Małe Licho i anioł z kamienia Marty Kisiel rozgrzewa człowieka od środka niczym kubek herbaty wypity po powrocie z mroźnego spaceru. To opowieść pełna humoru, magii, wzruszeń i zimowego uroku, ale pod całą tą fantastyczną otoczką kryje się coś znacznie ważniejszego, historia o akceptacji, samotności, przyjaźni i o tym, że czasem najwięcej bólu kryje się pod najbardziej nadętą miną.
Bożydar Antoni Jekiełłek wraca i, alleluja, znów nie sposób go nie pokochać. Tym razem jego wymarzone ferie szybko się komplikują, bo ospa wietrzna atakuje domowników z siłą godną apokalipsy. W efekcie Bożek, Gucio oraz anioł Tsadkiel trafiają do leśnego domu cioci Ody. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa przygoda. Jest śnieg po pas, tajemniczy las, dziwne stworzenia, koza grająca na cymbałkach i atmosfera, która pachnie pierniczkami, drewnem z kominka oraz czymś odrobinę niepokojącym.
Marta Kisiel po raz kolejny udowadnia, że doskonale rozumie dziecięcą wyobraźnię, ale jednocześnie nigdy nie traktuje młodego czytelnika protekcjonalnie. To nie jest książka, która „udaje” mądrą pod przykrywką prostych morałów. Wręcz przeciwnie. Autorka opowiada o trudnych emocjach z ogromnym wyczuciem i lekkością. Bożek dojrzewa, uczy się, że słowa potrafią ranić, a Tsadkiel, początkowo irytujący, przemądrzały i chłodny, z każdą stroną odsłania coraz bardziej ludzką twarz.
I właśnie Tsadkiel okazuje się tutaj największym zaskoczeniem. Tytułowy „anioł z kamienia” jest postacią znacznie bardziej skomplikowaną, niż mogłoby się wydawać. Kisiel pokazuje, że za wyniosłością i oschłością często kryją się odrzucenie, samotność i poczucie niezrozumienia. To bardzo piękny i ważny motyw, szczególnie w książce kierowanej do młodszych czytelników. Autorka przypomina, że nie warto oceniać nikogo po pozorach, bo pod twardą skorupą może kryć się ktoś bardzo kruchy.
Ogromnym atutem tej historii pozostaje humor. Ten charakterystyczny, lekko absurdalny styl Marty Kisiel działa znakomicie również w literaturze dziecięcej. Dialogi błyszczą, sytuacje bywają kompletnie szalone, a niektóre sceny potrafią rozbroić człowieka do łez. Bazyl tradycyjnie kradnie każdą scenę, w której się pojawia, i trudno się dziwić, że dla wielu czytelników jest absolutnym królem tego uniwersum. To właśnie dzięki takim bohaterom świat Małego Licha żyje i wydaje się tak niezwykle ciepły mimo całej swojej dziwaczności.
Ale nie dajcie się zwieść tej lekkości. Pod warstwą humoru i fantastycznych przygód kryje się historia bardzo emocjonalna. Kisiel mówi o poczuciu winy, zazdrości, potrzebie akceptacji i o tym, jak łatwo można zranić drugiego człowieka, nawet nieświadomie. I robi to bez moralizowania. Wszystko wynika naturalnie z relacji bohaterów i ich przygód.
Na ogromne uznanie zasługuje również klimat książki. Zimowa Lichotka jest miejscem, do którego chce się wejść i już z niego nie wychodzić. Las skrzypiący pod śniegiem, przytulny dom Ody, kominek, dziwaczni mieszkańcy i lekko baśniowa atmosfera sprawiają, że całość czyta się niemal jak współczesną opowieść przy ognisku. To jedna z tych książek, które pachną zimą, herbatą i dziecięcą wyobraźnią.
Co ważne, Małe Licho i anioł z kamienia działa zarówno jako książka dla dzieci, jak i dla dorosłych. Młodsi czytelnicy dostaną pełną przygód historię o magii, niebezpieczeństwach i niezwykłych bohaterach. Starsi dostrzegą więcej, melancholię, emocjonalne pęknięcia bohaterów i bardzo mądre refleksje schowane między żartami. Styl Marty Kisiel pozostaje absolutnie wyjątkowy. To język pełen rytmu, humoru i charakterystycznych sformułowań, które sprawiają, że jej książki rozpoznaje się po kilku zdaniach. A jednocześnie autorka zachowuje lekkość i przystępność, dzięki czemu młody czytelnik bez problemu zanurzy się w tej historii.
Warto też wspomnieć o wydaniu, duża czcionka, ilustracje Pauliny Wyrt i przyjazna forma sprawiają, że książka świetnie sprawdzi się również dla dzieci rozpoczynających samodzielną przygodę z czytaniem. To jedna z tych historii, które aż proszą się o wspólne czytanie pod kocem w zimowy wieczór. Małe Licho i anioł z kamienia to opowieść o tym, że każdy potrzebuje miejsca, w którym będzie akceptowany. O tym, że rodzina nie zawsze oznacza więzy krwi. I o tym, że nawet anioł może czasem poczuć się bardzo samotny.
Marta Kisiel stworzyła historię ciepłą, zabawną i wzruszającą, ale też niezwykle mądrą. Taką, która bawi dzieci i jednocześnie przypomina dorosłym o rzeczach, o których z wiekiem często zapominają.

