Brian W. Aldiss potrafił wysłać człowieka miliony lat w przeszłość, postawić go przed sądem obcych cywilizacji, otoczyć robotami albo oddać w ręce przyszłego społeczeństwa, a następnie zrobić właściwie to samo, co robiłby bez całego sztafażu science fiction. Przyglądał mu się i sprawdzał, co z niego zostanie po zmianie zasad rzeczywistości. Halo, Ziemia! Jesteście tam? zbiera 27 tekstów autora i szybko pokazuje, jak szeroko rozumiał on fantastykę. Kosmos, podróże w czasie, sztuczna inteligencja czy dystopijne społeczeństwa nie są tutaj celem samym w sobie. To narzędzia pozwalające rozebrać człowieka na części i obejrzeć go w okolicznościach, których codzienność raczej nie zapewnia.
Różnorodność zbioru robi ogromne wrażenie. Obok klasycznie skonstruowanych opowiadań znajdują się teksty eksperymentalne, groteskowe, filozoficzne, ponure i zwyczajnie zabawne. Raz Aldiss potrzebuje dalekiej przyszłości, innym razem wehikułu czasu, robota albo jednego absurdalnego pomysłu, którego konsekwencje rozwija na kilku stronach. Część historii przypomina precyzyjnie skonstruowane pułapki. Początkowa sytuacja wydaje się zrozumiała, po czym ostatnie strony zmuszają do ponownego przemyślenia wszystkiego, co wcześniej przyjęliśmy za pewnik. Aldiss szczególnie dobrze czuje się tam, gdzie rzeczywistość wygląda normalnie tylko do chwili, w której czytelnik zorientuje się, że patrzył na nią pod niewłaściwym kątem.
Świetnie pokazuje to Wyrok, którego fragment dał tytuł całemu zbiorowi. Przypadkowy przedstawiciel ludzkości musi wystąpić przed kosmicznym sądem i w praktyce odpowiedzieć za cały swój gatunek. Pomysł jest prosty, ale uruchamia znacznie większe pytanie o to, co właściwie powiedzielibyśmy na swoją obronę, gdyby ktoś z zewnątrz zaczął oceniać historię Ziemi. Aldiss często przygląda się ludziom właśnie z takiej perspektywy. Odsuwa kamerę wystarczająco daleko, żeby nasze przyzwyczajenia, ambicje i przekonanie o własnej wyjątkowości zaczęły wyglądać co najmniej podejrzanie.
W zupełnie innym kierunku zmierza Biedny mały wojownik, gdzie podróż w czasie staje się formą rozrywki dla człowieka rozczarowanego własnym życiem. Polowanie na brontozaura brzmi jak spełnienie chłopięcej fantazji, dopóki prehistoria nie przestaje być parkiem rozrywki i przypomina, że człowiek jest w niej intruzem. Z kolei Imponderabilia sp. z o.o. wykorzystują pozornie banalny zakład związany z przedmiotami codziennego użytku, żeby stopniowo podważyć poczucie kontroli nad światem. Aldiss nie potrzebuje wielkich flot kosmicznych. Czasem wystarcza mu drobiazg i pytanie, co się stanie, jeśli potraktujemy ten pomysł całkowicie serio.
Najbardziej znanym tekstem pozostają oczywiście Superzabawki trwają przez całe lato, później związane z filmowym A.I. Sztuczna inteligencja. Na tle wielu bardziej efektownych pomysłów jest to historia stosunkowo kameralna, ale właśnie dlatego dobrze pokazuje inną stronę pisarstwa Aldissa. Relacja człowieka ze sztuczną istotą prowadzi do pytań o emocje, rodzinę i potrzebę miłości. Autor nie interesuje się wyłącznie tym, czy maszyna może naśladować człowieka. Znacznie bardziej niepokojące staje się pytanie, czy ludzie rzeczywiście potrafią rozpoznać oraz odwzajemnić uczucia, których tak chętnie wymagają od swoich stworzeń.
Technologia w tych opowiadaniach rzadko rozwiązuje problemy bez tworzenia nowych. Podobnie jest z systemami społecznymi, polityką czy próbami podporządkowania natury. Aldiss nie buduje jednak jednego wielkiego aktu oskarżenia przeciwko ludzkości. Potrafi być wobec niej złośliwy, czasami wręcz bezlitosny, ale obok egoizmu, okrucieństwa i głupoty dostrzega upór, ciekawość oraz niezwykłą zdolność przystosowania. Dzięki temu kolejne opowiadania nie układają się w monotonną serię ponurych przepowiedni.
Widać też, że nie wszystkie wizje przyszłości starzeją się w ten sam sposób. Niektóre technologiczne wyobrażenia zdradzają czas powstania, inne nabrały znaczeń, których sam autor nie musiał przewidywać. Szczególnie interesujące okazują się rozważania dotyczące informacji jako towaru. Czytane w rzeczywistości, w której dane dotyczące zachowań użytkowników mają ogromną wartość dla technologicznych i reklamowych przedsiębiorstw, brzmią inaczej niż w chwili powstawania. To jedna z przyjemności czytania dawnej fantastyki. Nie chodzi wyłącznie o sprawdzanie, co autor przewidział. Znacznie ciekawsze jest obserwowanie, gdzie przyszłość skręciła w kierunku, którego nawet fantasta nie brał pod uwagę.
Przy 27 tekstach nierówność jest właściwie nieunikniona. Nie każdy koncept zostaje rozwinięty równie przekonująco, nie każdy eksperyment formalny działa i nie wszystkie zakończenia mają podobną siłę. Są historie, które pozostają w głowie długo po przeczytaniu, oraz takie, które kilka opowiadań później zaczynają się zacierać. Paradoksalnie nie szkodzi to jednak zbiorowi tak bardzo, jak można byłoby oczekiwać. Jego wartość polega również na możliwości zobaczenia Aldissa próbującego bardzo różnych sposobów opowiadania. To bardziej mapa wyobraźni pisarza niż zestaw 27 wariacji na jeden sprawdzony temat.
Dzięki temu Halo, Ziemia! Jesteście tam? dobrze sprawdza się także jako spotkanie z autorem dla kogoś, kto wcześniej znał go głównie z Non Stop czy Cieplarni. Krótka forma ujawnia jego ogromną pomysłowość, ponieważ Aldiss nie musi przez kilkaset stron rozwijać świata. Może wprowadzić jedną zasadę, sprawdzić jej konsekwencje i natychmiast przejść do następnego eksperymentu. Niektóre historie potrzebują kilkunastu stron, żeby powiedzieć więcej niż znacznie obszerniejsze powieści.
Najlepsze opowiadania w tym zbiorze nie próbują przy tym przepowiadać przyszłości. Wykorzystują przyszłość, żeby powiedzieć coś o teraźniejszym człowieku. Zmieniają technologię, planetę, epokę albo gatunek rozmówcy, ale pod spodem pozostają te same lęki, potrzeby i słabości. Dlatego po tylu latach część tych historii nadal potrafi uwierać. Aldiss patrzy w kosmos bardzo daleko, lecz niemal za każdym razem znajduje tam odbicie Ziemi. I chyba właśnie dlatego pytanie zawarte w tytule tego zbioru wciąż doczekuje się odpowiedzi.

