Dobra zagadka kryminalna potrzebuje nie tylko sprawcy, ofiary i kilku sprytnie rozrzuconych wskazówek. Potrzebuje również pomysłu, który pozwoli jej odróżnić się od setek podobnych historii. W Mrocznych rozgrywkach adiunkta Tomury takim pomysłem są gry. Nie współczesne produkcje komputerowe ani turnieje karciane, lecz dawne zabawy, rytuały i przedmioty, które przez wieki służyły ludziom do rywalizacji, rozrywki, wróżenia lub podejmowania decyzji. Brzmi niepozornie, ale właśnie dzięki temu pierwszy tom mangi potrafi być jednocześnie dziwny, niepokojący i zaskakująco lekki.
Shirou Tomura jest adiunktem specjalizującym się w historii gier. Już sam ten zawód wyróżnia go na tle kolejnych fikcyjnych geniuszy pomagających policji w rozwiązywaniu spraw. Nie jest lekarzem, prawnikiem ani profilerem. Nie ma też nadnaturalnych zdolności. Posiada za to ogromną wiedzę na temat dawnych form rozrywki i potrafi dostrzegać ich ślady w miejscach, w których zwyczajny śledczy zobaczyłby wyłącznie przypadkowy przedmiot lub niezrozumiały gest.
Początek nie daje jednak powodów, by od razu go polubić. Tomura jest egocentryczny, ekscentryczny i ma wyraźną potrzebę demonstrowania własnej przewagi. Pomoc policji nie wynika u niego z poczucia obowiązku. Najpierw musi pojawić się coś, co pobudzi jego ciekawość. Jeśli sprawa nie dotyczy gier lub nie stanowi intelektualnego wyzwania, bohater nie widzi powodu, by się nią zajmować.
Taki typ postaci łatwo zamienić w irytującą karykaturę geniusza, przy którym wszyscy pozostali istnieją jedynie po to, by zadawać banalne pytania. Początkowo manga niebezpiecznie zbliża się do tego schematu. Policjanci wypadają przy Tomurze niezbyt błyskotliwie, a jego pewność siebie szybko zaczyna działać na nerwy. Na szczęście autor nie zatrzymuje się na pierwszym wrażeniu.
Z każdym kolejnym rozdziałem Tomura odsłania bardziej ludzkie oblicze. Nadal pozostaje dziwakiem pochłoniętym własną dziedziną, lecz zaczyna reagować na otaczających go ludzi, ponosi konsekwencje własnych decyzji i nie zawsze panuje nad sytuacją. Szczególnie dobrze działa to w rozdziałach, które odchodzą od klasycznej konstrukcji śledztwa. Kiedy bohater trafia w bardziej absurdalne albo zwyczajnie pechowe okoliczności, jego poza wszechwiedzącego eksperta zaczyna pękać. Wtedy staje się znacznie ciekawszy.
Pierwszy tom składa się z kilku krótkich historii. Pojawiają się w nich między innymi dawne kości do gry, egipski senet, berek, a kuku, japońskie zabawy związane z przesądami oraz pozornie niewinna rywalizacja na huśtawce. Każda z tych rzeczy może zostać wykorzystana jako trop, klucz do zrozumienia zachowania podejrzanego albo źródło całego nieporozumienia. To właśnie różnorodność jest jednym z najmocniejszych elementów mangi. Po pierwszych rozdziałach można obawiać się, że kolejne sprawy będą opierały się na identycznym schemacie: policja znajduje dziwny przedmiot, Tomura rozpoznaje jego związek z jakąś grą, po czym wygłasza rozwiązanie zagadki. Twórcy szybko pokazują jednak, że nie zamierzają tak łatwo zamykać się w jednej formule.
Nie każda historia dotyczy brutalnej zbrodni. Niektóre skręcają w stronę komedii, inne bazują na niepokoju, a jeszcze inne bardziej interesują się sztuką, relacjami lub osobliwymi ludzkimi obsesjami. Dzięki temu tom nie staje się katalogiem podobnych dochodzeń. Zmienia tempo, nastrój i punkt ciężkości, a gry służą tu jako wspólny motyw, nie jako ograniczenie. Szczególnie cenię fakt, że autorzy nie traktują zabawy jako czegoś niewinnego z definicji. Gry od zawsze wiązały się z rywalizacją, władzą, przypadkiem i potrzebą kontrolowania sytuacji. Mogły integrować ludzi, ale równie dobrze prowadzić do upokorzenia, manipulacji lub przemocy. Mroczne rozgrywki adiunkta Tomury wykorzystują właśnie tę dwuznaczność. Coś, co początkowo wygląda jak dziecięca rozrywka lub historyczna ciekawostka, może okazać się elementem dużo bardziej ponurej historii.
Jednocześnie manga nie próbuje udawać rozbudowanego, proceduralnego kryminału. Zagadki są zazwyczaj krótkie, a ich rozwiązania pojawiają się szybko. To dobra wiadomość dla osób, które wolą dynamiczne opowieści bez wielostronicowych przesłuchań i analiz. Może jednak rozczarować czytelników oczekujących śledztw, które pozwalają samodzielnie łączyć fakty i długo podejrzewać różnych bohaterów. W pierwszym tomie rzadko dostajemy wystarczająco dużo czasu, by naprawdę wgryźć się w sprawę. Tomura rozumie znaczenie wskazówki, wyciąga wnioski i prowadzi pozostałych do rozwiązania, zanim czytelnik zdąży przygotować własną teorię. Nie jest to poważna wada na początku serii, bo krótkie historie pozwalają szybko poznać jej możliwości. W kolejnych tomach przydałaby się jednak dłuższa intryga, która wymagałaby od bohatera czegoś więcej niż błyskawicznego rozpoznania historycznego kontekstu.
Podobny niedosyt dotyczy większego wątku przewodniego. Pierwszy tom przypomina zbiór epizodów połączonych postaciami i tematyką gier. Nie pojawia się jeszcze tajemnica, która wyraźnie prowadziłaby serię w konkretnym kierunku. Taka konstrukcja ma swoje zalety. Każdy rozdział może zaproponować coś innego, a lekturę łatwo podzielić na krótsze fragmenty. Na dłuższą metę potrzebne będzie jednak mocniejsze spoiwo. Sama osobowość Tomury może nie wystarczyć, by utrzymać ciekawość przez wiele tomów. Dwójka policjantów współpracujących z adiunktem również pozostaje na razie bardziej funkcjonalna niż naprawdę rozbudowana. Są potrzebni, by wprowadzać kolejne sprawy, konfrontować się z Tomurą i reprezentować bardziej przyziemny punkt widzenia. Dostajemy pojedyncze sygnały ich charakterów, ale jeszcze nie na tyle dużo, by traktować ich jak równorzędnych bohaterów. Najlepiej wypada Kyouko Tsukasa, zwłaszcza gdy otrzymuje więcej przestrzeni i przestaje pełnić wyłącznie rolę osoby reagującej na dziwactwa adiunkta. Jeden z rozdziałów pozwala jej wejść na pierwszy plan i pokazuje, że manga może działać także wtedy, gdy Tomura nie dominuje każdej sceny. To dobry znak na przyszłość. Seria potrzebuje bohaterów, którzy będą dla niego partnerami, a nie jedynie publicznością.
Warstwa wizualna bardzo dobrze wspiera ten niejednorodny ton. Rysunki potrafią być lekkie i komediowe, by chwilę później przejść w niepokojące zbliżenia, zdeformowane twarze lub kadry zahaczające o estetykę horroru. Nie brakuje scen mocniejszych, czasami wręcz makabrycznych, jednak manga nie zamienia się w festiwal przemocy. Groza pojawia się tam, gdzie ma podkreślić dziwność danej historii. Szczególnie twarz Tomury dobrze współgra z jego osobowością. Bywa łagodna, niemal uprzejma, lecz w odpowiednim momencie nabiera czegoś niepokojącego. Bohater może wyglądać jak spokojny wykładowca, a za chwilę jak człowiek, którego intelektualne zainteresowanie cudzym nieszczęściem zaszło o krok za daleko. Ta niejednoznaczność jest znacznie ciekawsza niż próba uczynienia z niego klasycznego, sympatycznego detektywa.
Nie jest to manga, która zachwyca drobiazgowością każdego tła lub efektownymi kompozycjami na każdej stronie. Jej rysunki mają jednak własny charakter i potrafią dopasować się do historii. Komediowe momenty nie tracą lekkości, sceny kryminalne pozostają czytelne, a fragmenty grozy rzeczywiście budzą dyskomfort. W przypadku takiej mieszanki gatunków jest to znacznie ważniejsze niż perfekcyjnie dopracowany detal. Mroczne rozgrywki adiunkta Tomury rozpoczynają się od ciekawego pomysłu i potrafią go wykorzystać bez powtarzania w kółko tej samej sztuczki. Pierwszy tom nie oferuje jeszcze wielkiej intrygi ani szczególnie złożonych dochodzeń, ale sprawnie łączy kryminał, komedię, historię i horror. Gry nie są tu dekoracją. Stanowią język, za pomocą którego Tomura interpretuje ludzi, ich lęki i motywacje.
Największym wyzwaniem dla serii będzie teraz rozwinięcie tego konceptu. Krótkie sprawy dobrze sprawdzają się na początku, lecz kolejne tomy powinny dać bohaterom więcej przestrzeni, a zagadkom więcej czasu. Chciałabym również zobaczyć historię, której Tomura nie rozwiąże niemal od razu i która zmusi go do zakwestionowania własnej wiedzy. Na razie jednak otrzymujemy oryginalny, klimatyczny początek. To manga dla osób lubiących nietypowych detektywów, krótkie formy i opowieści, w których niewinna zabawa może okazać się początkiem bardzo mrocznej historii. Tomura nie zdobył mojej sympatii od pierwszego rozdziału, ale pod koniec tomu jego ekscentryczność przestała być przeszkodą i stała się jednym z powodów, dla których chcę zobaczyć kolejną rozgrywkę.

