Paulina Gudejko przyjeżdża do Morów po to, żeby wreszcie przestać być dziennikarką. Straciła pracę, wynajęła dom na prowincji, zabrała ze sobą psa i zamierza wykorzystać przymusową zawodową przerwę do napisania powieści. Plan jest całkiem rozsądny, dopóki niedaleko jej nowego miejsca zamieszkania nie zostaje znalezione ciało miejscowego piekarza. Paulina może oczywiście zamknąć drzwi, otworzyć laptopa i zająć się fikcyjnymi bohaterami. Problem polega na tym, że reporter przestaje pracować znacznie łatwiej, niż przestaje być reporterem.
Iwona Wilmowska właśnie na tym prostym pomyśle opiera Zostawić ślad. Paulina szybko zaczyna interesować się zabójstwem, poznaje naczelną lokalnego „Głosu Mor” i dostaje możliwość powrotu do zawodu, tym razem w zdecydowanie mniejszej skali. Ma relacjonować postępy śledztwa, rozmawiać z mieszkańcami i zbierać informacje. Powieść, którą miała pisać, może poczekać. Zwłaszcza że pierwsza ofiara nie pozostaje ostatnią, a kolejne zbrodnie sugerują, że ktoś realizuje konkretny plan.
Mory okazują się przy tym dobrym miejscem dla takiej historii nie dlatego, że są szczególnie upiorne. Wręcz przeciwnie. To zwyczajna niewielka miejscowość, w której funkcjonuje piekarnia, salon piękności, Muzeum Zabawek, lokalna gazeta i ludzie mający swoje codzienne sprawy. Wilmowska nie próbuje robić z niej polskiego Twin Peaks i moim zdaniem bardzo dobrze. Siłą tego tła jest normalność. Zabójstwo nie wydarza się w jakiejś przeklętej wiosce na końcu świata, tylko pośród ludzi, którzy jeszcze wczoraj kupowali od ofiary chleb albo mijali ją na ulicy.
Mała społeczność bardzo szybko staje się zresztą ważniejsza od samej topografii Morów. Tutaj informacja rozchodzi się błyskawicznie, ale dotarcie do prawdy wcale nie jest dzięki temu łatwiejsze. Ludzie wiedzą dużo, tylko niekoniecznie chcą powiedzieć wszystko. Jedni chronią siebie, inni znajomych, jeszcze inni zwyczajnie nie mają ochoty wyciągać dawnych spraw na światło dzienne. Paulina znajduje się w interesującym położeniu. Jest jednocześnie obca i swoja. Nie należy do tej społeczności, więc mieszkańcy nie zawsze traktują ją jak kogoś, przed kim trzeba pilnować każdego słowa, ale jako dziennikarka zadaje pytania, których miejscowi nauczyli się już sobie nie zadawać.
To zdecydowanie najmocniejszy element Zostawić ślad. Wilmowska dobrze rozumie, że w kryminale osadzonym w małym mieście nie trzeba mnożyć psychopatów ani wymyślać kolejnych makabrycznych atrakcji. Wystarczy odpowiednio wykorzystać zależności między ludźmi. Współwłaściciel piekarni, właścicielka salonu piękności czy dyrektor Muzeum Zabawek na pierwszy rzut oka funkcjonują w zupełnie różnych światach. Kolejne wydarzenia każą jednak szukać punktu, w którym ich historie się przecinają. Pytanie „co ich łączy?” jest znacznie ciekawsze niż samo „kto zabija?”.
Paulina pasuje do tego rodzaju kryminału. Nie jest samozwańczą superdetektywką, która po dwóch rozmowach zawstydza policję i rozwiązuje sprawę przed śniadaniem. Korzysta przede wszystkim z tego, co rzeczywiście potrafi robić: rozmawia, słucha, szuka powiązań i drąży temat. Jej zawodowa ciekawość płynnie przechodzi w prywatne dochodzenie, nawet jeśli początkowo sama zapewne nie nazwałaby tego w ten sposób. Wilmowska nie próbuje przy tym budować z bohaterki wielkiej psychologicznej kreacji. Paulina ma być przede wszystkim sympatyczną przewodniczką po Morach i w tej roli sprawdza się bardzo dobrze. Pomaga również jej pies Rumcajs, który wnosi trochę codzienności do historii coraz mocniej obrastającej trupami i podejrzeniami.
Nieźle wypada także jej kontakt z policją, szczególnie z niezbyt wylewnym komendantem. Autorka nie idzie w przesadnie komediowe przepychanki między genialną amatorką a niekompetentnymi funkcjonariuszami. Jest raczej wzajemne badanie terenu, trochę tarcia i świadomość, że Paulina ze swoim dziennikarskim wścibstwem może zarówno pomóc, jak i wejść komuś pod nogi. Dzięki temu książka pozostaje lekka, ale nie zamienia prowadzonego śledztwa w farsę.
Bo Zostawić ślad jest przede wszystkim lekkim kryminałem obyczajowym. Warto mieć to na uwadze, szczególnie jeśli ktoś oczekuje mrocznego thrillera pełnego przemocy, psychologicznych pojedynków i bardzo drobiazgowego dochodzenia. Wilmowska nie pisze takiej książki. Interesuje ją raczej sama przyjemność rozwiązywania zagadki, odkrywania kolejnych zależności i poznawania mieszkańców. Powieść jest krótka, tempo pozostaje żwawe, nie ma wielostronicowych opisów ani rozbudowanych pobocznych historii. Siada się do niej wieczorem i bardzo łatwo ocknąć się przy ostatnich rozdziałach.
Ta niewielka objętość ma jednak swoją cenę. Chętnie zobaczyłbym kilka postaci rozpisanych szerzej, bo część mieszkańców Morów pojawia się przede wszystkim jako element kryminalnej układanki. Również samo dochodzenie mogłoby dostać trochę więcej przestrzeni. Wilmowska ma ciekawy zestaw zależności i sekretów, ale miejscami przechodzi przez nie szybciej, niż bym chciał. Kilkadziesiąt dodatkowych stron pozwoliłoby mocniej wykorzystać zamkniętą społeczność i dać podejrzeniom trochę więcej czasu na pracę.
Mam też mieszane odczucia wobec finału. Samo rozwiązanie potrafi zaskoczyć, szczególnie jeśli wcześniej dało się wyprowadzić na kilka fałszywych tropów, ale motyw stojący za wydarzeniami nie jest dla mnie równie mocny jak droga prowadząca do jego odkrycia. To przypadek, w którym większą frajdę sprawiało mi zbieranie elementów niż zobaczenie gotowego obrazka. Nie rozwala to całej intrygi, ale pozostawia lekki niedosyt, bo przez sporą część książki Wilmowska bardzo skutecznie podsyca ciekawość.
Za to dobrze działa sam rytm opowieści. Nie potrzeba tutaj ciągłych pościgów i trupów wypadających z każdej szafy. Paulina chodzi, rozmawia, poznaje ludzi, sprawdza informacje i stopniowo odkrywa, że pozornie niezależne życiorysy zaczynają układać się w coś znacznie mniej przypadkowego. Autorka prowadzi czytelnika sprawnie i bez zbędnego kombinowania, a jednocześnie nie podaje rozwiązania na tyle wcześnie, żeby dalsza lektura stała się formalnością.
Zostawić ślad nie próbuje rewolucjonizować polskiego kryminału i chyba właśnie dlatego czyta się tę książkę tak przyjemnie. Iwona Wilmowska zna skalę swojej historii. Zamiast budować wielką opowieść o seryjnym mordercy terroryzującym pół kraju, zamyka bohaterów w niewielkich Morach i pozwala Paulinie zaglądać tam, gdzie miejscowi najchętniej postawiliby zasłonę.
Dostałem więc dokładnie taki kryminał, jaki czasami jest potrzebny: niezbyt ciężki, sprawnie napisany, oparty bardziej na ludziach i ich sekretach niż epatowaniu brutalnością. Nie wszystko w rozwiązaniu zagadki przekonuje mnie jednakowo, kilka wątków chętnie zobaczyłbym w bardziej rozbudowanej wersji, ale sama Paulina Gudejko ma potencjał na bohaterkę kolejnych historii. W końcu do Morów przyjechała napisać książkę. Zamiast tego dostała materiał na pierwszą stronę gazety. Jak na nieplanowany powrót do zawodu, mogła trafić znacznie gorzej.

