Heaven Land miał być miejscem, do którego warto dotrzeć. Piąty tom Heart Gear zaczyna jednak podważać tę nadzieję, zanim Roue, Chrome i Rock w ogóle zobaczą cel swojej podróży. Wieść o istnieniu dziewczyny wystarcza, by zarządcy miasta podjęli dwie całkowicie sprzeczne decyzje. Jedni wysyłają ekipę mającą sprowadzić Roue bezpiecznie na miejsce, drudzy jednostkę, której zadaniem jest jej zabicie. Jeżeli raj nie potrafi zdecydować, czy chce cię uratować, czy zlikwidować, być może nigdy nie był rajem.
Po wydarzeniach w Valhalli bohaterowie przestali być anonimowymi wędrowcami. Heaven Land wie już o ich istnieniu, a największym problemem okazuje się sama Roue. Żywy człowiek w świecie zamieszkanym przede wszystkim przez Geary jest czymś tak niezwykłym, że nie można jej po prostu zignorować. Zarządcy miasta, R i D, dochodzą jednak do zupełnie innych wniosków. W drogę ruszają więc dwie jednostki. „Osły” mają dziewczynę uratować, natomiast „Słonie” otrzymują polecenie jej eliminacji. Już sam ten mechanizm sporo mówi o Heaven Landzie i pokazuje, że nie mamy do czynienia z prostą utopią czekającą na końcu drogi.
Pierwszy do bohaterów dociera Ash, bojowy Gear należący do „Słoni”. Nie jest szczególnie skomplikowanym antagonistą, ale wcale nie musi nim być. Został stworzony do walki, czerpie z niej przyjemność, a Chrome szybko okazuje się przeciwnikiem wystarczająco interesującym, by całkowicie skupić na nim jego uwagę. Właśnie tutaj Takaki po raz kolejny pokazuje, w czym czuje się najlepiej. Walki są szybkie, efektowne i brutalne, ale przede wszystkim niezwykle czytelne. Nawet gdy plansze wypełniają eksplozje, uderzenia i rozpędzone sylwetki, bez problemu wiadomo, kto atakuje i jakie są konsekwencje kolejnych ciosów.
Znacznie ciekawsze od samego wyniku pojedynku okazuje się jednak zachowanie Chrome’a. Od początku serii jego relacja z Roue stanowiła jeden z najważniejszych elementów historii, a teraz coraz mocniej ujawnia się konflikt między tym, kim stał się podczas wspólnej podróży, a tym, co zostało zapisane w jego konstrukcji. Bojowe możliwości Chrome’a nie są żadną nowością, lecz przemoc zaczyna uruchamiać w nim coś, nad czym coraz trudniej zachować kontrolę. Pojawia się pytanie, czy Gear może naprawdę zmienić własną naturę, jeśli jego pierwotne przeznaczenie zostało wpisane głębiej niż późniejsze doświadczenia.
Roue również zaczyna coraz lepiej rozumieć własną sytuację. Heaven Land przestaje być dla niej prostym symbolem bezpieczeństwa i zamienia się w wielką niewiadomą. Informacja o dwóch oddziałach wysłanych z przeciwnymi rozkazami wystarcza, by pojawiły się wątpliwości dotyczące tego, co właściwie czeka ją po dotarciu na miejsce. Jednocześnie bohaterka pozostaje emocjonalnym centrum serii. Jej ciekawość, bezpośredniość i przywiązanie do towarzyszy dobrze równoważą coraz bardziej niepokojące zachowanie Chrome’a, a obecność Rocka nadaje całej grupie ciekawszą dynamikę.
Nie ma jednak sensu przedstawiać piątego tomu jako nagłego zwrotu w stronę poważnego science fiction. To przede wszystkim bardzo sprawnie poprowadzona manga akcji. Pojawiają się wyspecjalizowane jednostki, wojownicy o charakterystycznych zdolnościach i rozwiązania dobrze znane z klasycznych shonenów. Takaki nie próbuje udawać, że odkrywa gatunek na nowo. Zamiast tego bardzo dobrze wykorzystuje jego podstawowe mechanizmy, wie, kiedy przyspieszyć, jak zbudować wejście nowej postaci i w którym momencie przerwać starcie, by zostawić czytelnika z odpowiednią dawką napięcia.
Pod całym widowiskiem nadal pracuje jednak najciekawszy temat serii. Geary zostały stworzone przez ludzi i odziedziczyły po nich zadziwiająco wiele problemów. Potrafią chronić, zabijać, współpracować, rywalizować i budować własne systemy polityczne. Heaven Land jest tego najlepszym przykładem. R i D mają podobną władzę, a mimo to nie potrafią dojść do porozumienia w sprawie Roue. Jeden widzi w niej kogoś, kogo należy ocalić, drugi zagrożenie wymagające natychmiastowego usunięcia. Człowiek prawie zniknął, ale jego sposób myślenia pozostał.
Graficznie Heart Gear nadal prezentuje się najlepiej tam, gdzie liczy się ruch. Projekty Gearów są różnorodne, starcia mają odpowiedni ciężar, a większe kadry świetnie podkreślają momenty wymagające widowiskowości. Słabiej nadal wypadają niektóre projekty kobiecych Gearów. Przesadzone proporcje i fanserwis zwyczajnie nie są tej historii potrzebne i czasem odciągają uwagę od scen, które bez nich działałyby lepiej.
Piąty tom nie zmienia więc reguł gry, ale pokazuje, że Tsuyoshi Takaki bardzo dobrze wie, według jakich reguł chce grać. Dostajemy sporo walk, nowych przeciwników, dalszy rozwój głównej trójki oraz pierwsze konkretniejsze informacje o Heaven Landzie. Najważniejsze jest jednak to, że im bliżej bohaterowie znajdują się celu, tym mniej wygląda on na miejsce, do którego naprawdę powinni trafić. Raj zaczyna wyglądać podejrzanie jeszcze zanim jego bramy pojawią się na horyzoncie.

