Komiksy

RECENZJA: Bestiariusz Isy | Potwory spod miejskich dachów

Miasto w Bestiariuszu Isy wygląda trochę tak, jakby ktoś na zwykłą codzienność narzucił cienką warstwę dziwności. Niby wszystko jest znajome. Bloki, dachy, podwórka, klatki schodowe, dzieciaki wracające ze szkoły. A jednak cały czas ma się wrażenie, że za rogiem czai się coś, czego dorośli już dawno przestali zauważać. I właśnie na tym Joana Afonso buduje największą siłę swojego komiksu. Nie próbuje tworzyć wielkiego fantasy ani epickiej opowieści o ratowaniu świata. Zamiast tego bierze dziecięcą wyobraźnię, miejskie legendy i zwykłą codzienność, a potem skleja to w historię, która momentami przypomina sen pamiętany jeszcze z podstawówki.

Isa jest bohaterką bardzo łatwą do polubienia. Nie dlatego, że została napisana jako „fajna protagonistka”, ale dlatego, że zachowuje się naturalnie. Jest ciekawska, uparta, czasami trochę zagubiona, ale jednocześnie ma w sobie tę dziecięcą gotowość do uwierzenia w rzeczy, które dla większości ludzi brzmią absurdalnie. Afonso świetnie pokazuje perspektywę dziecka, które patrzy na świat zupełnie inaczej niż dorośli. Dla Isy stary dach nie jest tylko starym dachem. To potencjalna kryjówka jakiegoś stworzenia. Opuszczony zaułek nie jest zwykłym zaułkiem. To miejsce, w którym może wydarzyć się coś dziwnego. Dzięki temu komiks bardzo szybko wciąga w swój sposób patrzenia na rzeczywistość.

Najfajniejsze jest jednak to, że Bestiariusz Isy nie próbuje na siłę być „mroczny” albo „dorosły”. Bardzo dużo współczesnych komiksów o dziecięcej wyobraźni wpada dziś w pułapkę przesadnego kombinowania. Musi być trauma, wielkie metafory, ciężki klimat i koniecznie coś „niepokojącego”. Tutaj jest inaczej. Owszem, pojawia się tajemnica i momentami czuć lekki niepokój, ale całość pozostaje przede wszystkim ciepłą, pełną uroku opowieścią o odkrywaniu świata. Taką, która przypomina, że dziecięca fantazja sama w sobie potrafi być fascynująca i wcale nie trzeba jej oblepiać toną mroku.

Świetnie wypada też sam pomysł bestiariusza. Te wszystkie stworzenia ukrywające się gdzieś pomiędzy miejskimi zakamarkami mają w sobie coś bardzo swojskiego. Nie wyglądają jak potwory wyjęte z podręcznika fantasy. Bardziej przypominają dziwne istoty, które mogłyby istnieć obok nas od zawsze, tylko nauczyliśmy się ich nie dostrzegać. I właśnie dlatego ten świat działa. Nie sprawia wrażenia kompletnego odlotu oderwanego od rzeczywistości. Wręcz przeciwnie. Momentami człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem jako dzieciak sam nie próbował dopowiadać sobie podobnych historii podczas powrotów do domu.

Ogromną robotę robią oczywiście rysunki Joany Afonso. Jej kreska jest miękka, bardzo żywa i pełna emocji. Kadry mają w sobie lekkość, ale jednocześnie nie brakuje im szczegółów. Najbardziej podobało mi się to, jak autorka rysuje ruch i mimikę bohaterów. Postaci naprawdę żyją na tych planszach. Widać emocje, energię, dziecięcą impulsywność. Do tego dochodzi świetna kolorystyka, która bardzo często buduje nastrój bardziej niż same dialogi. Raz miasto wydaje się przytulne i ciepłe, a chwilę później potrafi zrobić się dziwnie ciche i tajemnicze.

Pod warstwą przygodowej historii kryje się też całkiem sporo refleksji o samotności, dorastaniu i potrzebie tworzenia własnych światów. Bestiariusz Isy dobrze pokazuje ten moment, kiedy dziecięca wyobraźnia zaczyna ścierać się z bardziej „dorosłym” spojrzeniem na rzeczywistość. I chyba właśnie dlatego ten komiks działa równie dobrze na starszego czytelnika. To nie jest wyłącznie historia dla dzieci. Raczej przypomnienie czegoś, co wielu ludzi gdzieś po drodze zgubiło.

Największą zaletą Bestiariusza Isy pozostaje jednak jego szczerość. Nie czuć tutaj kalkulacji ani próby stworzenia „ważnego komiksu”. To po prostu bardzo dobrze opowiedziana historia, która ma serce, wyobraźnię i świetny klimat. Taki album, który czyta się z uśmiechem i lekką nostalgią, przypominając sobie czasy, kiedy zwykłe podwórko mogło wydawać się centrum wielkiej przygody.

Aiden z Tego Świata

Uwielbiam podróże. Z książką, z komiksem, z mangą.
Na łonie natury najlepiej się odbiera. Dodam, że filmem i grą też nie gardzę.
I też da się je użytkować w dziczy!