Yuuichirou może stracić serce i nadal walczyć. Problem w tym, że na tym etapie Serafina Dni Ostatnich coraz trudniej powiedzieć, czy bardziej niepokojący jest właśnie ten fakt, czy to, że właściwie nikogo wokół szczególnie on już nie dziwi. W tomach 16–20 granice wyznaczone na początku serii praktycznie przestają istnieć. Człowiek może nosić w sobie demona, demon pamiętać czasy sprzed własnego demonicznego życia, wampir może sprzymierzyć się z człowiekiem, anioł okazuje się potworem zdolnym sprowadzić zagładę, a ci, którzy przez kilkanaście tomów wyglądali na graczy prowadzących własne partie, sami zaczynają przypominać pionki ustawione na planszy znacznie wcześniej. Takaya Kagami świadomie rozmontowuje prostą opowieść o wojnie ludzi z wampirami i zastępuje ją konfliktem, w którym coraz ważniejsze pytanie nie brzmi już „kto wygra?”, lecz „kto właściwie rozpoczął tę grę i jak dawno temu to zrobił?”. Efekt bywa fascynujący, ale również bezlitośnie chaotyczny.
Tom szesnasty zaczyna się jeszcze stosunkowo znajomo, bo od konkretnego przeciwnika i konkretnego zadania. Ky Luc, piąty progenitor, ma zostać przechytrzony przez Gurena, Yuu i ich coraz bardziej osobliwy sojusz ludzi oraz wampirów. Już sam skład drużyny pokazuje, jak daleko zaszła ta historia. Ferid i Crowley przestali funkcjonować wyłącznie jako wrogowie, Mika od dawna stoi po stronie Yuu, a Guren ponownie znajduje się w pozycji człowieka, któremu nikt rozsądny nie powinien ufać, lecz którego wiedza jest zbyt cenna, żeby można było po prostu się od niego odwrócić. Starcie z Ky Lucem dobrze przypomina, że hierarchia wampirów nie jest wyłącznie zestawem efektownych tytułów. Cała grupa przygotowuje plan, wykorzystuje przewagę liczebną, przeklęte wyposażenie i moc Yuu, a mimo to przeciwnik zachowuje przerażającą kontrolę nad sytuacją. Kiedy Yuu zostaje dosłownie pozbawiony serca, manga po raz kolejny sugeruje, że jego ciało od dawna nie podlega już zasadom obowiązującym zwyczajnego człowieka.
Właśnie wtedy znacznie ciekawszy od samej walki staje się jej następny etap. Asuramaru zaczyna odzyskiwać fragmenty własnych wspomnień, a w pamięci Yuu pojawiają się dziury, których chłopak wcześniej nawet nie był świadomy. To ważny moment, ponieważ Kagami przestaje traktować eksperymenty Hyakuya jedynie jako mroczne tło dzieciństwa protagonistów. Okazuje się, że zagadka Yuu może sięgać znacznie dalej niż sierociniec, epidemia oraz badania prowadzone przed końcem świata. Jego przeszłość została w jakiś sposób naruszona, wymazana albo skonstruowana, a sam bohater zaczyna przypominać projekt realizowany przez ludzi i istoty, których interesy trudno jeszcze rozdzielić. Yuu reaguje na te odkrycia po swojemu, z absurdalnym optymizmem i niemal dziecięcą zdolnością przyjmowania największych koszmarów jako kolejnego problemu do rozwiązania. Bywa to zabawne, czasem irytujące, ale pozostaje konsekwentne z jego charakterem.
Najważniejszą przeciwwagę dla tej lekkomyślności nadal stanowi Mika. Ich relacja w tych tomach jest szczególnie istotna właśnie dlatego, że świat wokół nich robi się coraz mniej zrozumiały. Mika nie ufa Gurenowi, nie wierzy w bezinteresowność żadnego eksperymentu i znacznie szybciej od Yuu zauważa, kiedy ktoś próbuje wykorzystać jego gotowość do poświęcenia. Nie jest jednak w stanie odciągnąć go od kolejnych niebezpieczeństw. Yuu chce ratować wszystkich, bez względu na to, czy chodzi o Mikę, członków oddziału, wampira, demona czy anioła, którego poznał kilkanaście minut wcześniej. Początkowo ta cecha była typowym shounenowym uporem. Teraz zaczyna mieć znacznie ciekawszy, niepokojący wymiar. Yuu praktycznie nie wyznacza granicy między pomocą a samozniszczeniem, jakby własne życie miało dla niego wartość wyłącznie wtedy, gdy może oddać je komuś innemu. Mika widzi to najlepiej i dlatego jego troska coraz częściej miesza się z frustracją.
Tom siedemnasty przenosi ciężar opowieści do podziemi rodzinnej posiadłości Gurena. Znajduje się tam kolejny rezultat badań nad Serafinem Dni Ostatnich, szósta trąba zamknięta w ciele chłopca i zdolna do sprowadzenia kolejnej katastrofy. Scena ta dobrze pokazuje, czym stała się seria. Kilkanaście tomów wcześniej demon zamknięty w broni wydawał się czymś niezwykłym. Teraz bohaterowie wchodzą do laboratorium wypełnionego eksperymentami na ludziach, spotykają apokaliptycznego anioła, a Yuu niemal natychmiast stwierdza, że zamiast go zabić należy go uratować. Kagami coraz odważniej miesza religijne symbole z własną mitologią, choć nie zawsze daje czytelnikowi wystarczająco dużo czasu, by zrozumieć jedną informację przed wprowadzeniem następnej.
To właśnie największy problem tych tomów. Serafin Dni Ostatnich wyraźnie wszedł w etap udzielania odpowiedzi, lecz robi to w osobliwy sposób. Każde wyjaśnienie otwiera dwa kolejne pytania. Dowiadujemy się czegoś o pochodzeniu Asuramaru, więc natychmiast pojawia się Shikama Douji. Poznajemy nowe elementy historii Yuu, lecz zamiast porządkować jego przeszłość, cofamy się o całe stulecia. Saitou przestaje być tylko tajemniczym wampirem i zaczyna odsłaniać własny konflikt z Pierwszym. Ferid okazuje się jeszcze bardziej świadomy wydarzeń, niż wcześniej przypuszczaliśmy. Krul przestaje być jedynie dawną królową wampirów, ponieważ jej związek z Asuramaru prowadzi do czasów, kiedy oboje byli jeszcze kimś zupełnie innym. Co najciekawsze, wszystkie te postacie zdają się mieć własny powód, by nienawidzić, zatrzymać albo wykorzystać Shikamę Doujiego.
Tomy osiemnasty i dziewiętnasty przenoszą ten chaos do Shibuyi, gdzie na jednej przestrzeni zaczynają gromadzić się praktycznie wszystkie najważniejsze frakcje. Japońska Cesarska Armia Demonów, sekta Hyakuya, wampiry, Guren ze swoimi współpracownikami i sam Pierwszy progenitor nie tworzą już dwóch stron konfliktu, lecz sieć tymczasowych sojuszy i osobistych interesów. Kureto, który wcześniej wydawał się jednym z ludzi kontrolujących sytuację, sam walczy z wpływem potężniejszej istoty. Shinoa zostaje zaatakowana od wewnątrz przez Shikamę Doujiego, a jej dotychczasowa relacja z demonem przestaje wyglądać jak zwyczajna więź właścicielki przeklętej broni z zamkniętym w niej bytem. Co więcej, Pierwszy próbuje dostać się do niej poprzez emocje. Wątek jej uczuć wobec Yuu jest tu niestety jednym z mniej przekonujących elementów historii. Shinoa była najciekawsza jako inteligentna, złośliwa i wyjątkowo odporna psychicznie dziewczyna wychowana w patologicznej rodzinie Hiiragich. Sprowadzanie jej słabości przede wszystkim do romantycznego uczucia wyraźnie spłaszcza postać, choć sama walka z Shikamą nadal pozwala jej zachować sporą część dawnej determinacji.
Znacznie ciekawiej wypadają retrospekcje Asuramaru. Cofnięcie opowieści do czasów sprzed powstania znanego nam świata wampirów wreszcie pokazuje, że Yuu może być kimś o wiele starszym niż chłopak urodzony przed apokalipsą. Obraz Shikamy kupującego dzieci, eksperymentującego na nich i otaczającego się kolejnymi wersjami tajemniczego Yuu nadaje całej serii nową perspektywę. To już nie historia o jednym eksperymencie, który wymknął się spod kontroli trzynaście czy kilkanaście lat wcześniej. Wszystko wskazuje na projekt ciągnący się przez stulecia, może nawet dłużej. Dzisiejszy konflikt ludzi i wampirów zaczyna więc wyglądać jak najnowsza odsłona czegoś, co rozgrywało się jeszcze zanim którakolwiek z obecnych organizacji w ogóle powstała.

Dwudziesty tom jest kulminacją tego zamieszania. Shikama Douji, Saitou, Ferid, Guren, Mahiru, sekta Hyakuya i Cesarska Armia wykonują kolejne ruchy, często skierowane przeciwko ludziom, z którymi jeszcze chwilę wcześniej współpracowali. Trudno tutaj mówić o klasycznej zdradzie, ponieważ niemal nikt nie ujawnił dotąd wszystkich swoich celów. Guren pozostaje najlepszym przykładem. Wiemy już, że jego dawna próba przywrócenia bliskich doprowadziła do katastrofalnych konsekwencji, a mimo to nadal brnie w następne działania wymagające używania ludzi jako narzędzi. Gdy wspólnie z Mahiru rozpoczyna kolejny etap planu i sam zbliża się do demonicznej przemiany, trudno jednoznacznie zdecydować, czy oglądamy człowieka próbującego naprawić własny grzech, czy kogoś, kto w imię naprawienia pierwszej katastrofy przygotowuje następną.
Kagami bardzo dobrze wykorzystuje w tych tomach bohaterów drugoplanowych właśnie wtedy, gdy pozwala im przestać orbitować wokół Yuu. Kimizuki walczący o siostrę, Yoichi reagujący na kolejne sekrety Gurena, Shinya próbujący powstrzymać człowieka, którego zna najlepiej, Krul konfrontowana z własną przeszłością czy Ferid obserwujący konflikt swoich progenitorów mają własne stawki i własne powody do działania. Szczególnie dobrze wypada Shinya, bo jego przywiązanie do Gurena zostaje wystawione na próbę w chwili, gdy nie wystarcza już powiedzieć, że przyjaciel zapewne ma jakiś plan. Guren kolejny raz przekracza granice, a osoby stojące przy nim muszą zdecydować, ile razy można usprawiedliwiać zdradę dobrymi intencjami.
Rysunki Yamato Yamamoto również korzystają na zmianie skali. Wcześniej najmocniej wypadały pojedynki przeklętej broni z wampirami, teraz artysta może pozwolić sobie na znacznie bardziej groteskowe przedstawienia anielskich transformacji, czarnych skrzydeł Yuu, cielesnych deformacji, łańcuchów, demonów i Shikamy Doujiego otoczonego niemal sakralną ikonografią. Kontrast między pięknem tych projektów a ich potworną naturą dobrze pasuje do świata, w którym anioł wcale nie oznacza dobra, demon nie musi być najgorszą istotą w pomieszczeniu, a najbardziej ludzcy bywają niektórzy z wampirów. Nadal zdarzają się kadry mniej szczegółowe, szczególnie podczas szybkich starć, ale projekty postaci i nadnaturalnych form pozostają jednym z najmocniejszych elementów całej mangi.
Tomy 16–20 to etap, w którym Serafin Dni Ostatnich przestaje udawać, że zamierza jeszcze wrócić do prostoty pierwszych części. Nie będzie już zwyczajnej wojny wampirów z ludźmi, bo obie strony od dawna zostały uwikłane w coś znacznie starszego. Nie będzie również łatwej odpowiedzi na pytanie o winnych apokalipsy, ponieważ niemal każdy ważniejszy gracz coś ukrywał, kogoś wykorzystywał albo próbował nagiąć zakazane moce do własnych celów. Bywa tego za dużo. Nazwiska, dawne tożsamości, eksperymenty, progenitorzy, trąby, demony i konkurujące ze sobą plany potrafią skutecznie przeciążyć fabułę. Jednocześnie właśnie tutaj seria odzyskuje poczucie nieprzewidywalności, którego miejscami brakowało jej podczas wcześniejszych misji wojskowych.
Po dwudziestu tomach największą tajemnicą nie jest już nawet tytułowy Serafin Dni Ostatnich. Jest nią sam Yuuichirou. Nie wiadomo, czym dokładnie jest, ile razy istniał, kto stworzył jego wspomnienia i dlaczego tak wiele potężnych istot od stuleci prowadzi swoje działania wokół niego oraz Miki. Kagami wciąż nie daje pełnej odpowiedzi, lecz pierwszy raz odsłania na tyle dużo, by można było zobaczyć skalę zagadki. To ryzykowny etap historii, bo liczba sekretów zbliża się do granicy, za którą tajemniczość może zamienić się w zwykły bałagan. Na razie manga jeszcze utrzymuje równowagę. Głównie dlatego, że pod całym tym anielsko-wampirzym zamętem wciąż znajduje się prosty emocjonalny rdzeń: grupa młodych ludzi próbuje ocalić swoich bliskich, podczas gdy kolejne pokolenia dorosłych i nieśmiertelnych przekonują ich, że dla wielkiego planu zawsze trzeba kogoś poświęcić. Yuu może nie rozumieć połowy tego, co dzieje się wokół niego, ale jednej rzeczy konsekwentnie zaakceptować nie chce. I właśnie jego upór, by nikogo nie zostawiać na ołtarzu cudzych ambicji, nadal najlepiej spaja ten coraz bardziej szalony świat.

