Agata Suchocka po raz kolejny sięga po słowiańskie motywy, ale tym razem robi to w wyjątkowo nietypowy sposób. Znamię wodnika nie jest klasycznym fantasy osadzonym w dawnych czasach ani kolejną historią o demonach ukrywających się gdzieś na obrzeżach świata. Tutaj słowiańskie istoty trafiają prosto do polityki, ministerstw i walki o władzę. I trzeba przyznać, że pomysł na wodnika jako wiceministra klimatu brzmi na tyle absurdalnie, że aż trudno mu się oprzeć.
Głównym bohaterem powieści jest Zygmunt Wodziański, świeżo zaprzysiężony wiceminister klimatu, który chce poprowadzić Polskę ku ekologicznej przyszłości. Problem polega na tym, że Zygmunt nie jest zwykłym człowiekiem, lecz wodnikiem, a jego najbliższy polityczny sojusznik okazuje się Leszym. Razem próbują przeforsować własną wizję świata i coraz mocniej ingerują w polityczne mechanizmy państwa. Jednocześnie Zygmunt wraca wspomnieniami do swojej młodości spędzonej w klasztorze nad jeziorem Wigry, gdzie dawne wierzenia nadal były żywe, a granica między człowiekiem a mitem właściwie nie istniała.
Największą siłą tej książki jest właśnie połączenie współczesnej polityki z mitologią słowiańską. Suchocka bardzo sprawnie miesza świat ministerialnych gabinetów, medialnych rozgrywek i ekologicznych debat z demonologią, pradawnymi wierzeniami i brutalnością natury. Dzięki temu powstaje historia, która momentami wydaje się wręcz dziwnie prawdopodobna. Bo choć sam koncept brzmi fantastycznie, to wiele poruszanych tematów pozostaje bardzo aktualnych.
Autorka wyraźnie bawi się polityczną satyrą, ale jednocześnie nie sprowadza wszystkiego do żartu. Pod warstwą humoru i ironii kryje się całkiem poważna opowieść o eksploatacji środowiska, ludzkiej chciwości i gniewie natury. Zygmunt nie jest jednoznacznym bohaterem. Z jednej strony naprawdę chce chronić przyrodę i doprowadzić do zmian, z drugiej coraz mocniej widać, że jego działania zaczynają przekraczać granice moralności. I właśnie ten niepokojący balans wypada w książce bardzo dobrze.
Bardzo ciekawie przedstawiono również retrospekcje związane z młodością Zygmunta. Fragmenty osadzone nad jeziorami Wigier mają zupełnie inny klimat niż współczesna polityczna część historii. Są mroczniejsze, bardziej duszne i mocniej zanurzone w słowiańskim folklorze. To właśnie tam najlepiej czuć atmosferę dawnych wierzeń i obecność czegoś starego, dzikiego i niebezpiecznego.
Suchocka dobrze radzi sobie także z budowaniem świata przedstawionego. Słowiańskie istoty nie są tutaj jedynie ozdobnikiem czy folklorystycznym dodatkiem. Autorka traktuje je jak realną siłę wpływającą na współczesność. Podobało mi się również to, że pojawiają się nawiązania do innych książek autorki i postaci znanych z wcześniejszych historii. Dzięki temu jej uniwersum wydaje się coraz bardziej spójne i rozbudowane.
Styl powieści jest lekki i bardzo przystępny. Książkę czyta się szybko, bo Suchocka sprawnie przeplata polityczne intrygi z elementami fantasy i humorem. Nie brakuje też bardziej emocjonalnych momentów czy scen budujących napięcie. Całość momentami przypomina mroczne urban fantasy, a chwilami polityczną groteskę z nutą słowiańskiego horroru.
Jeśli miałbym wskazać słabszy element, to miejscami czuć, że niektóre wątki mogłyby zostać mocniej rozwinięte. Szczególnie polityczna część historii aż prosi się czasem o większą głębię i bardziej rozbudowane konsekwencje działań bohaterów. Nie zmienia to jednak faktu, że sam pomysł jest bardzo świeży i wyróżnia się na tle wielu innych polskich fantasy.
Znamię wodnika to książka oryginalna, momentami niepokojąca i naprawdę pomysłowa. Agata Suchocka pokazuje, że słowiańskie fantasy wcale nie musi ograniczać się do lasów, chat i dawnych czasów. Tutaj pradawne moce trafiają do świata polityki, a natura zaczyna upominać się o swoje prawa w wyjątkowo brutalny sposób. I właśnie dlatego ta historia zostaje w głowie na długo po zakończeniu lektury.

