W Północnej Drodze najciekawsze jest nie to, że Elżbieta Cherezińska wraca do tych samych wydarzeń, ale to, że za każdym razem potrafi przesunąć światło tak, by znana historia odsłoniła zupełnie inny kształt. Pasja według Einara. Trzy młode pieśni pokazuje to bardzo wyraźnie. Pierwsza część patrzy na Północ oczami człowieka rozdartego między Odynem a Chrystusem, druga oddaje głos pokoleniu, które musi żyć już po decyzjach swoich rodziców. To nie są więc tylko kolejne tomy sagi. To dopowiedzenie, przestawienie akcentów i zarazem domknięcie pewnego sposobu myślenia o świecie, który właśnie zaczyna pękać.
Pasja według Einara jest chyba najbardziej osobną częścią cyklu, bo wyprowadza czytelnika dalej niż fiordy, długie domy i wewnętrzne sprawy rodów. Einar, syn kapłana Odyna, trafia do klasztoru, zostaje ochrzczony i wchodzi w sam środek religijno-politycznej gry, w której wiara bywa szczera, ale nigdy niewinna. Cherezińska świetnie pokazuje chrystianizację Północy nie jako prosty marsz „nowego światła”, lecz jako proces pełen kalkulacji, przemocy, pokus i osobistych dramatów. Einar kocha Chrystusa, ale nie przestaje być człowiekiem z krwi, gniewu i namiętności. Właśnie dlatego jest tak ciekawy. Nie da się go sprowadzić ani do świętego misjonarza, ani do cynicznego narzędzia Kościoła.
Najlepiej działa w tej części napięcie między duchowością a ciałem. Tytułowa pasja nie jest tu wyłącznie zapałem religijnym. To także męka, pożądanie, cierpienie i obsesyjne dążenie do celu, nawet gdy człowiek zaczyna gubić sens własnej drogi. Einar chce służyć Bogu, ale kocha kobietę silniejszą od siebie. Chce nieść nową wiarę, lecz korzysta z metod, które z czystością sumienia mają niewiele wspólnego. Cherezińska nie moralizuje, tylko pozwala temu konfliktowi pracować w bohaterze. Dzięki temu Pasja według Einara ma w sobie mniej bitewnego rozmachu, a więcej wewnętrznego niepokoju.
Trzy młode pieśni zmieniają rytm. Tutaj na pierwszy plan wychodzą Ragnar, Bjorn i Gudrun, czyli dzieci Panów Północy, wychowane w cieniu cudzych ambicji, przepowiedni i rodowych oczekiwań. To bardzo dobre przesunięcie perspektywy, bo po historiach Sigrun, Halderd i Einara wreszcie widzimy, co z tym wszystkim robi następne pokolenie. A ono nie chce już wyłącznie powtarzać gestów ojców i matek. Chce kochać po swojemu, walczyć po swojemu, błądzić po swojemu. Nie zawsze mądrze, nie zawsze ładnie, ale własnym głosem.
Najmocniej wybija się Gudrun. To postać, która mogłaby łatwo stać się tylko kolejną „silną kobietą” w historycznym kostiumie, ale Cherezińska pisze ją ciekawiej. Gudrun jest dumna, przenikliwa, zmysłowa, czasem okrutna, czasem bezradna wobec samej siebie. Nie mieści się w roli żony, pani domu czy ozdoby rodu, ale też nie jest prostą buntowniczką z dzisiejszej wyobraźni. Jej wolność ma cenę, a przekraczanie granic nie pozostaje bez konsekwencji. To jedna z tych bohaterek, które potrafią zirytować, zachwycić i zaniepokoić w obrębie kilku stron.
W tych dwóch opowieściach bardzo dobrze widać, jak Cherezińska rozumie historię. Nie jako zbiór dat i bitew, lecz jako sieć emocji, interesów, rodzinnych zależności i religijnych przesileń. Stary świat jeszcze trwa, bogowie nadal mają swoje imiona, wieszczki swoje głosy, a znaki swoje znaczenie. Jednocześnie nowa wiara już wchodzi między ludzi, zmienia język władzy i przestawia całe porządki. Autorka nie robi z tego suchej lekcji o chrystianizacji Skandynawii. Ona pokazuje, jak taka zmiana dotyka ciała, domu, małżeństwa, wojny i dzieci wychowywanych do przyszłości, której nikt jeszcze nie rozumie.
Nie wszystko jest idealnie równe. Powracanie do znanych wydarzeń z kolejnych perspektyw bywa fascynujące, ale miejscami może też zmęczyć, zwłaszcza jeśli ktoś oczekuje ciągłego pędu do przodu. Północna Droga wymaga wejścia w jej rytm i zaakceptowania, że Cherezińską interesuje nie tylko „co dalej”, lecz także „jak inaczej można to zobaczyć”. Dla mnie to działa, choć rozumiem, że nie każdy będzie miał cierpliwość do takiego wielogłosowego układania tej samej sagi.
Największa siła tego tomu tkwi właśnie w wielogłosie. Pasja według Einara dopowiada duchowy i polityczny wymiar przemiany Północy, a Trzy młode pieśni pokazują, że dzieci dziedziczą po rodzicach nie tylko ziemię i imiona, lecz także ich błędy, pragnienia i niespełnienia. To bardzo dobre rozwinięcie cyklu, bardziej refleksyjne niż pierwsze tomy, momentami odważniejsze obyczajowo, a przy tym nadal pełne tego chłodu, dymu, morza i fatalizmu, za które tę serię tak łatwo polubić.
Pasja według Einara. Trzy młode pieśni to nie jest dobry punkt wejścia w Północną Drogę, ale dla tych, którzy już tę drogę znają, będzie to kawał satysfakcjonującej literatury historycznej. Cherezińska pisze z rozmachem, ale nie gubi ludzi pod ciężarem epopei. I chyba dlatego ta saga wciąż działa. Bo pod całym tym światem bogów, królów, jarlów i przepowiedni cały czas słychać zwykłe ludzkie pragnienie: żeby choć raz popłynąć tam, gdzie samemu się chce.

