To już nie jest świat, w którym ludzie polują na replikantów z pozycji siły. Blade Runner 2099 odwraca układ znany z poprzednich filmów i robi to w sposób, który od razu brzmi jak materiał na jedną z najciekawszych serialowych kontynuacji w historii science fiction. Akcja produkcji Prime Video rozgrywa się pięćdziesiąt lat po wydarzeniach z Blade Runner 2049, a Los Angeles nie przypomina już miasta kontrolowanego przez ludzi. Między rokiem 2049 a 2099 doszło do buntu replikantów. Wojna się wydarzyła. Ludzie ją przegrali.
Nowy porządek jest prosty i okrutny: replikanci stali się najważniejszymi graczami w mieście, a ludzie spadli do roli obywateli drugiej kategorii. To bardzo mocny punkt wyjścia, bo Blade Runner od zawsze pytał o granicę między człowiekiem a sztucznym życiem, ale teraz to pytanie zostaje zadane z zupełnie innej strony. Skoro ludzkość przestała być dominującą siłą, co jeszcze właściwie znaczy „być człowiekiem”? I czy człowieczeństwo ma jakąkolwiek wartość w świecie, w którym nie daje już władzy?
Showrunnerka Silka Luisa podkreśla, że serial pozostaje wierny noir, czyli jednemu z fundamentów całej marki. W centrum historii znajdzie się tajemnica, która ma jednocześnie patrzeć w przyszłość i wracać do mitologii wcześniejszych odsłon. To ważne, bo twórcy nie próbują udawać, że startują od zera. Nad projektem czuwają ludzie mocno związani z dziedzictwem serii. Ridley Scott, reżyser oryginalnego Blade Runnera, pełni funkcję producenta wykonawczego, podobnie jak Michael Green, współscenarzysta Blade Runner 2049. Luisa mówi wprost, że ich udział był kluczowy, bo serial dotyka punktów kanonu i mitologii ustanowionej przez poprzednie filmy.
Nie należy jednak liczyć na powrót Deckarda albo K. Blade Runner 2099 ma opowiedzieć historię nowych postaci. Główną bohaterką będzie Olwen, grana przez Michelle Yeoh. To replikantka i Blade Runnerka, która tropi grupę zaginionych, zbuntowanych replikantów. Jej sytuacja ma szczególny ciężar, bo Olwen znajduje się u kresu życia i zna dokładny dzień swojej śmierci. Brzmi znajomo? I słusznie. Twórcy świadomie odwołują się do losu Roya Batty’ego z pierwszego filmu, ale tym razem chcą opowiedzieć podobny lęk od środka, z perspektywy replikantki.
Drugą kluczową postacią będzie Cora, grana przez Hunter Schafer. To człowiek, ale nie ktoś stojący po wygodnej stronie systemu. Cora jest fugitywką, przez lata uciekającą przed Blade Runnerami, a teraz musi udawać jedną z nich. Ten pomysł pięknie wpisuje się w logikę serii. Replikantka mierzy się z bardzo ludzkim strachem przed śmiercią, a człowiek próbuje odzyskać człowieczeństwo, które zgubił w walce o przetrwanie. Blade Runner 2099 zapowiada się więc nie tylko jako kryminał przyszłości, ale też jako historia o tożsamości w świecie, gdzie dawne definicje przestały działać.
Serial ma również sięgać do literackiego źródła całego uniwersum, czyli powieści Philipa K. Dicka Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?. To dobra wiadomość, bo książka Dicka miała w sobie więcej dziwności, niepokoju i filozoficznej przewrotności, niż często pamięta się przez pryzmat filmowej estetyki. Luisa zapowiada, że telewizyjna forma pozwoli mocniej rozbudować świat, miejsca i elementy historii, których filmy nie mogły pokazać. A to może być największa przewaga serialu. Blade Runner zawsze sprawiał wrażenie świata większego niż sama fabuła. Teraz wreszcie będzie więcej czasu, żeby zajrzeć w jego boczne ulice.
Wizualnie twórcy nie chcą po prostu kopiować deszczowego neonowego piekła z filmu Ridleya Scotta ani chłodnych, monumentalnych obrazów Denisa Villeneuve’a. Nowy termin brzmi: sunshine noir. Nadal mamy być w świecie Blade Runnera, ale tym razem cieplejszym, bardziej lepkim, słonecznym, nadmorskim. Los Angeles po wojnie nie będzie tylko miastem deszczu i mroku. To ma być przestrzeń narodzin nowej ery replikantów, z Santa Monica, wybrzeżem, gorącem i światłem, które nie oznacza bezpieczeństwa. Brzmi ryzykownie, ale też odświeżająco. W końcu noir nie musi zawsze tonąć w deszczu. Czasami cień najlepiej widać właśnie w pełnym słońcu.
Twórcy podkreślają też przywiązanie do fizyczności świata. Serial ma w dużej mierze korzystać z efektów realizowanych na planie, z przestrzeni, po których aktorzy mogą naprawdę się poruszać, i przedmiotów, których mogą dotknąć. To rozsądny kierunek, bo Blade Runner zawsze działał najmocniej wtedy, gdy przyszłość wyglądała na zużytą, ciężką i materialną. Nawet latający samochód, czyli słynny spinner, ma powrócić w formie rozwiniętej, ale nadal zgodnej z estetyką poprzednich odsłon.
Blade Runner 2099 zapowiada się więc jak kontynuacja, która rozumie ciężar własnego nazwiska. Nie wystarczy tu dodać neonów, replikantów i kilku zdań o duszy. Trzeba wejść do jednego z najważniejszych światów science fiction i powiedzieć coś, co będzie miało sens po Blade Runnerze oraz Blade Runner 2049. Na razie pomysł jest mocny: ludzie stracili kontrolę, replikanci rządzą, a pytanie o człowieczeństwo wraca w najmniej komfortowym momencie.
Jeśli ten serial naprawdę dowiezie obiecaną mieszankę noir, filozofii, buntu replikantów i nowej wizualnej tożsamości, Prime Video może dostać coś więcej niż kolejną kontynuację kultowej marki. Może dostać opowieść o świecie po końcu ludzkiej dominacji. A w uniwersum Blade Runnera to brzmi jak bardzo dobry początek.




