Subaru Natsuki dostaje swoją wyjątkową moc właściwie zgodnie z zasadami isekai. Trafia do świata fantasy, więc gdzieś powinien czekać bonus dla przybysza: nadludzka siła, magia, legendarny miecz albo chociaż statystyki pozwalające tłuc miejscowych bandytów bez większego wysiłku. Subaru rzeczywiście otrzymuje coś specjalnego. Może cofać się w czasie. Jest tylko mały haczyk: żeby uruchomić tę zdolność, musi najpierw umrzeć. I nie, instrukcji obsługi nie dołączono.
Pierwsza księga Re, zamknięta w dwóch tomach mangi Daichiego Matsuse, bardzo sprytnie wykorzystuje oczekiwania związane z historiami o przenosinach do innego świata. Subaru sam doskonale zna podobne schematy, dlatego po znalezieniu się w fantastycznym mieście niemal natychmiast zaczyna zachowywać się tak, jakby wiedział, jaka rola została dla niego przygotowana. Nie wpada w rozpacz, nie poświęca połowy tomu na pytanie, gdzie się znalazł, tylko zaczyna szukać własnej nadzwyczajnej zdolności. W końcu skoro został wezwany do świata fantasy, to musi być kimś ważnym. Prawda? Pierwsze spotkanie z miejscowymi opryszkami dość szybko weryfikuje tę teorię.
Subaru nie jest potężnym wojownikiem, nie zna magii i właściwie nie rozumie zasad rządzących nową rzeczywistością. Gdy wpada w tarapaty, pomaga mu srebrnowłosa półelfka podróżująca z duchem Puckiem. Dziewczynie skradziono ważny przedmiot, więc Subaru, wdzięczny za ratunek i zdecydowanie zainteresowany swoją wybawicielką, postanawia pomóc w jego odzyskaniu. Tak zaczyna się stosunkowo niewielka przygoda obejmująca poszukiwanie złodziejki Felt, wizytę w podejrzanej części miasta i spotkanie z osobą, przy której całe to sympatyczne fantasy nagle przestaje być sympatyczne. Subaru umiera.
Najważniejsze jest jednak to, że śmierć nie zostaje tutaj potraktowana jak efektowny zwrot akcji. Chłopak otwiera oczy i ponownie znajduje się w miejscu, w którym rozpoczęła się jego przygoda. Spotyka tych samych ludzi, słyszy te same słowa, ale szybko odkrywa coś znacznie bardziej niepokojącego: tylko on pamięta poprzednią wersję wydarzeń.
Mechanizm „powrotu przez śmierć” jest najciekawszym pomysłem pierwszej księgi i jednocześnie czymś, co od początku nadaje Re własny charakter. Każda kolejna próba staje się eksperymentem. Subaru posiada informacje, których wcześniej nie miał, więc może inaczej rozmawiać z bohaterami, pojawić się w odpowiednim miejscu wcześniej albo ominąć błąd, który poprzednio kosztował go życie. Problem w tym, że nawet drobna zmiana zachowania potrafi wywołać zupełnie inną reakcję otoczenia.
Dzięki temu powtarzanie jednego dnia nie jest powtarzaniem tych samych scen. Kolejne podejścia uzupełniają wcześniejsze wydarzenia. Postać spotkana poprzednio w określonych okolicznościach tym razem może zachować się inaczej, bo Subaru pojawia się wcześniej albo zwraca się do niej w inny sposób. Informacja, która za pierwszym razem wydawała się nieistotna, nagle staje się kluczem do kolejnej próby. Czytelnik razem z bohaterem układa więc dzień z fragmentów zdobytych podczas kilku nieudanych żyć.
Bardzo dobrze działa również ograniczenie wiedzy Subaru. Chłopak nie otrzymuje żadnego komunikatu wyjaśniającego działanie umiejętności. Sam musi zauważyć, że świat został cofnięty, znaleźć punkt, do którego wraca po śmierci, a następnie sprawdzić, które elementy wydarzeń pozostają stałe. Nie wie też, ile razy może umrzeć ani czy pewnego dnia mechanizm po prostu nie przestanie działać. Z jego perspektywy każda kolejna śmierć równie dobrze może być ostatnią.
I tutaj pojawia się przewrotność całej mocy. Teoretycznie Subaru może próbować bez końca. Praktycznie każda próba wymaga od niego doświadczenia własnej śmierci. Ból nie znika tylko dlatego, że później następuje restart. Pamięć również pozostaje. Już w tych dwóch tomach widać więc fundament pod znacznie mroczniejszą historię, niż początkowo sugerują humor i dość klasyczna fantastyczna sceneria.
Sam Subaru może przy tym początkowo irytować. Jest głośny, zbyt pewny siebie i chętnie zachowuje się tak, jakby rzeczywistość powinna podporządkować się zasadom historii, które zna. Tyle że właśnie dlatego dobrze sprawdza się jako protagonista. Jego zachowanie nie wynika z kompetencji, tylko z przekonania, że jako główny bohater powinien je posiadać. Re zaczyna bardzo szybko rozbrajać tę fantazję.
Co więcej, Subaru nie staje się nagle geniuszem tylko dlatego, że dostał kolejną szansę. Popełnia błędy, wyciąga pochopne wnioski i czasami dopiero następna śmierć pokazuje mu, czego nie zauważył. Jego największym atutem okazuje się upór. Skoro poznał możliwy finał wydarzeń, nie potrafi po prostu odejść i pozwolić, żeby ludzie, z którymi zdążył się związać, zginęli.
Najbardziej dotyczy to srebrnowłosej dziewczyny. Początkowo przedstawia się Subaru jako Satella, choć szybko okazuje się, że nawet w tej kwestii sytuacja jest bardziej skomplikowana. Ich relacja rozwija się w bardzo nietypowych warunkach, ponieważ dla niej każde spotkanie z Subaru jest pierwszym, podczas gdy on nosi w pamięci rozmowy i chwile, które w aktualnej wersji rzeczywistości nigdy się nie wydarzyły. Jest w tym coś jednocześnie sympatycznego i smutnego. Subaru przywiązuje się do osoby poprzez wspomnienia, których ona nie może z nim dzielić.
Na drugim planie szybko wyróżniają się również Felt, Stary Rom i Reinhard. Manga nie próbuje jeszcze szczegółowo objaśniać świata, lecz podrzuca wystarczająco dużo informacji, żeby było wiadomo, że wydarzenia związane ze skradzionym insygnium są tylko niewielkim wycinkiem większej historii. Szczególnie pojawienie się Reinharda pokazuje skalę różnicy pomiędzy Subaru a ludźmi rzeczywiście posiadającymi nadzwyczajne zdolności. Nasz bohater może powracać po śmierci, ale kiedy przychodzi do normalnej walki, bardzo szybko okazuje się, gdzie znajduje się jego miejsce w szeregu.
Pierwsza księga nie spieszy się natomiast z tłumaczeniem najważniejszych tajemnic. Nie dowiadujemy się, dlaczego Subaru został przeniesiony właśnie tutaj ani kto lub co odpowiada za jego zdolność. Sam fantastyczny świat także poznajemy przede wszystkim przy okazji kolejnych wydarzeń. Jest magia, są duchy, półelfy i nadzwyczajni wojownicy, ale Matsuse nie zatrzymuje fabuły po to, żeby urządzić czytelnikowi wykład z miejscowej historii.
To rozsądne rozwiązanie, ponieważ na tym etapie świat nie jest jeszcze najciekawszą częścią Re. Średniowieczno-fantastyczna stolica sama w sobie nie wyróżnia się szczególnie na tle dziesiątek podobnych miejsc. Znacznie ważniejsze jest to, jak funkcjonuje w niej Subaru. Trafił przecież do rzeczywistości, której zasad nie zna, więc każda kolejna pętla pozwala odkryć nie tylko sposób na przeżycie, lecz także następny fragment otoczenia.
Daichi Matsuse bardzo dobrze radzi sobie również z wizualnym przedstawieniem zmieniającego się tonu historii. Komediowe sceny są lekkie i ekspresyjne, postacie mają wyrazistą mimikę, a Puck właściwie od pierwszego pojawienia się doskonale nadaje się do rozładowywania atmosfery. Kiedy jednak dochodzi do przemocy, manga potrafi gwałtownie pozbyć się tej lekkości. Śmierci Subaru mają boleć i odpowiednio wyglądają. Nie są drobną niedogodnością poprzedzającą ponowne wczytanie zapisu.
Szczególnie dobrze wypadają sceny walki z zabójczynią stojącą za masakrą. Jej obecność natychmiast zmienia temperaturę plansz, a szybkość i brutalność starć przekonują, że Subaru sam nie ma właściwie żadnych szans. Dzięki temu znalezienie odpowiedniego rozwiązania nie polega na tym, że chłopak podczas kolejnej pętli staje się nagle silniejszy. Musi wykorzystać wiedzę, kontakty i ludzi, których spotkał wcześniej.
Dwutomowy Dzień w stolicy działa przez to jak zamknięty prolog większej opowieści. Ma własny problem, antagonistkę i rozwiązanie, ale jednocześnie zostawia znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. Wiemy już, na czym polega zdolność Subaru. Nie wiemy natomiast, skąd się wzięła, dlaczego przypadła właśnie jemu i jak wysoką cenę przyjdzie za nią zapłacić.
Najbardziej interesujące w Re nie jest więc samo cofanie czasu. Historii wykorzystujących podobny mechanizm powstało mnóstwo. Tutaj ciekawszy okazuje się człowiek uwięziony po jednej stronie pętli. Świat zapomina każdą nieudaną wersję wydarzeń. Subaru nie może. Pierwsza księga bierze bardzo wygodną fantazję o możliwości poprawienia własnych błędów i dodaje do niej wyjątkowo paskudny warunek. Możesz spróbować jeszcze raz. Możesz uratować osobę, która poprzednio zginęła. Możesz znaleźć lepsze rozwiązanie i w końcu doczekać jutra.
Najpierw jednak musisz umrzeć.

