Rosji nie da się zrozumieć, jeśli traktuje się jej wojny wyłącznie jako epizody zapisane w podręcznikach historii. U Marka Galeottiego wojna nie jest dodatkiem do dziejów państwa, lecz jednym z głównych narzędzi jego formowania. To przez nią powstają granice, mity, lęki, instytucje i odruchy polityczne. Skazani na wojnę nie jest więc kolejną prostą kroniką konfliktów od średniowiecznej Rusi po czasy Putina. To próba odpowiedzi na znacznie trudniejsze pytanie: dlaczego rosyjska państwowość tak często odnajdywała własną logikę właśnie w przemocy, ekspansji i poczuciu oblężenia.
Galeotti zaczyna tam, gdzie trzeba, czyli bardzo daleko od współczesnych nagłówków. Kto chciałby zrozumieć obecną Rosję wyłącznie przez pryzmat Putina, propagandy Kremla i wojny w Ukrainie, zobaczyłby jedynie ostatni rozdział znacznie dłuższej opowieści. Autor cofa się do początków Rusi, do świata księstw, najazdów, rywalizacji dynastycznych i przestrzeni pozbawionej bezpiecznych granic. Jego najważniejsza teza brzmi przekonująco: Rosja przez wieki kształtowała się jako państwo, które najpierw bało się otoczenia, a potem nauczyło się ten lęk zamieniać w ekspansję.
To nie jest jednak książka usprawiedliwiająca rosyjski imperializm. Galeotti ostrożnie oddziela zrozumienie mechanizmu od jego moralnej obrony. Pokazuje, że geografia, sąsiedzi, najazdy i brak naturalnych barier miały ogromne znaczenie dla politycznej wyobraźni Moskwy, ale nie oznacza to, że każde późniejsze działanie Kremla było nieuniknione. Przeciwnie, autor pozwala zobaczyć, jak historyczne doświadczenia zostały z czasem przekształcone w wygodny język władzy. Poczucie zagrożenia może być faktem historycznym, ale może też stać się narzędziem politycznym. W Rosji bardzo często było jednym i drugim.
Największą zaletą Skazanych na wojnę jest klarowność. Galeotti obejmuje ogromny obszar dziejów, od narodzin Rusi, przez wzrost znaczenia Moskwy, czasy Iwana Groźnego, wielką smutę, reformy Piotra Wielkiego, imperialną ekspansję Katarzyny, wojny napoleońskie, Krym, rewolucję, Związek Radziecki, wielką wojnę ojczyźnianą, zimną wojnę i współczesną agresję na Ukrainę. Materiał mógłby łatwo zamienić się w męczący katalog bitew i dat. Autor wybiera jednak inną drogę. Interesują go procesy, konsekwencje i sposób, w jaki wojna kształtowała rosyjską mentalność państwową.
Dzięki temu książkę czyta się znacznie lepiej, niż mogłaby sugerować jej tematyka. Galeotti pisze zwięźle, dynamicznie i bardzo komunikatywnie. Nie zarzuca czytelnika nadmiarem szczegółów, choć nie popada w banalne uproszczenia. Potrafi wybrać wydarzenia znaczące, a potem pokazać, dlaczego właśnie one były ważne dla długiego trwania rosyjskiej polityki. Widać tu doświadczenie autora, który zna zarówno historię Rosji, jak i jej współczesne mechanizmy bezpieczeństwa, propagandy oraz władzy. To synteza pisana przez kogoś, kto rozumie, że przeszłość nie jest muzeum, lecz magazynem pojęć, z którego politycy wyciągają to, co akurat jest im potrzebne.
Bardzo mocno wybrzmiewa w książce motyw państwa ustawionego w trybie ciągłej gotowości. Rosja, najpierw jako Moskwa, potem imperium, później Związek Radziecki i wreszcie Federacja Rosyjska, często przedstawiała siebie jako twierdzę otoczoną wrogami. Taka wizja świata uzasadniała centralizację władzy, podporządkowanie społeczeństwa, przemoc wobec prowincji, militaryzację wyobraźni i nieufność wobec sąsiadów. Galeotti pokazuje, jak wojna zewnętrzna i lęk przed buntem wewnętrznym wzajemnie się wzmacniały. Państwo domagało się ofiar, podatków, rekrutów i posłuszeństwa, ponieważ zawsze gdzieś na horyzoncie miał czaić się wróg.
To jedna z najmocniejszych obserwacji autora. Wojna w rosyjskim doświadczeniu nie tylko budowała granice. Budowała również model relacji między władzą a społeczeństwem. Poddani mieli znosić ciężar imperium, bo imperium przedstawiano jako jedyną ochronę przed chaosem. Reformy często służyły armii. Modernizacja miała wzmacniać państwo, nie jednostkę. Nawet zwycięstwa niosły w sobie paradoks, bo cementowały przekonanie, że przemoc i mobilizacja są skuteczną drogą przetrwania. Rosja raz po raz wygrywała wojny kosztem własnego społeczeństwa, a potem traktowała ten koszt jako dowód historycznej wielkości.
Galeotti dobrze pokazuje również znaczenie pamięci historycznej. Wielka smuta, wypędzenie Polaków z Kremla, wojna z Napoleonem, wielka wojna ojczyźniana, zwycięstwo nad III Rzeszą, wszystko to funkcjonuje w Rosji nie tylko jako przeszłość, ale jako polityczny zasób. Putin i jego otoczenie chętnie sięgają po dawne symbole, bo pozwalają im opowiadać współczesne konflikty językiem obrony ojczyzny, dziejowego przeznaczenia i walki z odwiecznym zagrożeniem. Nie ma tu niewinnej pamięci. Jest pamięć używana, przetwarzana i dyscyplinująca.
Z polskiej perspektywy można miejscami odczuć niedosyt. Galeotti pisze przede wszystkim dla czytelnika zachodniego i patrzy na Rosję szerokim planem. Wątki, które dla nas są centralne, bywają u niego elementami większej układanki. Powstania, rozbiory, rywalizacja z Rzecząpospolitą, polskie doświadczenie rosyjskiego imperializmu nie zawsze dostają tyle miejsca, ile chciałby polski odbiorca. Trudno jednak uznać to za poważną wadę, bo autor nie pisze historii relacji polsko rosyjskich. Jego celem jest zrozumienie rosyjskiego modelu państwowości, a nie szczegółowe odtworzenie wszystkich skutków, jakie ten model przyniósł sąsiadom.
Najcenniejsze jest to, że książka nie daje łatwej odpowiedzi na pytanie, czy Rosja jest „skazana” na wojnę. Tytuł brzmi mocno, ale Galeotti jest bardziej subtelny niż hasło na okładce. Nie twierdzi, że rosyjski los został raz na zawsze zapisany przez geografię, Mongołów, Iwana Groźnego albo Piotra Wielkiego. Pokazuje raczej, że przez stulecia władcy Rosji wybierali podobne rozwiązania, ponieważ historia, przestrzeń i struktura państwa podsuwały im sprawdzone wzorce. To nie determinizm, lecz ciężar nawyku. A nawyki imperiów bywają trwalsze niż deklaracje ich przywódców.
Współczesna część książki siłą rzeczy rezonuje najmocniej. Agresja na Ukrainę nie pojawia się tu jako odosobnione szaleństwo jednego człowieka, choć rola Putina pozostaje ogromna. Galeotti umieszcza ją w dłuższej tradycji rosyjskiej polityki: lęku przed utratą wpływów, przekonania o prawie do kontrolowania sąsiednich terytoriów, obsesji buforów, nieufności wobec Zachodu i gotowości do przedstawiania agresji jako obrony. To perspektywa nieprzyjemna, ale potrzebna. Pozwala zobaczyć, że propaganda Kremla działa skutecznie właśnie dlatego, że odwołuje się do starych opowieści, a nie wymyśla wszystkiego od zera.
Nie jest to książka wolna od uogólnień. Przy tak szerokim zamyśle inaczej być nie mogło. Ponad tysiąc lat historii zamknięte w jednym tomie wymaga skrótów, selekcji i mocnych tez. Czasem chciałoby się więcej niuansów, zwłaszcza przy przejściach między epokami albo przy społecznym doświadczeniu wojny. Mimo to Galeotti zachowuje zdrową równowagę. Nie próbuje napisać wszystkiego. Pisze to, co potrzebne, by uchwycić ciągłość pewnych mechanizmów.
Jego Rosja nie jest krajem wiecznie takim samym, ale krajem, który zaskakująco często powraca do tych samych odruchów. Centralizacja. Podejrzliwość. Kult zwycięstwa. Strach przed rozpadem. Ekspansja jako zabezpieczenie. Przekonanie, że słabość zaprasza do ataku. Gotowość do poświęcania obywateli w imię państwa. W tej książce wojna nie jest wyjątkiem od rosyjskiej normy politycznej. Jest jednym ze sposobów, w jaki ta norma była wielokrotnie odnawiana.
Skazani na wojnę to bardzo udana synteza dla czytelników, którzy chcą lepiej zrozumieć Rosję bez wchodzenia od razu w wielotomowe opracowania. Książka jest przystępna, ale nie płytka. Aktualna, ale osadzona w długim trwaniu. Napisana z energią, ale bez publicystycznego krzyku. Galeotti nie zwalnia Rosji z odpowiedzialności, lecz pokazuje, dlaczego jej elity tak często myślały o świecie przez pryzmat siły, zagrożenia i terytorialnej kontroli.
Najmocniejsza myśl zostaje z czytelnikiem po zamknięciu książki: historia nie musi być wyrokiem, ale może stać się wygodnym usprawiedliwieniem. Rosja nie jest biologicznie zaprogramowana do wojny. Była jednak przez wieki uczona, rządzona i opowiadana tak, jakby wojna była jej naturalnym językiem. Galeotti pokazuje, że prawdziwe pytanie nie brzmi, czy Rosja zawsze była skazana na wojnę. Brzmi raczej, czy potrafi kiedyś przestać traktować pokój jak chwilę między jedną mobilizacją a następną.

