Robert E. Howard przez większość czytelników kojarzony jest z jednym wielkim mieczem, jeszcze większym barbarzyńcą i światem, w którym problemy rozwiązuje się przy pomocy stali. Conan skutecznie przykrył wiele innych obszarów jego twórczości, dlatego Dławiący horror jest przypomnieniem, że autor z Teksasu równie dobrze czuł się tam, gdzie zamiast wojowników pojawiają się przeklęte ruiny, dawne kulty, rodzinne tajemnice i rzeczy, których człowiek nie powinien oglądać po zmroku. To nie jest ciekawostka dla kolekcjonerów. To bardzo konkretna porcja klasycznej grozy pokazująca, jak wszechstronnym pisarzem był Howard.
Już po kilku opowiadaniach widać wyraźnie, że autor i Lovecraft nie tylko publikowali obok siebie w Weird Tales, ale również prowadzili twórczy dialog. W wielu tekstach pojawiają się pradawne cywilizacje, zapomniane bóstwa, siły starsze od ludzkości i bohaterowie, którzy zbyt późno orientują się, że otworzyli drzwi prowadzące w bardzo złą stronę. Różnica polega na tym, że Howard jest znacznie bardziej bezpośredni. Tam, gdzie Lovecraft często budował grozę poprzez sugestię i intelektualny lęk przed nieznanym, Howard chętniej wrzuca bohatera prosto w paszczę koszmaru. Akcja jest szybsza, napięcie bardziej namacalne, a niebezpieczeństwo zazwyczaj znajduje się na wyciągnięcie ręki.
Największą zaletą tego tomu jest jego różnorodność. Jednego dnia trafiamy do nawiedzonego domu na amerykańskim Południu, chwilę później przemierzamy egzotyczne dżungle, odkrywamy ślady zapomnianych ras albo obserwujemy konsekwencje zabawy siłami, których nikt nie rozumie. Howard nie zamyka się w jednej formule. W jego horrorach jest miejsce zarówno dla gotyckiej atmosfery, jak i dla pulpowej przygody, elementów fantasy czy historii ocierających się o weird fiction. Dzięki temu nawet przy kilkunastu tekstach trudno mówić o znużeniu.
Nie wszystkie opowiadania działają jednak równie mocno. To przypadłość niemal każdego zbioru. Są teksty znakomite, są też takie, które bardziej przypominają literackie szkice albo pomysły rozwinięte tylko częściowo. Momentami widać również wiek tych historii. Howard pisał w latach trzydziestych XX wieku i pewne sposoby przedstawiania świata, egzotycznych kultur czy relacji społecznych bywają dziś zwyczajnie archaiczne. Nie odbiera to wartości literackiej samym utworom, ale warto pamiętać o historycznym kontekście ich powstania.
Prawdziwymi gwiazdami tomu pozostają jednak Glizdy Ziemi oraz Gołębie z piekła rodem. Pierwsze opowiadanie pokazuje Howarda w jego najbardziej brutalnym i bezkompromisowym wydaniu. To historia zemsty, która coraz głębiej schodzi w mrok i prowadzi do miejsc, gdzie człowieczeństwo przestaje mieć znaczenie. Drugie działa zupełnie inaczej. Nie potrzebuje wielkich potworów ani końca świata. Wystarczą rodzinne sekrety, poczucie osaczenia i atmosfera narastającego obłędu. Łatwo zrozumieć, dlaczego właśnie ten tekst Stephen King uznał za jedno z najwybitniejszych opowiadań grozy XX wieku.
Najbardziej podoba mi się jednak to, że Howard nie próbuje szokować za wszelką cenę. Dzisiejszy horror często stawia na brutalność, obrzydliwość albo kolejne efektowne zwroty akcji. Dławiący horror przypomina, że groza może działać inaczej. Wystarczy odpowiednio zbudowana atmosfera, poczucie obcowania z czymś starszym od człowieka i świadomość, że bohater właśnie przekroczył granicę, zza której nie ma już odwrotu. W wielu miejscach ten niepokój działa lepiej niż niejeden współczesny bestseller.
To oczywiście nie jest książka dla każdego. Jeśli ktoś oczekuje horroru, który autentycznie przestraszy go podczas nocnej lektury, może poczuć się rozczarowany. Groza Howarda należy do innej epoki. Jej siłą nie jest strach, lecz klimat. To literatura, która bardziej fascynuje niż przeraża, bardziej wciąga w świat tajemnic niż próbuje wywołać przyspieszone bicie serca.
Dławiący horror pokazuje autora Conana z mniej znanej, ale równie interesującej strony. Nie wszystkie teksty są tu wybitne, nie każdy pomysł przetrwał próbę czasu, ale jako całość jest to bardzo wartościowa antologia. Dla fanów klasycznej grozy, pulpowej fantastyki i dawnych odmian weird fiction będzie to prawdopodobnie jedna z ciekawszych premier tego roku. A dla tych, którzy znają Howarda wyłącznie z Hyborii, doskonały dowód na to, że potrafił straszyć niemal równie skutecznie, jak opowiadać o barbarzyńcach.

