Red ma uratować świat przed Wielkim Królem Demonów, ale na razie musi zabrać kota do weterynarza. Trudno o lepsze podsumowanie priorytetów tej serii. Gdzieś tam czeka wielkie przeznaczenie, potwór odradzający się co sto lat i obowiązki wynikające z bycia potomkiem legendarnego herosa, tymczasem Pan Kot kichnął, więc sprawa zagłady świata zostaje chwilowo przesunięta w kalendarzu. I bardzo dobrze. A to wszystko przez kota! już w pierwszym tomie pokazało, że Kousuke Iijima ma jeden dowcip, ale całkiem pojemny: co by było, gdyby do klasycznego RPG wrzucić kota i potraktować jego zachowanie równie poważnie jak wszystkie questy, poziomy doświadczenia i walkę ze złem? Drugi tom nie próbuje tego pomysłu naprawiać ani komplikować. Dokłada po prostu więcej kotów.
Przygoda trwa więc dalej, chociaż słowo „trwa” jest tutaj trochę na wyrost. Red, Grace i Aina rzeczywiście podróżują, wykonują zadania i próbują robić postępy, ale wszystko odbywa się w tempie wyznaczanym przez Pana Kota. Rudy sabotażysta nadal uwielbia kolana Reda, nadal potrafi znaleźć najgorszy możliwy moment na odpoczynek i nadal skutecznie udowadnia, że nawet wielki bohater może zostać unieruchomiony przez kilka kilogramów futra. Tym razem sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy po dotarciu do nowego miasta zwierzak ucieka. Drużyna dochodzi do wniosku, że trzeba znaleźć sposób na odesłanie go do domu. Brzmi rozsądnie, przynajmniej dopóki nie pamięta się, że rozsądne plany w tej mandze zazwyczaj przeżywają najwyżej kilka stron.
Najzabawniejsze jest to, jak konsekwentnie Iijima przepuszcza zwyczajne problemy właścicieli kotów przez filtr gry RPG. Wizyta u weterynarza urasta do rangi wyprawy, zdobycie odpowiedniego transportu staje się zadaniem, a wiedza o opiece nad zwierzakiem jest niemal równie cenna jak nowa umiejętność bojowa. Grace kupuje nawet książkę o kotach, bo oczywiście ktoś w tej ekipie musi podejść do sprawy metodycznie. Ten sam Grace, który chętnie zachowuje pozory człowieka niezbyt zainteresowanego futrzakiem, coraz bardziej przypomina kogoś, kto za chwilę będzie miał osobny plecak na kocie przysmaki. Manga doskonale rozumie, że droga od „to tylko kot” do organizowania całego dnia pod kota jest bardzo krótka.
Zresztą Red przebył ją już dawno. Jest w tym bohaterze coś rozbrajającego, bo jego słabość do Pana Kota nie potrzebuje żadnego szczególnego uzasadnienia. Ten zwierzak regularnie przeszkadza mu w wykonywaniu misji, utrudnia rozwój postaci, pochłania czas i pieniądze, a Red reaguje na to mniej więcej tak, jak reaguje spora część kociarzy: no trudno, przecież jest słodki. Jedna z lepszych scen pojawia się po wizycie u weterynarza. Red próbuje wynagrodzić kotu nieprzyjemności i oferuje mu ukochane kolana, ale obrażony pacjent demonstracyjnie go ignoruje. Właściwie nie potrzeba tu żadnej fantastyki. Każdy, kto kiedykolwiek próbował odzyskać względy kota po podaniu tabletki albo wizycie u lekarza, zna ten rodzaj pogardy.
Shiori wyciska z takich sytuacji bardzo dużo. Pan Kot jest pulchny, miękki, czasem kompletnie niewzruszony i ma tę szczególną umiejętność wyglądania niewinnie dokładnie wtedy, gdy właśnie doprowadził do katastrofy. Jego mimika nie zostaje przesadnie uczłowieczona, dzięki czemu żarty działają jeszcze lepiej. To bohaterowie próbują odczytać jego intencje, podczas gdy on najczęściej chce po prostu znaleźć wygodne miejsce, coś zjeść albo zrobić rzecz, której absolutnie nie powinien robić. Kot pozostaje kotem, tylko świat wokół niego z jakiegoś powodu traktuje jego kaprysy jak zdarzenia o znaczeniu strategicznym.
Drugi tom zaczyna też powoli rozbudowywać tę kocią menażerię. Czarny kot przestaje być jedynym konkurentem Pana Kota, bo pojawia się jeszcze biała kotka, szybko ochrzczona przez Reda Damą. Jej obecność wywołuje oczywiście odpowiednie zamieszanie wśród futrzastej części obsady, ale nie jest tylko kolejnym pretekstem do rysowania słodkich zwierzaków. Okazuje się, że posiada przydatną zdolność i potrafi odegrać swoją rolę podczas konfrontacji z przeciwnikiem. Drużyna mająca pokonać Wielkiego Króla Demonów coraz bardziej przypomina ekipę, która przez przypadek otworzyła mobilny dom tymczasowy dla kotów.
I właśnie tutaj widać, że seria mimo całego wygłupu nie stoi zupełnie w miejscu. Dowiadujemy się więcej o Redzie i jego pochodzeniu. Wielki Król Demonów nie jest już tylko obowiązkowym bossem czekającym gdzieś na końcu mapy. Wiemy, że odradza się co sto lat i że przodek Reda był bohaterem, który wcześniej go pokonał. Nagle ten nieszczęsny wojownik na trzecim poziomie okazuje się mieć całkiem poważne przeznaczenie. Teoretycznie powinno to dodać historii patosu, ale trudno utrzymać patos, kiedy chwilę później trzeba szukać kota albo zastanawiać się, jak wsadzić go do transportera.
To zderzenie nadal jest najlepszym żartem całej mangi. Iijima bierze mechanikę RPG śmiertelnie poważnie tylko po to, żeby używać jej do kompletnie przyziemnych rzeczy. Bohaterowie zdobywają poziomy, uczą się umiejętności, wykonują questy i inwestują zasoby, ale część tych zasobów znika na ryby oraz poradniki dotyczące opieki nad kotem. W innym fantasy nowa zdolność mogłaby pozwalać Redowi rozcinać smoka jednym ciosem. Tutaj przydatne okazuje się skuteczne podnoszenie kota. Nie wiem, czy bardowie będą kiedyś śpiewać o tym w gospodach, ale przy tej drużynie niczego nie wykluczam.
Humor jest prosty i seria nawet nie próbuje udawać, że jest inaczej. Jeśli ktoś nie lubi kotów, połowa dowcipów może po prostu odbić się od ściany. Druga połowa korzysta z języka gier RPG, więc dobrze też kojarzyć wszystkie te poziomy, umiejętności, skrzynie, questy i obowiązkowe rozbijanie przedmiotów w poszukiwaniu czegoś użytecznego. Iijima miesza oba zestawy skojarzeń i patrzy, co z tego wyjdzie. Zazwyczaj wychodzi coś głupiego. Zazwyczaj też bardzo sympatycznego.
Pod tą komedią zaczyna jednak pojawiać się coś jeszcze. Bohaterowie naprawdę uczą się opiekować zwierzętami. Czytają, obserwują, martwią się i popełniają błędy. Kiedy Pan Kot choruje, nie jest to wyłącznie kolejny gag. Pojawia się zwyczajne zmartwienie o stworzenie, które nie powie przecież, co dokładnie mu dolega. Nawet informacja o tym, że bezdomne koty często żyją krócej, bo całą energię poświęcają bieżącemu przetrwaniu, zostaje tutaj wykorzystana bez nagłego robienia z komedii dramatu. Po prostu na moment przypomina, że wszystkie te futrzaste przeszkadzajki mają też swoją mniej uroczą stronę życia.
Nie znaczy to, że drugi tom nagle odkrywa wielką głębię. Nadal chodzi przede wszystkim o kota siedzącego człowiekowi na kolanach dokładnie wtedy, kiedy człowiek powinien ratować królestwo. Tyle że żart nie zdążył się jeszcze zużyć. Pomaga w tym rosnąca obsada i fakt, że autor nie ogranicza się do powtarzania identycznego numeru z Panem Kotem. Weterynarz, zaginiony zwierzak, skrzynie, nowe koty i kolejne reakcje członków drużyny dają wystarczająco dużo wariantów tego samego pomysłu, żeby drugi tom nie sprawiał wrażenia dogrywki do pierwszego.
Najbardziej cieszy mnie Grace. Red skapitulował właściwie od razu, Aina nadal próbuje zachować resztki rozsądku, natomiast obserwowanie człowieka, który ewidentnie coraz bardziej mięknie, ale jeszcze chciałby zachować godność, daje serii dodatkowe paliwo. Przy kotach godność jest zresztą zasobem mocno nieodnawialnym. Wystarczy kilka kłaków na ubraniu, torba pełna karmy i sytuacja, w której dorosły człowiek przez dziesięć minut przekonuje zwierzę do wyjścia z pudełka.
A to wszystko przez kota! nadal nie próbuje być niczym większym, niż jest. To lekka parodia fantasy i RPG połączona z bardzo celną obserwacją ludzi kompletnie podporządkowanych zwierzęciu, które nawet nie wie, że właśnie przejęło kontrolę nad ich życiem. Drugi tom dodaje trochę informacji o głównej misji, rozwija Reda i poszerza kocią obsadę, ale nie traci przy tym najważniejszego: tej cudownie idiotycznej dysproporcji między skalą problemów. Król Demonów może więc spokojnie poczekać. Pan Kot właśnie znalazł pudełko.
#wydawnictwokotori #mangastore_pl #współpracabarterowa
Manga otrzymana w ramach współpracy z wydawnictwem Kotori

