Romantasy przeżywa dziś prawdziwy rozkwit, ale coraz trudniej znaleźć historię, która poza romansem ma do zaoferowania coś więcej. „Weavingshaw” Heby Al-Wasity od pierwszych stron pokazuje, że chce pójść inną drogą. To przede wszystkim gotycka opowieść o tajemnicach, duchach i poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, a dopiero później romans. I właśnie dzięki temu wyróżnia się na tle wielu współczesnych przedstawicieli gatunku.
Leena od lat skrywa sekret, który naznaczył całe jej życie. Widzi zmarłych i nie potrafi się od nich uwolnić. Gdy jej brat zapada na tajemniczą chorobę, dziewczyna nie ma wyboru i zwraca się o pomoc do Świętego Ciszy, enigmatycznej postaci spełniającej życzenia w zamian za najpilniej strzeżone sekrety. Cena okazuje się jednak znacznie wyższa, niż mogła przypuszczać. Aby ocalić brata, Leena musi odnaleźć ducha ostatniego władcy przeklętej posiadłości Weavingshaw, miejsca, w którym przeszłość wciąż nie pozwala o sobie zapomnieć.
Największym atutem tej książki jest atmosfera. Od pierwszego wejścia do Weavingshaw czuć, że sama posiadłość staje się pełnoprawnym bohaterem historii. Opuszczone sale, duchy, wrzosowiska i wszechobecny niepokój budują klimat klasycznej gotyckiej powieści. To miejsce żyje własnym życiem, kryje sekrety i nieustannie przypomina, że każda ściana pamięta więcej, niż chcieliby jej mieszkańcy.
Bardzo dobrze wypada również główna bohaterka. Leena nie jest kolejną wybranką losu ani wojowniczką zdolną pokonać każdego przeciwnika. To postać zwyczajna, która po prostu próbuje odnaleźć się w niezwykłej sytuacji. Kieruje się własnymi celami, podejmuje rozsądne decyzje i przez większość czasu bardziej interesuje ją ratowanie rodziny oraz odkrywanie prawdy niż romans. Dzięki temu łatwo jej kibicować.
Podobało mi się także to, jak autorka buduje relację pomiędzy Leeną a Świętym Ciszy. Nie ma tu miłości od pierwszego wejrzenia ani sztucznie wymuszonych scen. Zaufanie rodzi się powoli, poprzez wspólne doświadczenia, rozmowy i wzajemne poznawanie swoich motywacji. Romans pozostaje ważnym elementem historii, ale nigdy jej nie dominuje. To raczej naturalna konsekwencja rozwoju bohaterów niż główny motor fabuły.
Na uwagę zasługują również wątki społeczne. Heba Al-Wasity, sama mająca doświadczenie życia jako uchodźczyni, bardzo wiarygodnie pisze o wykorzenieniu, poszukiwaniu własnej tożsamości i poczuciu bycia obcym. Nie są to tematy dopisane na marginesie opowieści. Przenikają całą historię i nadają jej dodatkową głębię, sprawiając, że świat przedstawiony wydaje się znacznie bardziej autentyczny.
Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Czuć, że to debiut. Momentami tempo jest bardzo spokojne, a niektóre sceny mogłyby wybrzmieć mocniej, gdyby autorka pozwoliła im odrobinę dłużej pracować na emocje. Chwilami można też odnieść wrażenie, że świat politycznych napięć i konfliktów zasługuje na jeszcze większe rozwinięcie. Są to jednak raczej oznaki ogromnego potencjału niż poważne problemy tej historii.
„Weavingshaw” udowadnia, że romantasy nie musi opierać się wyłącznie na romansie. To gotycka fantasy z tajemnicą, duchami, mroczną atmosferą i bohaterami, którzy mają własne cele oraz własne historie. Jeśli lubicie powolne budowanie napięcia, przeklęte posiadłości i opowieści, w których klimat odgrywa równie ważną rolę jak fabuła, debiut Heby Al-Wasity zdecydowanie zasługuje na uwagę. A po zamknięciu ostatniej strony trudno nie mieć ochoty jak najszybciej wrócić do Weavingshaw.

