Po monumentalnym i emocjonalnym finale „Incydentu w Kantou” mogło się wydawać, że Tokyo Revengers powoli zmierza ku końcowi. Tak naprawdę tom 22 sprawia wręcz wrażenie zamknięcia całej historii. Bohaterowie przeżyli, Toman został rozwiązany, Kisaki nie żyje, a Takemichi po raz pierwszy może wrócić do teraźniejszości z poczuciem, że jego wysiłki naprawdę miały sens. Wszystko układa się niemal zbyt idealnie. I właśnie w tym tkwi największa siła tych tomów, Wakui doskonale wie, jak wzbudzić w czytelniku niepokój nawet wtedy, gdy daje mu upragniony happy end.
Dwudziesty drugi tom jest przede wszystkim historią pożegnania. Po latach walk, tragedii i ciągłego ratowania przyszłości bohaterowie wreszcie dostają chwilę oddechu. Rozwiązanie Toman ma w sobie coś symbolicznego — Mikey świadomie kończy erę, która przyniosła mu zarówno najpiękniejsze wspomnienia, jak i największe tragedie. Strata brata, śmierć bliskich, rozpad dziecięcych marzeń, wszystko to odcisnęło na nim ogromne piętno.
Wakui bardzo dobrze pokazuje, że decyzja Mikeya nie wynika ze słabości, ale z desperackiej próby ochronienia przyjaciół przed dalszym cierpieniem. To jeden z tych momentów, kiedy Tokyo Revengers najmocniej odchodzi od typowej historii o gangach i staje się opowieścią o dorastaniu, stracie i próbie wyrwania się z przemocy, która przez lata definiowała bohaterów.
Szczególnie dobrze wypadają sceny z kapsułą czasu. To prosty motyw, ale działa niezwykle emocjonalnie. Bohaterowie zakopują wspomnienia z nadzieją, że kiedyś wrócą do nich jako dorośli ludzie, którzy przeżyli i odnaleźli własne miejsce w życiu. Jest w tym ogromna nostalgia i poczucie końca czegoś ważnego.
Tom 23 rozwija ten motyw jeszcze mocniej. Takemichi trafia do najlepszej teraźniejszości, jaką udało mu się osiągnąć. Przyjaciele mają normalne życie, realizują marzenia, studiują, pracują, zakładają rodziny. Sam Takemichi może wreszcie myśleć o spokojnej przyszłości z Hiną. I właśnie dlatego atmosfera tych rozdziałów jest tak dziwnie ciężka. Wszystko wydaje się zbyt idealne. Wakui bardzo świadomie buduje poczucie, że w tej układance brakuje jednego elementu. Tym elementem jest Mikey. Choć pozostali bohaterowie próbują tłumaczyć jego nieobecność podróżami czy własnymi sprawami, od początku wiadomo, że coś jest nie tak.
To chyba jeden z najciekawszych aspektów tej części serii, pytanie o cenę szczęśliwego zakończenia. Takemichi uratował wszystkich… poza osobą, która przez cały czas była centrum tej historii. Mikey staje się kimś w rodzaju „ostatniej ofiary” całej walki o przyszłość. I kiedy wychodzi na jaw, że nadal tkwi w przestępczym świecie, cała wizja szczęśliwego finału zaczyna się rozpadać.
W tym momencie manga mocno zmienia ton. Z historii o ratowaniu Hiny przechodzi w opowieść o próbie uratowania człowieka, który sam od dawna uważa się za straconego. To właśnie Mikey staje się sercem tomów 22–25. Wakui od dawna sugerował, że pod jego spokojem i charyzmą kryje się coś bardzo mrocznego, ale dopiero teraz temat zostaje wysunięty na pierwszy plan. Mikey zawsze był kimś, kto brał na siebie cierpienie innych. Po śmierci Shinichiro, Bajiego, Emmy i kolejnych bliskich osób zaczął funkcjonować właściwie wyłącznie siłą rozpędu. W nowym arcu wyraźnie widać, że utracił już nie tylko spokój, ale wręcz poczucie własnego człowieczeństwa. Jego „mroczny instynkt” może wydawać się przesadzony czy melodramatyczny, ale jako metafora autodestrukcji działa naprawdę dobrze.
Najbardziej poruszające jest jednak to, że Mikey wcale nie chce ciągnąć przyjaciół za sobą. Wręcz przeciwnie, odcina się od nich, bo uważa siebie za zagrożenie. W jego oczach jedynym sposobem ochronienia innych jest samotność. To bardzo smutny kierunek dla postaci, która kiedyś była symbolem siły i jedności Toman. Jednocześnie właśnie tutaj pojawia się największy problem tych tomów.
Takemichi po raz kolejny wraca do przeszłości i seria znów wpada w dobrze znany schemat: nowe gangi, nowy konflikt, nowe zasady świata i kolejna desperacka próba zmiany przyszłości. „Okres Trzech Bóstw” z gangami Rokuhara Tandai, Brahman i Kantou Manji początkowo brzmi intrygująco, ale trudno nie odnieść wrażenia, że Wakui zaczyna trochę przeciągać historię. Po fenomenalnym i bardzo emocjonalnym arcu Tenjiku czytelnik mógł mieć poczucie, że seria naturalnie zmierza ku końcowi. Tymczasem autor otwiera zupełnie nowy etap historii, dorzuca kolejnych bohaterów i ponownie rozbudowuje świat gangów.
To działa różnie. Z jednej strony pojawiają się ciekawe elementy, jak nowe wizje Takemichiego czy motyw „proroctw”, które nadają podróżom w czasie nową dynamikę. Z drugiej jednak coraz większa liczba postaci potrafi męczyć. Niektóre nowe twarze są interesujące, ale część z nich sprawia wrażenie kolejnych wariacji na temat wcześniejszych konfliktów. Największym powiewem świeżości okazuje się Senju Kawaragi. W serii, która przez większość czasu była zdominowana przez męskie relacje i rywalizacje, jej obecność od razu przyciąga uwagę. Senju jest charyzmatyczna, pewna siebie i wnosi zupełnie inną energię niż wcześniejsi liderzy gangów.
Nie jest tylko dodatkiem do fabuły. Wakui daje jej realny wpływ na wydarzenia, a jej relacja z Takemichim szybko staje się jednym z ciekawszych elementów nowego arcu. Dzięki niej tom 25 wypada znacznie lepiej, niż mógłby wypaść przy samym powrocie do kolejnej wojny gangów. Takemichi wciąż jest bohaterem, którego łatwo jednocześnie lubić i który potrafi irytować. Nadal bywa naiwny, emocjonalny i często rzuca się w sytuacje bez planu. Ale właśnie ta desperacka determinacja sprawia, że trudno mu nie kibicować.
Najważniejsze jest jednak to, że jego motywacja bardzo się zmieniła. Na początku walczył głównie dla Hiny. Teraz robi to dla Mikeya. I nie chodzi już nawet o zmianę przyszłości, ale o uratowanie człowieka, który całkowicie zatracił siebie.
To nadaje historii bardziej osobisty, melancholijny ton. Wakui wciąż pozostaje bardzo mocny wizualnie. Projekty dorosłych wersji bohaterów są fantastyczne, każdy wygląda dojrzale, ale nadal zachowuje charakterystyczne cechy swojej młodszej wersji. Autor świetnie operuje modą, sylwetkami i mimiką.
Sceny emocjonalne wypadają szczególnie dobrze. Twarze bohaterów podczas rozmów o przyszłości, samotności czy stracie często mówią więcej niż dialogi. Wakui bardzo dobrze buduje też kontrast między spokojną teraźniejszością a mrokiem, który ciągle otacza Mikeya.
Tomy 22–25 Tokyo Revengers są jednocześnie bardzo emocjonalnym epilogiem i początkiem nowego, bardziej ryzykownego etapu historii. Z jednej strony dostajemy świetne sceny pożegnania z Toman, melancholijną refleksję nad dorastaniem i bardzo mocny rozwój postaci Mikeya. Z drugiej seria zaczyna odczuwać własny ciężar, kolejne gangi i następna wojna momentami sprawiają wrażenie powtarzania znanych schematów.
Mimo to trudno oderwać się od tej historii. Wakui nadal doskonale operuje emocjami, a relacja Takemichiego i Mikeya pozostaje jednym z najmocniejszych elementów całej mangi. Bo ostatecznie Tokyo Revengers już dawno przestało być historią o ratowaniu jednej dziewczyny. Teraz to opowieść o próbie uratowania człowieka, który nie wierzy, że sam zasługuje na ratunek.


