Martwy człowiek słyszący rozmowę lekarzy przygotowujących się do sekcji własnego ciała, chłopiec spotykający nad rzeką kogoś, kto pachnie siarką, obraz zmieniający się za każdym spojrzeniem i hotelowy pokój, do którego rozsądny człowiek nie powinien nawet zaglądać. Stephen King nie potrzebuje jednej wielkiej historii, by wywołać niepokój. W Wszystko jest względne bierze czternaście pozornie niezwiązanych sytuacji i pokazuje, jak szybko zwyczajność może osunąć się w koszmar. Nie zawsze robi to za pomocą potworów. Czasem wystarczy źle podjęta decyzja, obsesyjna myśl albo chwila, w której bohater orientuje się, że rzeczywistość od dawna nie działa już według znanych mu zasad.
To jedna z tych książek, w których King nie ogranicza się wyłącznie do horroru. Obok klasycznych historii grozy pojawiają się opowieści psychologiczne, sensacyjne, kryminalne, a nawet zahaczające o fantasy i western za sprawą „Siostrzyczek z Elurii”, osadzonych w świecie Mrocznej Wieży. Autor z równą swobodą opowiada o spotkaniu z diabłem, nawiedzonym pokoju hotelowym, tajemniczym obrazie, gangsterach z czasów Wielkiego Kryzysu czy człowieku posiadającym niezwykły dar zabijania za pomocą… listów. To różnorodność, która sprawia, że praktycznie każde kolejne opowiadanie zaskakuje czymś innym.
Siłą Kinga pozostają jednak bohaterowie. Nawet w krótkiej formie potrafi stworzyć postacie, które wydają się autentyczne. Zanim wydarzy się coś nadprzyrodzonego, poznajemy ich codzienność, lęki, przyzwyczajenia i słabości. Dzięki temu groza nie wynika wyłącznie z obecności czegoś niewytłumaczalnego. Znacznie bardziej przeraża obserwowanie, jak zwyczajni ludzie próbują zachować rozsądek w sytuacjach, których nie sposób racjonalnie wyjaśnić.
Nie wszystkie teksty prezentują oczywiście ten sam poziom. Jak w większości antologii, obok prawdziwych perełek trafiają się opowiadania, które pozostawiają pewien niedosyt. Czasami zakończenia wydają się zbyt nagłe, innym razem autor celowo pozostawia czytelnika bez jednoznacznych odpowiedzi. Nie każdemu przypadnie to do gustu, choć właśnie ta niejednoznaczność od lat stanowi jeden z charakterystycznych elementów jego twórczości.
Na szczególne wyróżnienie zasługują „Prosektorium numer cztery”, „Człowiek w czarnym garniturze”, „1408”, „Jazda na kuli” oraz opowiadanie tytułowe. Każde z nich wykorzystuje zupełnie inny pomysł na budowanie napięcia, a jednocześnie doskonale pokazuje, jak szerokim wachlarzem środków operuje King. Raz wystarczy sugestia, innym razem rozmowa z tajemniczym nieznajomym, jeszcze kiedy indziej klaustrofobiczna przestrzeń hotelowego pokoju.
Ciekawym dodatkiem są także krótkie wstępy autora poprzedzające lub zamykające poszczególne teksty. King opowiada w nich o okolicznościach powstania opowiadań, inspiracjach i własnych doświadczeniach, dzięki czemu zbiór nabiera bardziej osobistego charakteru i pozwala zajrzeć za kulisy jego warsztatu.
Wszystko jest względne nie jest zbiorem, który zachwyca każdym opowiadaniem bez wyjątku. Jest natomiast bardzo dobrym przeglądem możliwości Stephena Kinga i przypomnieniem, że w krótszej formie również potrafi budować znakomity klimat. To książka, w której groza często ustępuje miejsca melancholii, psychologii i refleksji nad ludzką naturą. A właśnie wtedy King bywa najciekawszy.

