Najdziwniejsze w końcu świata nie jest to, że wszystko znika. Najdziwniejsze jest to, że codzienność potrafi trwać dalej. Trzeba znaleźć jedzenie, naprawić pojazd, przetrwać mróz i zdecydować, czy stary przedmiot znaleziony w ruinach ma jakąkolwiek wartość. Ostatnia podróż zaczyna właśnie w tym miejscu, kiedy wielka katastrofa dawno już minęła, a po człowieku zostały głównie konstrukcje, broń i pytania, na które prawdopodobnie nikt nie odpowie.
Chito i Yuuri przemierzają pusty świat bez wielkich deklaracji i bez pewności, że na końcu drogi cokolwiek na nie czeka. Nie traktują jednak swojej sytuacji jak nieustannej tragedii. Jedzą, rozmawiają, kłócą się, żartują i próbują zrozumieć rzeczy stworzone przez ludzi, których nigdy nie poznały. W tej zwyczajności ukrytej pośród ruin Tsukumizu odnajduje coś znacznie ciekawszego niż samą postapokalipsę. Pokazuje życie, które nie potrzebuje wielkiego celu, żeby przez chwilę mieć sens.
Największym atutem mangi jest atmosfera. Ruiny ogromnych konstrukcji, zardzewiałe czołgi, opuszczone fabryki i wszechobecna cisza budują poczucie samotności, ale nie przytłaczają. To melancholia pozbawiona taniego dramatyzmu. Nawet jeśli świat dawno się skończył, jego ostatni mieszkańcy wciąż potrafią dostrzegać drobne powody do uśmiechu. Kubek ciepłego jedzenia, śnieżna zabawa czy przypadkowo odnaleziona książka nabierają tutaj ogromnego znaczenia.
Kontrast między bohaterkami wypada znakomicie. Chito jest rozważna, ciekawa świata i lubi szukać odpowiedzi na pytania, które dla większości ludzi dawno przestałyby mieć znaczenie. Yuuri podchodzi do życia znacznie bardziej spontanicznie. Jest łasuchem, optymistką i często sprowadza rozmowy na ziemię prostymi, czasem zabawnymi uwagami. Ich relacja stanowi serce całej opowieści. To właśnie dzięki niej pusty świat nie wydaje się całkowicie martwy.
Choć fabuła ma charakter epizodyczny, trudno odnieść wrażenie, że nic się nie dzieje. Każdy rozdział odkrywa kolejny fragment świata albo pozwala lepiej poznać bohaterki. Jednocześnie autor nieustannie stawia subtelne pytania o sens życia, pamięć, wojnę czy ludzką naturę. Nigdy jednak nie robi tego nachalnie. Filozoficzne refleksje pojawiają się naturalnie, jakby wynikały z samego rytmu podróży.
Na osobną pochwałę zasługuje warstwa graficzna. Projekt postaci jest bardzo prosty, wręcz uroczy, ale właśnie dzięki temu doskonale kontrastuje z monumentalnymi ruinami cywilizacji. Tsukumizu znakomicie operuje przestrzenią. Często pozwala architekturze mówić więcej niż dialogi, a ogrom pustych konstrukcji skutecznie podkreśla samotność bohaterek.
Ostatnia podróż nie będzie mangą dla każdego. Osoby oczekujące dynamicznej akcji, wyraźnie zarysowanego celu czy szybkiego tempa mogą poczuć rozczarowanie. To historia, która płynie spokojnym rytmem i bardziej zachęca do zadumy niż dostarcza adrenaliny. Jeśli jednak pozwoli się jej działać na własnych zasadach, potrafi odwdzięczyć się wyjątkowym klimatem.
Pierwszy tom pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi, ale trudno uznać to za wadę. Wręcz przeciwnie. Tajemnica otaczającego świata sprawia, że chce się wyruszyć z Chito i Yuuri w dalszą drogę. Nie po to, by poznać wszystkie odpowiedzi, ale żeby jeszcze przez chwilę pobyć w tej niezwykłej ciszy po końcu świata.

