Nie każda powieść o pisarzu jest tak naprawdę powieścią o literaturze. Steven Price nie próbuje odtworzyć życiorysu Giuseppe Tomasiego di Lampedusy ani wyjaśnić, jak powstał Gepard. Interesuje go moment znacznie bardziej kruchy, chwila, w której człowiek uświadamia sobie, że czasu zostało niewiele, a jedynym sposobem na ocalenie świata, który odchodzi razem z nim, jest zapisanie go. To właśnie z tej świadomości rodzi się ta książka.
Price prowadzi czytelnika przez ostatnie lata życia sycylijskiego arystokraty z niezwykłą subtelnością. Nie ma tu dramatycznych zwrotów akcji ani prób mitologizowania bohatera. Giuseppe pozostaje człowiekiem pełnym sprzeczności, wycofanym, ironicznym, zanurzonym we wspomnieniach, boleśnie świadomym własnych porażek i przemijania. Choroba staje się impulsem do napisania powieści, ale sam proces twórczy nie jest pokazany jako nagłe olśnienie. To raczej powolne wydobywanie z pamięci ludzi, miejsc i emocji, które przez całe życie czekały na odpowiedni moment. Dzięki temu Książę Lampedusy staje się opowieścią o tworzeniu, ale też o pamięci, która okazuje się jedynym sposobem walki z nieuchronnością.
Palermo lat pięćdziesiątych nie przypomina miasta z turystycznych folderów. To przestrzeń nosząca ślady wojny i rozpadu, gdzie zrujnowane pałace są równie wymowne jak ich mieszkańcy. Dawna arystokracja trwa jeszcze siłą przyzwyczajenia, choć doskonale wie, że jej czas dobiegł końca. Price nie opisuje tego świata z nostalgią podszytą idealizacją. Raczej z melancholią człowieka, który rozumie, że każda epoka kiedyś staje się wspomnieniem. W tej powściągliwości tkwi ogromna siła powieści. Autor nie potrzebuje wielkich deklaracji o końcu pewnego porządku, wystarczają mu obrazy pustoszejących wnętrz, rodzinnych rozmów czy zwykłych spacerów ulicami Palermo.
Szczególne wrażenie robi sposób, w jaki Price splata biografię z rodzącą się literaturą. Kolejne doświadczenia Giuseppe powracają później w Gepardzie, ale nigdy w sposób mechaniczny. Autor pokazuje, że powieść nie jest zapisem życia, lecz jego przetworzeniem. Wspomnienia, rodzinne tragedie, wojenne doświadczenia czy obserwacja rozpadającej się klasy społecznej stają się materiałem, z którego powoli rodzi się dzieło. To bardzo przekonująca refleksja nad samym aktem pisania i nad tym, jak literatura potrafi ocalić coś, czego rzeczywistość już dawno nie jest w stanie zachować.
Na uznanie zasługuje również przygotowanie autora. Widać, że Price wykonał imponujący research, korzystając nie tylko z materiałów biograficznych, lecz także z rozmów z Gioacchinem Lanzą Tomasasim, adoptowanym synem Lampedusy. Dzięki temu powieść zyskuje mnóstwo drobnych, bardzo ludzkich szczegółów, które budują wiarygodny portret bohatera. Nie odnosi się wrażenia obcowania z pomnikową biografią ani literacką laurką. Giuseppe pozostaje człowiekiem z krwi i kości, ze swoim humorem, słabościami, lękami i rozczarowaniami.
Nie jest to jednak książka dla każdego. Price świadomie wybiera rytm powolny i kontemplacyjny. Niektóre epizody rozrastają się bardziej, niż wymagałaby tego sama fabuła, a liczne retrospekcje chwilami rozmywają główny nurt narracji. To lektura, która bardziej zaprasza do zatrzymania się przy pojedynczym obrazie czy zdaniu niż do gorączkowego przewracania kolejnych stron. Dla jednych będzie to jej największy urok, dla innych źródło znużenia.
Książę Lampedusy nie próbuje opowiedzieć całego życia autora Geparda. Zamiast klasycznej biografii otrzymujemy elegijną medytację nad pamięcią, przemijaniem i potrzebą pozostawienia po sobie śladu. Steven Price napisał powieść niezwykle wyciszoną, ale jednocześnie głęboko poruszającą. Taką, która długo zostaje z czytelnikiem nie dzięki efektownym scenom, lecz dzięki cichej świadomości, że wszystko przemija, z wyjątkiem opowieści, które ktoś zdążył zapisać.

