Po dwóch pierwszych zbiorczych tomach można było odnieść wrażenie, że Eden będzie przede wszystkim brutalnym, filozofującym cyberpunkiem osadzonym w świecie po globalnej pandemii. Hiroki Endo bardzo szybko jednak pokazuje, że nie zamierza zamykać się w prostych ramach gatunkowych. Tomy 3 i 4 wyraźnie zmieniają kierunek całej historii. Mniej tu wielkiej militarnej rozpierduchy i widowiskowego science fiction, więcej natomiast gangsterskiej opowieści o przemocy, uzależnieniach, emocjonalnym rozpadzie bohaterów i powolnym wchodzeniu Eliaha w świat, którego jeszcze chwilę wcześniej sam się obawiał.
I właśnie ta zmiana będzie dla jednych największą zaletą serii, a dla innych jej największym problemem. Najbardziej rzuca się w oczy to, jak bardzo Endo zwalnia tempo. Oczywiście nadal potrafi uderzyć brutalnością z pełną siłą i nadal nie ma litości dla swoich bohaterów, ale tym razem znacznie więcej miejsca poświęca codzienności, relacjom oraz psychice postaci. W szczególności widać to w tomie czwartym, który momentami bardziej przypomina dramat obyczajowy osadzony w kryminalnym świecie Ameryki Południowej niż klasyczne postapokaliptyczne science fiction.
Eliah przestaje być jedynie chłopakiem wrzuconym w chaos świata po pandemii. Coraz bardziej przypomina własnego ojca i coraz głębiej wchodzi w brutalny półświatek przemocy, narkotyków i mafijnych układów. Endo bardzo konsekwentnie pokazuje, jak środowisko deformuje człowieka. Nie robi tego subtelnie ani romantycznie. Bohaterowie tej mangi często są zagubieni, toksyczni, impulsywni i autodestrukcyjni. Popełniają błędy, krzywdzą innych i samych siebie, a potem próbują nadać temu wszystkiemu jakiś sens.
W tomie trzecim szczególnie mocno wybija się historia Sophii. To właśnie wokół niej koncentruje się spora część emocjonalnego ciężaru tej części. Endo bardzo dobrze pokazuje ludzi żyjących na granicy emocjonalnego wypalenia, funkcjonujących bardziej siłą rozpędu niż realną wolą życia. Jednocześnie cały czas w tle obecne pozostają działania Propater oraz pytania dotyczące przyszłości świata, choć sam wirus schodzi już zdecydowanie na dalszy plan.
I tutaj pojawia się największy zarzut wobec tych tomów.
Jeśli ktoś pokochał pierwsze części przede wszystkim za postapokaliptyczny klimat, cyberpunkowe motywy i globalny konflikt związany z Closure Virus, może poczuć spore rozczarowanie. Hiroki Endo coraz wyraźniej odchodzi od science fiction i przesuwa ciężar historii w stronę brutalnego gangsterskiego dramatu. Cybernetyczne wszczepy, roboty czy technologiczne elementy nadal istnieją, ale coraz częściej są jedynie estetycznym dodatkiem do historii, która równie dobrze mogłaby rozgrywać się we współczesnym świecie przestępczym.
Mnie jednak ta zmiana w dużej mierze kupiła właśnie dlatego, że Endo nie idzie w prostą eskalację widowiska. Zamiast kolejnych wielkich bitew dostajemy bardziej intymną i psychologiczną opowieść o bohaterach próbujących funkcjonować w świecie kompletnie pozbawionym stabilności. Autor bardzo mocno skupia się na destrukcyjnej naturze przemocy, uzależnień i emocjonalnej pustki. Szczególnie dobrze wypada retrospekcja Pedro Octavio, która pokazuje, jak ideały, honor i poczucie godności potrafią zostać kompletnie zmielone przez rzeczywistość.
Tom czwarty jest pod tym względem jeszcze bardziej kameralny. Relacja Eliaha i Heleny staje się jednym z najważniejszych elementów historii. Endo poświęca bardzo dużo miejsca erotyce, seksualności i cielesności bohaterów. Dla części czytelników będzie to naturalne pogłębienie relacji i budowanie bardziej ludzkiego wymiaru postaci. Inni mogą uznać, że autor momentami przesadza i niektóre sceny bardziej spowalniają fabułę niż ją rozwijają.
Prawda leży chyba pośrodku. Bo z jednej strony rzeczywiście jest tu więcej erotyki niż wcześniej, momentami wręcz zaskakująco dużo. Z drugiej jednak Endo konsekwentnie pokazuje świat ludzi emocjonalnie poranionych, samotnych i próbujących znaleźć bliskość w rzeczywistości zdominowanej przez przemoc oraz strach. Seks w Edenie bardzo rzadko jest romantyczny albo estetyczny. Częściej stanowi kolejny sposób ucieczki od pustki.
Ogromnym atutem pozostają oczywiście rysunki. Hiroki Endo nadal robi absolutnie fenomenalną robotę pod względem detali, mimiki i dynamiki scen. Nawet spokojniejsze fragmenty mają ogromną siłę wizualną. To jedna z tych mang, w których świat dosłownie wylewa się z kadrów. Zarówno podczas brutalnych scen przemocy, jak i zwykłych rozmów w dusznych mieszkaniach czy obskurnych lokalach Ameryki Południowej.
Bardzo dobrze wypada też sam klimat serii. Eden pozostaje mangą ciężką, momentami wręcz przygnębiającą. Nie ma tutaj prostych bohaterów ani łatwych odpowiedzi. Endo regularnie zmusza czytelnika do obserwowania ludzi podejmujących fatalne decyzje, wikłających się w relacje, które od początku prowadzą do katastrofy. I właśnie dzięki temu historia cały czas pozostaje angażująca.
Tomy 3 i 4 są więc wyraźnym momentem przejściowym dla całej serii. To tutaj Eden ostatecznie pokazuje, że nie chce być wyłącznie efektownym cyberpunkiem z dużą ilością przemocy. Zamiast tego staje się coraz bardziej gorzką opowieścią o świecie, który powoli rozkłada ludzi od środka.
Nie każdemu spodoba się kierunek obrany przez Hirokiego Endo. Ale trudno odmówić tej mandze ambicji, odwagi i wyjątkowo konsekwentnego budowania ponurej wizji rzeczywistości. Im dalej w Eden, tym mniej chodzi o sam koniec świata, a coraz bardziej o ludzi, którzy próbują w nim jeszcze jakoś żyć.
#wydawnictwokotori #mangastore_pl #współpracabarterowa
Manga otrzymana w ramach współpracy z wydawnictwem Kotori


