Dzisiejszy horror przyzwyczaił nas do brutalności. Potworów pokazanych w pełnym świetle, krwi rozlewającej się po ścianach i zła, które nie pozostawia miejsca na domysły. Tymczasem przez większą część historii literatury strach działał zupełnie inaczej. Nie wyskakiwał zza rogu. Nie epatował makabrą. Raczej siadał obok czytelnika przy kominku i zaczynał opowiadać historię, która z każdą kolejną stroną budziła coraz większy niepokój. Właśnie do takiej tradycji odwołuje się antologia Ugoszczone duchy.
Zbiór przygotowany przez wydawnictwo Zysk i S-ka gromadzi dwadzieścia trzy opowiadania autorów anglosaskich z przełomu XIX i XX wieku. Znajdziemy tu nazwiska dobrze znane miłośnikom klasyki, jak G.K. Chesterton czy D.H. Lawrence, ale także twórców, którzy dziś pozostają nieco zapomniani. Łączy ich fascynacja tym, co niewidzialne. Duchami, nawiedzeniami, klątwami, tajemnicami przeszłości i siłami, których nie sposób wyjaśnić rozumem.
Najciekawsze jest jednak to, że tytułowe duchy wcale nie dominują tej antologii. Owszem, pojawiają się zjawy i widma, lecz znacznie częściej groza przybiera postać niewidzialnej obecności, dziwnego przeczucia czy niewytłumaczalnego wydarzenia. W wielu tekstach najważniejsze okazuje się nie samo spotkanie z nadprzyrodzonym, ale reakcja człowieka na coś, czego nie potrafi zrozumieć.
To literatura zakorzeniona w swoich czasach. Wiktoriańskie domostwa, prowincjonalne parafie, szacowne rezydencje i mieszkańcy klas średnich tworzą charakterystyczne tło niemal wszystkich opowiadań. Dla współczesnego czytelnika może to być równie interesujące jak same elementy grozy. Autorzy nieświadomie stworzyli bowiem literacką kapsułę czasu, pozwalającą zajrzeć do świata, w którym wiara, przesądy i rozwijająca się nowoczesność nieustannie ścierały się ze sobą.
Największą siłą antologii pozostaje różnorodność. Roger Pater proponuje historie przesycone chrześcijańskim mistycyzmem i refleksją religijną. Chesterton, jak zwykle, potrafi połączyć metafizykę z filozoficzną zadumą i subtelnym humorem. Rosa Mulholland kieruje opowieści w stronę romantycznych dramatów, podczas gdy Richard Marsh chętniej sięga po klasyczne motywy nawiedzeń i tajemniczych artefaktów. Dzięki temu nawet po kilkunastu tekstach trudno mówić o zmęczeniu materiału.
Nie wszystkie opowiadania są równie mocne. To naturalna cecha każdej antologii. Niektóre historie zaskakują pomysłowością i atmosferą, inne pozostają raczej ciekawostką literacką. Nawet słabsze teksty mają jednak wartość jako świadectwo epoki oraz przykład tego, jak wyglądała groza, zanim horror przybrał współczesną formę.
Warto też pamiętać, że nie jest to zbiór dla osób oczekujących dynamicznej akcji. Autorzy budują napięcie powoli, często poświęcając więcej uwagi atmosferze niż samemu wydarzeniu nadprzyrodzonemu. W wielu przypadkach najważniejsze okazuje się niedopowiedzenie. Czy bohater rzeczywiście zobaczył ducha? Czy może padł ofiarą własnych lęków? Odpowiedzi nie zawsze są jednoznaczne.
Szczególnie dobrze wypadają teksty Sabine’a Baringa-Goulda, którego wyobraźnia i umiejętność kreowania niepokoju nawet dziś robią ogromne wrażenie. Niektóre z jego opowiadań mogłyby bez większych problemów funkcjonować obok współczesnych historii weird fiction. To właśnie w takich momentach najłatwiej dostrzec, jak wiele współczesna groza zawdzięcza swoim literackim przodkom.
Na pochwałę zasługuje również samo wydanie. Twarda oprawa, klimatyczna okładka i staranna redakcja sprawiają, że książka doskonale wpisuje się w kolekcjonerski charakter całej serii antologii grozy wydawanej przez Zysk i S-kę. To jeden z tych tomów, które równie dobrze prezentują się na półce, jak sprawdzają podczas wieczornej lektury.
Ugoszczone duchy nie próbują straszyć w nowoczesny sposób. Nie znajdziemy tutaj seryjnych morderców, brutalnych scen ani szokowania za wszelką cenę. To groza bardziej elegancka, oparta na atmosferze, tajemnicy i poczuciu, że świat skrywa rzeczy, których człowiek nigdy do końca nie zrozumie. I właśnie dlatego, mimo upływu ponad stu lat, wiele z tych opowiadań nadal potrafi wywołać przyjemny dreszcz niepokoju.
To doskonała propozycja dla miłośników klasycznej literatury grozy, osób zainteresowanych historią gatunku oraz wszystkich czytelników, którzy wolą skrzypienie schodów w pustym domu od kolejnej eksplozji krwi na ekranie. Klasyka może już nie przeraża tak jak dawniej, ale wciąż potrafi fascynować.

