Najbardziej przerażające w Anarchii nie jest to, że imperium upada. Imperia upadają zawsze, nawet jeśli przez długi czas udają przed sobą wieczność. Najbardziej przerażające jest to, kto zajmuje ich miejsce. William Dalrymple opowiada historię Indii w momencie, gdy potęga Mogołów zaczyna pękać, lokalni władcy walczą o resztki wpływów, a w powstałą szczelinę wchodzi organizm chłodniejszy, bardziej bezosobowy i głodny zysku niż klasyczne państwo. Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska nie przybywa tu jako armia w imieniu króla, choć z czasem będzie zachowywać się jak władza. Zaczyna jako firma. A potem krok po kroku udowadnia, że firma, jeśli dać jej armię, przywileje, monopol, własne prawo i polityczną bezkarność, może stać się potworem skuteczniejszym niż niejeden monarcha.
Dalrymple bardzo świadomie rozbraja wygodny mit o brytyjskim podboju Indii. W jego ujęciu nie mamy do czynienia z prostą historią państwa, które rozszerza swoje granice. To opowieść mroczniejsza i bardziej niepokojąco nowoczesna. Ogromny subkontynent, pełen rywalizujących dworów, fortów, armii, skarbów, tradycji i starych ambicji, zostaje podporządkowany przez prywatną korporację odpowiadającą przed udziałowcami siedzącymi tysiące kilometrów dalej. Władza zostaje tu oderwana od odpowiedzialności, a zysk od ludzkich konsekwencji. Właśnie dlatego ta historia brzmi tak współcześnie.
Autor zaczyna od świata w stanie rozpadu. Imperium Mogołów, niegdyś bajecznie bogate i politycznie dominujące, traci spójność, a dawne centrum przestaje kontrolować peryferie. Pojawiają się Marathowie, nawabowie, Rohillowie, lokalni gracze, europejscy kupcy, francuskie interesy i brytyjskie ambicje. Anarchia nie jest więc wyłącznie książką o Kompanii Wschodnioindyjskiej, choć to ona pozostaje osią opowieści. Jest również szerokim portretem Indii w chwili, gdy stary porządek rozpada się na wiele konkurujących sił. Dalrymple pokazuje, że podbój nie był prostym marszem jednej potęgi przez bierny kraj. Był wynikiem chaosu, błędów, sojuszy, zdrad, lokalnych konfliktów, przemocy i bezwzględnego wykorzystywania okazji.
To bardzo ważne, bo dzięki temu książka nie zamienia się w moralnie łatwą przypowieść. Dalrymple nie idealizuje upadającego świata Mogołów ani nie przedstawia Indii jako niewinnej przestrzeni, na którą spadło zło z zewnątrz. Widzimy okrucieństwo miejscowych wojen, kruchość sojuszy, ambicje władców, dworskie intrygi i przemoc, która istniała jeszcze przed brytyjską dominacją. Ale jednocześnie autor pokazuje, że Kompania wniosła do tej rzeczywistości coś szczególnego: zorganizowaną, rachunkową, powtarzalną eksploatację, dla której wojna, podatki, dyplomacja i głód mogły stać się po prostu elementami bilansu. Tradycyjna przemoc bywała chaotyczna. Korporacyjna przemoc Kompanii była metodyczna. I przez to jeszcze groźniejsza.
Najmocniej działa w Anarchii właśnie ta przemiana firmy handlowej w quasi państwo. Kompania ma własną armię, forty, flotę, prawo do prowadzenia wojen, pobierania podatków, zawierania sojuszy i kształtowania polityki. Nie jest już zwykłym pośrednikiem między rynkami. Staje się suwerenem bez pełnej odpowiedzialności suwerena. To konstrukcja niemal groteskowa, a jednak historycznie realna: prywatny podmiot prowadzący politykę na skalę państwa, ale podporządkowany interesowi akcjonariuszy. Dalrymple pokazuje ją jako jeden z pierwszych wielkich przykładów świata, w którym ekonomia przejmuje narzędzia władzy i zaczyna działać ponad życiem konkretnych ludzi.
Dlatego książka niepokoi bardziej niż wiele opowieści o dawnych wojnach. Można czytać ją jako historię kolonializmu, upadku Mogołów i narodzin brytyjskich Indii, ale można też jako ostrzeżenie przed korporacją pozostawioną samej sobie. Dalrymple nie musi nachalnie aktualizować tematu, bo analogie nasuwają się same. Firma zbyt duża, by upaść. Firma zdolna szantażować lokalne władze. Firma, która przerzuca koszty własnych decyzji na społeczeństwa, z których czerpie zysk. Firma, która umie zasłaniać chciwość językiem prawa, handlu i cywilizacyjnej misji. W Anarchii przeszłość nie jest zamkniętym rozdziałem. Jest pierwszą wersją mechanizmu, który w różnych formach działa do dziś.
Dalrymple pisze z rozmachem, ale nie gubi szczegółu. Jego narracja potrafi być prawdziwie powieściowa: pełna dworskich napięć, bitew, zdrad, brawurowych karier, upadków, decyzji podejmowanych w złym momencie i postaci większych niż życie. Robert Clive, władcy mogolscy, nawabowie Bengalu, dowódcy, bankierzy, pośrednicy, dworzanie i żołnierze tworzą imponujący teatr historii. Autor ma rzadki dar prowadzenia bardzo złożonego materiału tak, by czytelnik nie stracił poczucia dramaturgii. Nawet gdy nazwisk, miejsc i frakcji jest dużo, opowieść zachowuje napięcie, bo Dalrymple rozumie, że historia polityczna jest najciekawsza wtedy, gdy widać w niej charakter, przypadek i pieniądz.
Nie oznacza to, że Anarchia jest lekturą prostą. To książka obszerna, gęsta, wymagająca skupienia i pewnej gotowości na wejście w realia, które dla wielu czytelników będą mało znane. Niektóre partie mogą przytłoczyć mnogością nazwisk, sojuszy, tytułów i konfliktów. Dalrymple nie pisze podręcznika w najłatwiejszym sensie tego słowa. Raczej buduje wielką panoramę, w której polityka, ekonomia, wojna i kultura splatają się ze sobą tak mocno, że nie da się ich wygodnie rozdzielić. Pomocne są noty biograficzne i bogate zaplecze edytorskie, ale nadal jest to lektura dla czytelnika gotowego na historyczny ciężar.
Nagrodą jest jednak poczucie obcowania z książką naprawdę odsłaniającą mechanizm dziejów. Dalrymple nie ogranicza się do brytyjskich źródeł i brytyjskiej perspektywy. Sięga po dokumenty indyjskie, mogolskie, perskie, lokalne relacje i głosy ludzi, których długo spychano na margines imperialnej narracji. Dzięki temu Anarchia nie brzmi jak kolejna opowieść zwycięzców o własnej skuteczności. Jest próbą odtworzenia świata, który został podporządkowany, ale nie był niemy. To także książka o odzyskiwaniu świadków. O tym, by historia Indii nie była wyłącznie historią pisaną językiem tych, którzy na Indiach zarobili.
Szczególnie poruszające są fragmenty pokazujące skutki ekonomicznej żarłoczności Kompanii. Podatki, wymuszanie dochodów, transfer bogactw, destabilizacja lokalnych struktur i głód nie są tu suchymi pojęciami. Dalrymple pokazuje, że decyzje podejmowane w imię zysku miały konkretne, katastrofalne skutki dla milionów ludzi. Wielki głód w Bengalu staje się jednym z najmroczniejszych punktów tej opowieści. Nie dlatego, że był jedynie klęską naturalną, lecz dlatego, że odsłaniał niewydolność i moralne bankructwo systemu nastawionego przede wszystkim na wyciskanie zasobów. W takim ujęciu kolonializm nie jest abstrakcyjnym procesem. Jest rachunkiem wystawionym ciałom.
Dużą siłą Dalrymple’a pozostaje umiejętność łączenia skali makro z portretem epoki. Widzimy globalną rywalizację brytyjsko francuską, walkę o handel, wpływy i morskie szlaki, ale także wewnętrzne napięcia indyjskich dworów, lokalne układy, ambicje poszczególnych władców i rozpad wielkich struktur politycznych. Dzięki temu Kompania nie wyrasta w próżni. Jej sukces jest wynikiem zarówno własnej bezwzględności, jak i historycznego momentu, w którym dawny porządek stał się szczególnie podatny na przejęcie.
Polskie wydanie, sądząc po opisie, dodatkowo podkreśla monumentalny charakter książki. Twarda oprawa, obszerna objętość, ilustracyjne wkładki i bogata warstwa źródłowa sprawiają, że Anarchia jest nie tylko tekstem do przeczytania, lecz także publikacją do studiowania. Przy książce tak mocno opartej na postaciach, mapach wpływów, obrazach epoki i materialnych śladach historii warstwa edytorska ma znaczenie. Pomaga utrzymać kontakt z rzeczywistością, która inaczej mogłaby pozostać zbyt odległa i abstrakcyjna.
Najciekawsze jest jednak to, że Dalrymple nie zostawia czytelnika wyłącznie z wiedzą o przeszłości. Zostawia go z niewygodnym pytaniem o teraźniejszość. Kompania Wschodnioindyjska była czymś więcej niż osobliwością historyczną. Była zapowiedzią świata, w którym prywatne interesy potrafią przerastać państwa, wpływać na prawo, kształtować politykę i traktować całe społeczeństwa jako zasób. Historia Kompanii pokazuje, że korporacyjna chciwość nie potrzebuje ideologii wielkiej misji. Wystarczy jej możliwość działania bez realnej kontroli. Resztę dopowie księga rachunkowa.
Anarchia to książka znakomita, choć niełatwa. Barwna, ale ciężka od przemocy. Erudycyjna, ale napisana z narracyjną energią. Historyczna, lecz uderzająco aktualna. Dalrymple pokazuje świat, w którym imperium Mogołów traci spójność, a Kompania Wschodnioindyjska z kupieckiego przedsięwzięcia przeobraża się w władcę ogromnego subkontynentu. Pokazuje również, że kolonializm nie zawsze przychodził pod sztandarem państwa. Czasem przychodził z pieczęcią spółki, listą akcjonariuszy i armią opłacaną z cudzych podatków.
Największa wartość tej książki polega na odczarowaniu. Dalrymple zdejmuje z historii brytyjskich Indii wygodną zasłonę administracyjnych formuł, kupieckich eufemizmów i imperialnych usprawiedliwień. Pod spodem widać mechanizm brutalny, skuteczny i przerażająco nowoczesny. To nie tylko opowieść o tym, jak korporacja połknęła imperium. To także przypomnienie, że gdy zysk staje się jedyną miarą działania, anarchia nie jest przeciwieństwem systemu. Bywa jego najczystszym produktem.

