Spider-Man przez dekady walczył z kosmitami, symbiontami, szalonymi naukowcami i przeciwnikami zdolnymi zagrozić całemu światu. Najlepsze historie o Peterze Parkerze rzadko jednak opowiadają o końcu świata. Najczęściej są to opowieści o ludziach. O błędach popełnionych lata wcześniej, o sekretach, które wracają po latach, i o konsekwencjach, przed którymi nie da się uciec. Tombstone! należy właśnie do tej kategorii. To komiks, w którym najgroźniejszym przeciwnikiem nie jest superłotr, lecz przeszłość.
Gerry Conway doskonale rozumiał, że siła Spider-Mana nigdy nie wynikała wyłącznie z widowiskowych walk. Dlatego centralną postacią tomu nie jest nawet sam Peter Parker, ale Joe „Robbie” Robertson. Szanowany redaktor „Daily Bugle” od lat pełnił rolę moralnego kompasu w otoczeniu Pająka. Conway postanawia jednak zajrzeć za tę fasadę i pokazać człowieka skrywającego mroczny sekret.
Tombstone okazuje się znacznie ciekawszym przeciwnikiem, niż mogłaby sugerować jego aparycja. Nie jest kolejnym gangsterem z nadludzką siłą ani typowym zbirkiem do okładania przez superbohatera. To postać zbudowana wokół relacji z Robertsonem, a ich wspólna historia nadaje całej opowieści ciężaru, którego często brakuje bardziej widowiskowym historiom Marvela.
Największą zaletą tomu jest właśnie to przesunięcie akcentów. Spider-Man pozostaje ważny, ale tym razem znajduje się bliżej roli obserwatora i uczestnika większego dramatu niż jego głównego sprawcy. Dzięki temu historia zyskuje bardziej osobisty i dojrzały charakter.
Conway bardzo sprawnie wykorzystuje również klasyczny model narracji charakterystyczny dla komiksów Marvela końca lat osiemdziesiątych. Każdy zeszyt wnosi coś nowego, rozwija poboczne wątki lub wprowadza kolejnych bohaterów. Pojawiają się Punisher, Tarantula, Bumerang czy Hobgoblin, ale nie sprawiają wrażenia obowiązkowych gościnnych występów. Są elementami większej układanki budującej obraz Nowego Jorku jako miejsca żyjącego własnym życiem.
Na szczególne uznanie zasługuje początek tomu. Historia z Tarantulą, polującym na nielegalnych imigrantów, pokazuje, że Conway nie bał się poruszać tematów społecznych. Robi to jednak bez nachalnego moralizowania. Konflikt pozostaje przede wszystkim angażującą historią superbohaterską, a dopiero później komentarzem do rzeczywistości.
Nie wszystkie elementy albumu utrzymują jednak równie wysoki poziom. To konsekwencja konstrukcji tomu zbierającego różne zeszyty z kilku lat publikacji. Obok świetnego wątku Tombstone’a pojawiają się historie wyraźnie słabsze. Powrót Gwen Stacy czy epizody związane z Wielkim Ewolucjonistą nie wywołują już takich emocji jak główny motyw przewodni.
Podobnie wypadają rozdziały powiązane z wydarzeniem Inferno. Dla czytelników śledzących całe uniwersum Marvela mogły być interesującym dodatkiem, ale dziś sprawiają raczej wrażenie obowiązkowego przystanku na trasie większego crossoveru. Nie rozwijają najciekawszych wątków tomu i wyraźnie spowalniają tempo opowieści.
Na szczęście finał ponownie kieruje uwagę na to, co najważniejsze. Ostatnie rozdziały zamykające konflikt Robertsona i Tombstone’a przypominają, dlaczego ta historia zapisała się w pamięci wielu czytelników. To nie spektakularna bitwa decyduje o jej sile, lecz emocjonalne konsekwencje decyzji podjętych przed laty.
Warstwa graficzna jest natomiast dokładnie tym, czego można oczekiwać od klasycznego Marvela tego okresu. Sal Buscema nie próbuje formalnych eksperymentów ani efektownych sztuczek. Jego rysunki są przejrzyste, dynamiczne i znakomicie prowadzą narrację. Każda scena akcji pozostaje czytelna, a emocje bohaterów łatwe do odczytania nawet bez dialogów. Wkład Marka Bagleya stanowi z kolei ciekawą zapowiedź stylu, który kilka lat później uczyni go jednym z najbardziej rozpoznawalnych rysowników związanych ze Spider-Manem.
„Tombstone!” nie jest największym ani najbardziej widowiskowym komiksem o Człowieku Pająku. Jest jednak jedną z tych historii, które przypominają, że pod kostiumami, maskami i supermocami zawsze kryli się przede wszystkim ludzie. A właśnie takie opowieści starzeją się najlepiej.
To również kolejny dowód na to, że mniej eksponowana seria The Spectacular Spider-Man potrafiła momentami oferować historie równie interesujące, a czasem nawet bardziej dojrzałe niż te publikowane równolegle w głównym cyklu przygód Petera Parkera. Dla miłośników klasycznego Marvela – pozycja zdecydowanie warta poznania.
