Baśnie nigdy nie były tak niewinne, jak lubimy je pamiętać. Przez lata wygładzano ich ostre krawędzie, usuwano śmierć, okrucieństwo i konsekwencje złych decyzji, aż zostały kolorowe suknie, zamki oraz obietnica szczęśliwego zakończenia. Heroines Game idzie w przeciwną stronę. Bierze znane bohaterki, odziera je z bezpiecznej otoczki i wrzuca do gry, w której nie ma miejsca na sentyment. Przeżyć może tylko jedna.
Pierwszy tom mangi Iori Tabasy nie traci czasu na budowanie złudzenia, że czeka nas lekka wariacja na temat klasycznych opowieści. Już od początku wiadomo, że ten świat będzie brutalny, a jego mieszkanki nie zamierzają rozwiązywać konfliktów rozmową. Czerwony Kapturek, Calineczka, Kopciuszek, Królewna Śnieżka i inne bohaterki nie przypominają delikatnych postaci z dziecięcych książek. Są wojowniczkami, ofiarami oraz drapieżnikami jednocześnie. Każda chce zmienić własny los i każda rozumie, że cudze życie jest ceną za jej szczęśliwe zakończenie.
W centrum tej historii znajduje się Alice, popularna idolka, która z zewnątrz wygląda jak spełnienie marzeń fanów. Jest urocza, pewna siebie i doskonale wie, jak zachować się przed publicznością. Tyle że jej sceniczny wizerunek ma niewiele wspólnego z charakterem. Alice jest ambitna do granic bezwzględności. Nie chce po prostu odnieść sukcesu. Chce znaleźć się na samym szczycie, nawet jeśli po drodze będzie musiała zniszczyć kariery innych dziewczyn. To bardzo dobra decyzja scenariuszowa. Główna bohaterka nie jest kolejną niewinną dziewczyną, która przypadkiem trafia do okrutnego świata i dopiero tam uczy się walczyć. Alice od początku potrafi manipulować, odgrywać emocje i dostosowywać się do sytuacji. Nie posiada jeszcze pełnej wiedzy o regułach tego miejsca, ale ma cechy, które mogą okazać się równie niebezpieczne jak broń pozostałych uczestniczek. Dzięki temu trudno jednoznacznie ją polubić, lecz jeszcze trudniej ją zignorować. Alice wzbudza nieufność. Czytelnik obserwuje jej zachowanie, zastanawiając się, które reakcje są szczere, a które stanowią kolejną rolę. W świecie, w którym wygląd i baśniowe pochodzenie mogą mylić, idealnie pasuje bohaterka wyspecjalizowana w tworzeniu fałszywego obrazu samej siebie.
Jej trafienie do obcego lasu rozpoczyna tytułową Grę Bohaterek. Uczestniczą w niej dziewczyny, którym w ich własnych opowieściach przypadło nieszczęśliwe zakończenie. Zwyciężczyni otrzyma możliwość odmiany losu i spełnienia pragnienia. Problem w tym, że droga do nagrody prowadzi przez śmierć pozostałych. Zasady rozgrywki są proste, co dobrze wpływa na tempo historii. W każdej rundzie jedna z uczestniczek zostaje wyznaczona jako cel. Pozostałe mają ją odnaleźć i zabić. Jeśli wybrana bohaterka przetrwa, zyskuje przewagę. Jeśli zginie, gra toczy się dalej bez niej. Ostatecznie pozostać ma tylko jedna dziewczyna. Nie jest to koncept rewolucyjny. Schemat walki na śmierć i życie pojawiał się już w wielu mangach, filmach oraz powieściach. Heroines Game nie próbuje jednak udawać, że odkrywa cały gatunek na nowo. Jej największym atutem jest połączenie znajomej konstrukcji z baśniowymi motywami. Znane postacie zyskują nowe zdolności, wygląd i charakter, a elementy ich historii zostają przerobione na narzędzia przemocy.
Najbardziej efektownie wypada Czerwony Kapturek. W tej wersji nie jest bezbronną dziewczynką idącą przez las do babci. To groźna przeciwniczka wyposażona w broń i wilczą siłę, która została dosłownie włączona w jej projekt. Jej sylwetka natychmiast przyciąga wzrok, ponieważ łączy dobrze rozpoznawalne elementy pierwowzoru z czymś znacznie bardziej agresywnym. Nie trzeba podpisu, by wiedzieć, kim jest, ale jednocześnie nie da się pomylić jej z łagodną wersją tej postaci. Podobnie przedstawiono pozostałe uczestniczki. Kopciuszek, Calineczka, Śpiąca Królewna czy Kot w butach zachowują cechy pozwalające rozpoznać źródło inspiracji, lecz ich projekty nie ograniczają się do prostego przebrania. Każda wygląda tak, jakby baśń została rozbita, a potem złożona ponownie przez kogoś zafascynowanego horrorem.
To właśnie warstwa wizualna najmocniej sprzedaje cały pomysł. Manga sprawnie łączy piękno z makabrą. Bohaterki są dopracowane, stroje efektowne, a kadry potrafią być naprawdę estetyczne. Chwilę później pojawiają się odcięte kończyny, rozpryski krwi i ciała potraktowane bez szczególnego szacunku. Kontrast nie wydaje się przypadkowy. Jest podstawą tożsamości tej serii. Iori Tabasa dobrze rozumie, że sam widok baśniowej bohaterki z bronią nie wystarczy. Potrzebna jest przesada, wyraziste pozy i sceny, które zapadają w pamięć. Heroines Game nie jest subtelnym horrorem. Nie buduje napięcia wyłącznie cieniem i sugestią. Kiedy przychodzi moment walki, brutalność zostaje pokazana bez większych zahamowań.
Nie oznacza to jednak, że pierwszy tom jest bezustannym festiwalem przemocy. Sporo miejsca zajmuje wprowadzenie do świata, zasad gry oraz relacji między bohaterkami. Tempo jest przyzwoite, ale widać, że ten tom pełni przede wszystkim funkcję otwarcia. Ma zainteresować projektami postaci, nakreślić stawkę i pozostawić pytania, które zachęcą do sięgnięcia po dalszy ciąg. W tej roli sprawdza się całkiem dobrze. Świat nie zostaje od razu dokładnie wyjaśniony, ale nie odbieram tego jako wady. Tajemnica jest tu potrzebna. Nie wiadomo jeszcze, kto odpowiada za grę, dlaczego właśnie te dziewczyny zostały wybrane i czy obietnica zmiany losu jest prawdziwa. Niejasny pozostaje również sam status uczestniczek. Są bohaterkami baśni, zwyczajnymi dziewczynami zamkniętymi w konkretnych rolach czy może czymś pomiędzy?
Znacznie mniej przekonuje mnie pierwsza większa konfrontacja. Przy tak mocnym punkcie wyjścia oczekiwałam walki bardziej napiętej i pomysłowej. Tymczasem niektóre sceny kończą się, zanim zdążą wykorzystać możliwości uczestniczek. Projekty bohaterów i ich moce sugerują widowiskowe starcia, lecz pierwszy tom nie zawsze potrafi zbudować wokół nich odpowiedni ciężar. Dotyczy to szczególnie Calineczki, której historia powinna wywoływać silniejsze emocje. Jej obecność daje autorce możliwość pokazania, że za baśniowymi rolami kryją się konkretne tragedie, a uczestniczki nie są wyłącznie efektownymi figurami do eliminowania. Ten wątek posiada dramatyczny potencjał, lecz rozwija się zbyt szybko. Zanim relacja z bohaterką zdąży się pogłębić, fabuła pędzi dalej.
Na tym etapie postacie bardziej intrygują wyglądem i możliwościami niż osobowością. Alice stanowi wyjątek, bo od początku otrzymuje wyraźny charakter oraz wewnętrzną sprzeczność. Pozostałe uczestniczki są na razie przede wszystkim obietnicami przyszłych historii. Wiemy, z jakich baśni pochodzą, widzimy ich broń i zdolności, ale niewiele jeszcze wiadomo o tym, czego naprawdę pragną. Jest to zrozumiałe w pierwszym tomie serii z liczną obsadą. Nie da się od razu rozwinąć każdej bohaterki bez zatrzymania całej akcji. Kolejne części będą jednak musiały zrobić coś więcej niż tylko przedstawiać następną dziewczynę i efektownie ją eliminować. Bez emocjonalnego przywiązania do uczestniczek nawet najbardziej brutalne starcia szybko stracą znaczenie.
Najciekawszy pozostaje sam motyw nieszczęśliwego zakończenia. Baśnie zwykle nagradzają dobro i karzą zło, przynajmniej w ich najbardziej znanych wersjach. Heroines Game podważa tę prostą zasadę. Uczestniczki nie zostały wybrane dlatego, że zasłużyły na cierpienie. Są osobami, którym historia odmówiła szczęścia. Gra obiecuje im drugą szansę, ale zmusza do stania się kimś gorszym, niż były wcześniej. To przewrotny układ. By uniknąć tragicznego finału, bohaterki muszą odebrać szczęśliwe zakończenia innym. Nagroda istnieje tylko dzięki cudzej porażce. Właśnie tutaj manga mogłaby znaleźć coś więcej niż widowiskową przemoc. Nie musi stać się poważnym traktatem o moralności, lecz warto, by kolejne tomy mocniej wykorzystały dramat wynikający z tej zasady.
Alice pasuje do niego wyjątkowo dobrze. Już przed rozpoczęciem gry była gotowa poświęcać innych dla własnych ambicji. Nowy świat nie zmusza jej więc do całkowitej przemiany. Raczej daje jej przestrzeń, w której cechy wcześniej ukrywane za słodkim uśmiechem stają się użyteczne. Bohaterka może udawać ofiarę, budzić współczucie i wykorzystywać oczekiwania pozostałych. Finał tomu wzmacnia właśnie ten element. Pokazuje, że Alice nie jest biernym pionkiem, który dopiero uczy się reguł. Potrafi zaskoczyć nie tylko przeciwniczki, ale również czytelnika. To dobre zamknięcie pierwszej części, ponieważ zmienia sposób patrzenia na jej wcześniejsze zachowanie i pozostawia konkretny powód, by czekać na kontynuację.
Heroines Game #1 nie wykorzystuje jeszcze całego potencjału swojego pomysłu. Niektórym starciom brakuje rozmachu, drugoplanowe bohaterki są dopiero szkicowane, a fabuła chwilami opiera się bardziej na efektowności niż napięciu. Nie jest to jednak pusty tytuł, który poza piękną kreską nie ma nic do zaoferowania. Pierwszy tom skutecznie przedstawia zasady świata, buduje rozpoznawalną estetykę i wprowadza główną bohaterkę, której nie da się łatwo zaszufladkować. Największą przyjemność daje odkrywanie kolejnych baśniowych reinterpretacji. Każda nowa uczestniczka rodzi pytanie, w jaki sposób jej historia została wypaczona i jaką broń otrzymała w tej krwawej wersji opowieści.
To seria dla osób lubiących mroczne retellingi, gry o przetrwanie oraz mangi, które nie boją się dosłownej przemocy. Czytelnik oczekujący rozbudowanej psychologii i skomplikowanego świata może po pierwszym tomie odczuć niedosyt. Kto jednak szuka pięknie narysowanej, szybkiej i bezwzględnej zabawy znanymi motywami, powinien znaleźć tu wiele dla siebie. Na razie Heroines Game jest przede wszystkim obietnicą. Nie wszystkie jej elementy działają równie mocno, ale sama koncepcja ma wystarczająco dużo uroku i okrucieństwa, by utrzymać zainteresowanie. Baśniowe dziewczęta dostały szansę na zmianę własnego finału. Szkoda tylko, że aby napisać dla siebie lepsze zakończenie, muszą wymazać z historii wszystkie pozostałe.

