Turcję bardzo łatwo sprowadzić do kilku gotowych obrazów. Stambuł przecięty Bosforem, minarety wybijające się ponad dachy, bazary, herbata w charakterystycznych szklaneczkach, kebab, plaże Riwiery Tureckiej i tłumy turystów zamkniętych w hotelach, które równie dobrze mogłyby stać w dowolnym ciepłym kraju. Marta Abramczyk Weder od początku pokazuje jednak, że takie spojrzenie mówi więcej o sposobie podróżowania niż o samej Turcji. Turcja. Orient oswojony jest próbą wyjścia poza wakacyjną dekorację i zobaczenia kraju od strony codzienności, relacji, zwyczajów oraz ludzi, dla których egzotyczne z perspektywy Polaka rzeczy są po prostu częścią zwyczajnego życia.
Autorka ma przy tym bardzo dobry punkt obserwacyjny. Nie przyjeżdża do Turcji na kilka tygodni z przygotowaną listą tematów do odhaczenia. Studiowała w Izmirze, mieszkała w kraju, pracowała jako pilotka wycieczek, przemierzała jego kolejne regiony i stopniowo uczyła się funkcjonować w rzeczywistości, która początkowo sama była dla niej obca. Dzięki temu książka nie jest spojrzeniem turystki zachwyconej pierwszym spotkaniem z Orientem ani chłodnym opracowaniem tworzonym z dystansu. Najlepiej wypada jako zapis procesu poznawania kraju, który z obcego miejsca stopniowo staje się drugim domem, ale nigdy nie przestaje zaskakiwać.
To ważne, ponieważ sama idea oswajania Orientu mogłaby łatwo pójść w nieznośnie protekcjonalnym kierunku. Abramczyk Weder tego unika. Nie traktuje Turcji jak egzotycznego świata wymagającego przetłumaczenia na europejskie kategorie, ale też nie udaje, że wszystkie różnice są pozorne. Pokazuje miejsca, w których polski czytelnik rzeczywiście może poczuć kulturowy dystans, a później próbuje wyjaśnić, skąd konkretne zachowania, rytuały czy społeczne oczekiwania się wzięły. Rzadziej wydaje wyroki, częściej szuka kontekstu. Książka jest połączeniem reportażu podróżniczego, zbioru obserwacji i bardzo osobistej opowieści o życiu poza Polską. Autorka wraca do swoich pierwszych dni w Izmirze, problemów komunikacyjnych, poruszania się po mieście, zakupów, uczelni i codziennych obowiązków. Nie są to jednak pamiętnikowe zapiski oderwane od głównego tematu. Jej doświadczenia najczęściej służą jako wejście do szerszego zagadnienia. Własna historia otwiera rozmowę o tureckiej gościnności, relacjach międzyludzkich albo różnicach w sposobie postrzegania prywatności i bezpośredniości.
To właśnie obecność autorki odróżnia tę książkę od przewodnika. Nie dostajemy wyłącznie informacji, co warto zobaczyć i czego spróbować. Abramczyk Weder mówi także o tym, jak to jest przez dłuższy czas funkcjonować w tureckiej rzeczywistości, co początkowo drażni, co z czasem staje się naturalne, a co mimo upływu lat nadal potrafi zdziwić. Dzięki temu kolejne rozdziały mają bardziej ludzki wymiar.
Najciekawsza Turcja pojawia się tutaj nie przy największych zabytkach, lecz w sytuacjach, w których trzeba zrozumieć zachowanie drugiego człowieka. To może być rozmowa, wesele, sposób podejmowania gościa, relacja pomiędzy kobietami i mężczyznami albo zwyczaj, który z zewnątrz wydaje się niezrozumiały. Właśnie wtedy autorka najlepiej wykorzystuje własne doświadczenie. Turcja wyłaniająca się z książki jest krajem silnie przywiązanym do tradycji, ale dalekim od jednorodności. To bardzo istotne, ponieważ jednym z najbardziej uporczywych uproszczeń jest traktowanie społeczeństw muzułmańskich jak jednolitego bloku. Abramczyk Weder pokazuje różnice pomiędzy regionami, stopniem religijności mieszkańców i stylem życia. Inaczej wygląda życie w wielkim mieście, inaczej w mniejszej miejscowości. Inne oczekiwania mogą panować w zachodniej części kraju, inne w bardziej konserwatywnych regionach.
Islam oczywiście pozostaje ważnym elementem opowieści. Jest obecny w rytmie dnia, świętach, przestrzeni publicznej i obyczajach. Autorka nie sprowadza jednak Turków do wyznawanej religii. Muezzin może wzywać do modlitwy, podczas gdy z pobliskiego lokalu dobiegają zachodnie przeboje. Jedni mieszkańcy przestrzegają religijnych nakazów bardzo konsekwentnie, inni znacznie swobodniej. W przestrzeni publicznej spotykają się różne modele życia, a granica między świeckością i religijnością okazuje się znacznie bardziej skomplikowana niż sugeruje stereotyp.
Ważne miejsce zajmuje oczywiście Mustafa Kemal Atatürk. Bez jego postaci trudno opowiadać o współczesnej tureckiej tożsamości, szczególnie o procesie modernizacji i sekularyzacji państwa. Abramczyk Weder pokazuje jego znaczenie nie tylko przez suche fakty historyczne, lecz także przez obecność w codziennym krajobrazie Turcji. Pamięć o Atatürku funkcjonuje w przestrzeni publicznej, symbolach i sposobie mówienia o nowoczesnym państwie.
Ciekawie wypadają również polsko tureckie związki. Autorka zwraca uwagę zarówno na elementy historyczne, jak i wzajemne wyobrażenia współczesnych Polaków i Turków. Tego rodzaju fragmenty są wartościowe, bo pokazują, jak łatwo narodowe obrazy budowane są na kilku przypadkowych skojarzeniach. Dla Polaka Turcja może być po prostu krajem wakacyjnym albo synonimem Orientu. Dla Turka Polska również nie musi być czymś więcej niż odległym państwem gdzieś pomiędzy lepiej rozpoznawalnymi sąsiadami.
Zabawne bywają właśnie takie momenty wzajemnego niezrozumienia. Turcy mogą mylić Polaków z Rosjanami albo zakładać, że język rosyjski jest w Polsce powszechnie znany. Polacy z kolei potrafią wrzucać Turków do jednego worka z Arabami, co dla samych Turków może być równie irytujące. Abramczyk Weder dobrze pokazuje, że stereotyp zwykle działa w obie strony, tylko własne uproszczenia znacznie trudniej zauważyć niż cudze. Dużo miejsca zajmuje życie codzienne, co zdecydowanie działa na korzyść książki. Są zakupy, jedzenie, herbata, kontakty towarzyskie, święta, śluby i tureckie wesela. Dzięki temu Turcja przestaje składać się wyłącznie z historycznych monumentów. Czytelnik zaczyna dostrzegać rytm zwyczajnego dnia oraz rzeczy, których podczas tygodniowego pobytu w kurorcie często w ogóle się nie zauważa.
Oczywiście pojawia się jedzenie i dobrze, że autorka nie ogranicza się do kebabu. Sam kebab również wymaga zresztą uporządkowania naszych wyobrażeń, bo jego turecka codzienność ma niewiele wspólnego z polskim lokalem oferującym mięso, surówki i sos zawinięte w placek. Kuchnia staje się dobrym punktem wyjścia do rozmowy o regionalności, gościnności i wspólnym spędzaniu czasu. Podobnie jest z herbatą. Çay nie funkcjonuje wyłącznie jako napój, lecz jako element społecznego rytuału. Pojawia się przy spotkaniach, rozmowach i załatwianiu spraw. Takie niewielkie obserwacje są często ciekawsze niż kolejne zachwyty nad monumentalnym zabytkiem, bo mówią coś o sposobie budowania relacji.
Osobny temat stanowi turecka gościnność. Autorka wyraźnie ją docenia, ale nie przedstawia jako magicznej cechy wpisanej w narodowy charakter. Pokazuje konkretne zachowania i sytuacje, w których poczucie wspólnoty, otwartość na gościa i gotowość do pomocy potrafią zaskoczyć osobę wychowaną w bardziej zdystansowanej kulturze. Jednocześnie przypomina, że bezpośredniość może mieć również mniej komfortowe oblicze. Dotyczy to szczególnie relacji damsko męskich. Książka nie unika tematów związanych z nachalnością, stereotypowym postrzeganiem Europejek czy zachowaniami, które dla przyjezdnej kobiety mogą być zwyczajnie nieprzyjemne. Dobrze, że Abramczyk Weder nie próbuje wszystkiego usprawiedliwiać różnicą kulturową. Zrozumienie kontekstu nie oznacza przecież obowiązku akceptowania każdego zachowania.
To jeden z ważniejszych elementów książki. Oswoić obcą kulturę nie znaczy uznać, że wszystko, co się w niej dzieje, jest dobre tylko dlatego, że ma lokalne uzasadnienie. Można jednocześnie próbować zrozumieć mechanizm i zachować własną ocenę. Autorka zwykle utrzymuje ten balans, choć wyraźne uczucie do Turcji sprawia, że jej spojrzenie jest raczej życzliwe. I dobrze. Udawana reporterska bezstronność byłaby tutaj mniej wiarygodna niż otwarte przyznanie, że autorka zwyczajnie lubi kraj, o którym pisze. Miłość do miejsca jest widoczna, ale nie oznacza bezkrytyczności. Abramczyk Weder dostrzega absurdy, problemy, społeczne napięcia i różnice, z którymi sama musiała nauczyć się funkcjonować.
Jej osobisty ton ma jednak pewną cenę. Nie każdy fragment posiada taką samą wagę reporterską, a część rozdziałów bliższa jest swobodnej opowieści podróżniczej niż pogłębionej analizie. Czytelnik szukający szczegółowego opracowania polityki, religii albo społecznych przemian nie znajdzie tutaj kompleksowych odpowiedzi. Książka celowo pozostaje szeroka i przystępna. To przede wszystkim dobre wprowadzenie. Autorka porusza wiele zagadnień, ale nie próbuje wyczerpywać każdego z nich. Daje podstawy, ciekawostki, własne doświadczenia oraz kontekst wystarczający, by zrozumieć, dlaczego warto zainteresować się tematem bardziej. Taka konstrukcja sprawia, że książkę czyta się szybko, choć czasem pozostawia niedosyt.
Krótkie rozdziały pomagają utrzymać tempo. Można przeczytać kilka podczas jednego posiedzenia albo dawkować książkę przez dłuższy czas. Każdy fragment ma własny temat i zwykle sprawnie przechodzi od osobistego doświadczenia do bardziej ogólnej informacji. To forma bardzo dobrze dopasowana do popularnego reportażu podróżniczego. Język jest prosty i komunikatywny, choć miejscami pojawiają się sformułowania brzmiące bardziej książkowo, niż wymagałaby tego swobodna narracja. Nie jest to poważny problem, ale przy tak naturalnym, gawędziarskim stylu szczególnie łatwo wychwycić zdanie, które nagle zaczyna pachnieć słownikiem synonimów. Zdecydowanie lepiej wypadają fragmenty, w których Abramczyk Weder po prostu opowiada.
Do książki dołączono również zdjęcia. Szkoda, że materiał fotograficzny jest ograniczony i czarno biały, bo Turcja wręcz domaga się wizualnego uzupełnienia. Opowieści o miastach, krajobrazach, jedzeniu czy regionalnych różnicach bardzo zyskałyby na bogatszej ilustracji. Ponownie jest to jednak publikacja wyraźnie stawiająca na tekst. Najważniejsze pozostaje to, że Turcja. Orient oswojony rzeczywiście robi to, co obiecuje tytuł. Nie oswaja poprzez usuwanie różnic. Nie próbuje przekonać, że Turcy są właściwie tacy sami jak Polacy, tylko piją inną herbatę i częściej słyszą wezwanie do modlitwy. Pokazuje raczej, że odmienność przestaje być przerażająca, kiedy zaczyna się rozumieć jej źródła.
Największą wartością książki jest właśnie zastępowanie egzotyki kontekstem. Tureckie zachowanie, zwyczaj czy rytuał może na początku wyglądać dziwnie, ale kiedy poznamy jego historię i społeczne znaczenie, przestaje być ciekawostką. Staje się częścią normalnego życia innych ludzi. Nie oznacza to, że po lekturze każdy zapragnie przeprowadzić się do Izmiru albo natychmiast kupić bilet do Stambułu. Niektórych Turcja pewnie nadal będzie męczyć swoją intensywnością, bezpośredniością i chaosem. Innych właśnie te cechy przyciągną. Książka nie musi zmieniać osobistych preferencji, żeby zmienić sposób patrzenia.
To dobra propozycja zwłaszcza dla osób, które znają Turcję przede wszystkim z wakacyjnych wyjazdów. Hotel, basen i zorganizowana wycieczka do najbliższej atrakcji pokazują zaledwie fragment kraju. Abramczyk Weder skutecznie przypomina, że za turystyczną fasadą istnieje społeczeństwo o własnej historii, sporach, przyzwyczajeniach i codziennych rytuałach. Turcja. Orient oswojony nie jest ostatecznym przewodnikiem po tureckiej kulturze i dobrze, że nawet nie próbuje nim być. Jest raczej rozmową z kimś, kto przyjechał do obcego kraju, został tam wystarczająco długo, by przestać wszystko porównywać z Polską, a jednocześnie zachował perspektywę pozwalającą zauważać rzeczy niewidoczne dla mieszkańców.

