennych sytuacji. W efekcie nawet pozornie proste historie zostają z czytelnikiem na długo. W wielu momentach bardziej przypominają krótkie literackie opowiadania niż klasyczne rozdziały mangi.
Na uznanie zasługuje także warstwa graficzna. Charakterystyczna kreska Mihary pozostaje oszczędna, ale niezwykle ekspresyjna. Mimika bohaterów mówi często więcej niż dialogi, a liczne kadry wykorzystujące deszcz, ciszę czy puste przestrzenie dodatkowo podkreślają refleksyjny charakter opowieści. To manga, która doskonale rozumie, że czasem największe emocje rodzą się właśnie z niedopowiedzeń.
Interesującym dodatkiem okazują się również materiały zamieszczone na końcu tomu. Zamiast przerywać narrację objaśnieniami dotyczącymi zawodu balsamisty, autorka przenosi je poza główną historię i podaje w lekkiej, humorystycznej formie. To drobny element, ale dobrze pokazuje, z jaką świadomością konstruowana jest cała seria.
Czwarty tom nie próbuje rewolucjonizować formuły Balsamisty. Zamiast tego pogłębia bohaterów i udowadnia, że nawet po kilku częściach Mitsukazu Mihara wciąż potrafi odnaleźć nowe sposoby opowiadania o przemijaniu. To nadal jedna z najbardziej dojrzałych i empatycznych mang dostępnych na polskim rynku. Historia, która zamiast oswajać śmierć, uczy przede wszystkim większej uważności wobec życia.

