Komiksy

RECENZJA: Medziugorie | Pielgrzymka przez rodzinne pęknięcia

Medziugorie bardzo szybko pokazuje, że nie będzie komiksem o samych objawieniach ani religijnym doświadczeniu w klasycznym rozumieniu. Marcin Bałczewski wykorzystuje słynną bośniacką miejscowość przede wszystkim jako tło dla znacznie bardziej intymnej historii o rodzinnych napięciach, niewypowiedzianych pretensjach i próbie przepracowania relacji, które od dawna funkcjonują bardziej siłą przyzwyczajenia niż faktycznej bliskości.

Punktem wyjścia jest autobusowa pielgrzymka do Medziugorie, w której bierze udział Aneta wraz z ojcem i jego nową partnerką. Już sam ten układ buduje odpowiednie napięcie. To podróż ludzi, którzy teoretycznie są sobie bliscy, ale emocjonalnie pozostają od siebie bardzo daleko. I właśnie ten aspekt wypada w komiksie najlepiej. Bałczewski bardzo trafnie pokazuje mechanizmy rodzinnej hipokryzji, przemilczeń oraz budowania pozorów normalności na użytek innych ludzi.

Najciekawsze w Medziugorie jest to, że autor nie próbuje nikogo jednoznacznie wybielać ani demonizować. Relacja Anety z ojcem jest toksyczna, pełna dawnych urazów i wzajemnych pretensji, ale jednocześnie bardzo ludzka. To nie jest opowieść o wielkim pojednaniu czy prostym katharsis. Raczej o powolnym uświadamianiu sobie, że pewnych ran nie da się całkowicie zagoić, ale można nauczyć się z nimi funkcjonować.

Bardzo dobrze działa także sam motyw pielgrzymki. Medziugorie staje się tutaj miejscem konfrontacji nie tyle z wiarą, co z własnym życiem. Autor ciekawie pokazuje zderzenie duchowej fasady z tym, co bohaterowie naprawdę noszą w sobie. Ludzie modlą się, szukają znaków i przeżyć religijnych, a jednocześnie często nie potrafią uczciwie spojrzeć na własne relacje czy emocje. Ten kontrast wypada naprawdę przekonująco i momentami jest najmocniejszym elementem całego komiksu.

Największą siłą albumu okazuje się jednak warstwa wizualna Oktawii Ogniew. To właśnie obraz często niesie tutaj najwięcej emocji. Kadry potrafią być bardzo oszczędne, momentami wręcz wyciszone, ale świetnie oddają atmosferę zmęczenia, emocjonalnego dystansu i wewnętrznego zagubienia bohaterów. Szczególnie dobrze wypadają sceny, w których autorzy pozwalają historii po prostu wybrzmieć obrazem, bez nadmiaru dialogów czy tłumaczenia wszystkiego wprost.

I właśnie wtedy Medziugorie działa najmocniej. Problem pojawia się natomiast tam, gdzie scenariusz zaczyna zbyt dosłownie dopowiadać emocje albo prowadzić bohaterów przez bardziej klasyczne dialogowe rozwiązania. Chwilami brakuje subtelniejszego budowania napięć i emocjonalnego zaplecza dla niektórych scen. Nie chodzi nawet o powierzchowność samych tematów, bo te są naprawdę interesujące, ale raczej o to, że pewne konflikty czy reakcje wydają się momentami zbyt szybko podane czytelnikowi bez odpowiednio wybrzmiewającej podbudowy.

Da się też odczuć, że komiks momentami bardzo świadomie unika mocniejszego wejścia w bardziej niewygodne emocje. Jakby autorzy czasami zatrzymywali się tuż przed pełnym rozebraniem swoich bohaterów psychicznie na części pierwsze. Z jednej strony pasuje to do wycofanego tonu całej historii, z drugiej pozostawia pewien niedosyt.

Mimo tego Medziugorie pozostaje bardzo ciekawym i dojrzałym komiksem obyczajowym. To historia bardziej o emocjonalnym ciężarze relacji rodzinnych niż o religii samej w sobie. Medziugorie jest tutaj raczej symboliczną przestrzenią konfrontacji z własnym życiem niż opowieścią o cudach czy wierze.

Najbardziej wybrzmiewa jednak temat fasady. Tego, jak łatwo budujemy wizerunek dobrych, poukładanych ludzi wobec obcych, jednocześnie kompletnie nie radząc sobie z tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Bałczewski bardzo trafnie pokazuje, że rodzinne relacje często opierają się bardziej na przemilczeniach i wyuczonych rolach niż prawdziwej szczerości.

Medziugorie nie jest komiksem idealnym, ale zdecydowanie jest komiksem szczerym. I właśnie ta emocjonalna autentyczność sprawia, że mimo scenariuszowych nierówności całość zostaje w głowie na dłużej. Najlepiej działa tam, gdzie milczy i pozwala obrazowi opowiadać rzeczy, których bohaterowie nie potrafią powiedzieć sami.

Marek Tokarz

79. Data ważności sugeruje dalszą przydatność dla społeczeństwa i kultury.
Wielu to zakwestionuje.
Bielawa.