Straszny Film 6 to taki film, który niby od początku każe się nastawić na luz, głupotę i bezczelne puszczanie oka do widza, ale im dłużej trwa, tym bardziej zaczyna się rozchodzić w rękach. I to nie w ten fajny sposób, tylko raczej tak, że człowiek ma wrażenie, że ktoś bardzo chciał zrobić głośny powrót, tylko nie do końca złapał, co w tej serii naprawdę działało. Są momenty, w których da się poczuć ten stary klimat totalnej swobody, ale obok nich leży sporo scen, które wyglądają jak wrzucone tylko po to, żeby film był „na czasie”, a nie dlatego, że faktycznie coś wnoszą.
Największy problem mam z tym, że część gagów opartych na różnych popkulturowych fenomenach jest tu po prostu przeszczepiona nieumiejętnie. Widać, że twórcy bardzo chcieli oprzeć humor na tym, co akurat siedzi w głowach ludzi, co krąży po internecie albo co przewija się w wielkich filmowych markach, ale efektem są często takie skoki w bok na siłę. To nie są żarty, które naturalnie wynikają z sytuacji. To są raczej dopisane wtręty, które mają zaskoczyć samym odniesieniem, a potem już nic za tym nie idzie. Człowiek rozpoznaje, o co chodzi, czasem nawet kiwa głową, ale zaraz potem zostaje tylko takie „no i co z tego?”.
I właśnie przez to film ma nierówny rytm. Kiedy jedzie po prostych schematach horrorów i po znanych kliszach gatunku, wtedy jeszcze jako tako łapie oddech. Wtedy czuć, że to jest nadal ta stara zabawa w rozbijanie powagi i robienie zamieszania z rzeczy, które same w sobie są już trochę śmieszne. Ale kiedy zaczyna się podpierać konkretnymi trendami, modami i popkulturowymi hasełkami, robi się dużo słabiej. Nagle zamiast żartu dostajemy aluzję, zamiast aluzji dostajemy półżart, a zamiast śmiechu zostaje uczucie, że ktoś trochę za bardzo liczył na to, że samo rozpoznanie odniesienia wystarczy.

Szkoda, bo ta seria zawsze miała potencjał do bycia po prostu bezczelną i trafną jednocześnie. Nie musiała robić z siebie żadnej wielkiej intelektualnej maszyny. Wystarczyło, że była szybka, złośliwa i umiała wyciągnąć z absurdów kina trochę naprawdę celnego śmiechu. Tutaj to się zdarza, ale za rzadko. Czasem człowiek poczuje, że film naprawdę wie, z czego kpi i dlaczego to jest zabawne. A zaraz potem wpada scena, która wygląda jak dokładka zrobiona w pośpiechu, bo ktoś uznał, że bez jeszcze jednego odniesienia do aktualnego fenomenu film nie będzie wystarczająco „żywy”.
I to jest chyba najbardziej męczące w całym odbiorze. Ten film nie jest totalnie beznadziejny, bo ma w sobie parę lepszych momentów, parę celniejszych min, parę scen, gdzie absurd jeszcze działa. Ale razem składa się to na coś, co bardziej się szarpie, niż naprawdę płynie. Zamiast poczucia lekkiej, głupiej frajdy dostajemy ciągłe wrażenie, że twórcy próbują nadążyć za własnym pomysłem. A kiedy komedia zaczyna wyglądać, jakby sama nie była pewna, czy chce być bardziej parodią, komentarzem, czy zbiorem internetowych mrugnięć, to trudno się w tym naprawdę rozgościć.
Najbardziej brakuje tu chyba prostoty. Tego, żeby film po prostu zaufał swojemu głupiemu humorowi, bez ciągłego wciskania kolejnych odniesień tylko dlatego, że coś kiedyś było modne albo głośne. Bo jeśli żart nie ma własnej siły, to samo machanie znajomym tytułem czy obrazkiem nie załatwia sprawy. I tutaj to naprawdę czuć. Wiele scen sprawia wrażenie, jakby były napisane pod reakcję „o, znam to”, ale już nie pod reakcję „to jest naprawdę dobre”.
Ostatecznie zostaje obraz filmu, który chciał być zadziorny, aktualny i bardzo rozrywkowy, ale często wpada w pułapkę własnej nachalności. Gdy trafia, potrafi przypomnieć, za co ludzie lubili ten rodzaj humoru. Gdy nie trafia, brzmi jak seria skoków w bok, które bardziej rozpraszają niż bawią. I przez to cały seans zostawia bardziej mieszane wrażenie niż czystą frajdę. To nie jest katastrofa, ale też zdecydowanie nie jest ten powrót, po którym człowiek wychodzi z sali z poczuciem, że dostał coś naprawdę świeżego. Raczej z myślą, że pomysł był niezły, tylko wykonanie zbyt często się potykało.
Można obejrzeć, parę razy się zaśmiać, ale całość za bardzo chce być sprytna, a za rzadko po prostu jest śmieszna.



