Deszcz w Pochmurności nie jest pogodą, tylko stanem świata. Wypełnia przestrzeń, oblepia las, tłumi głosy i sprawia, że wszystko wygląda jak wspomnienie czegoś, co dawno powinno zniknąć. Marek Turek wykorzystuje ten klimat do wprowadzenia płanetnika, istoty związanej ze słowiańskimi wierzeniami i zjawiskami atmosferycznymi. Kiedy bohater spada z chmur i trafia na ziemię, zaczyna się spotkanie dwóch porządków, które nie bardzo potrafią ze sobą współistnieć. Jeden należy do mitu, obrzędu i natury. Drugi do ludzi, którzy wszystko, czego nie rozumieją, próbują podporządkować, wyśmiać albo zniszczyć.
Pierwszy rozdział niemal ostentacyjnie zwalnia tempo. Jest niemy, oparty na obrazie, atmosferze i powolnym budowaniu obecności Deszczowca. To bardzo dobre otwarcie, bo Turek nie tłumaczy świata, zanim pozwoli go poczuć. Cisza ma tu większą wagę niż ekspozycja, a spotkanie z Miłką, również pozbawioną głosu, prowadzi do jednego z ciekawszych zabiegów całego albumu. Relacja rodzi się nie z dialogu, lecz ze spojrzeń, gestów i obecności. Turek przypomina, że w komiksie rozmowa nie musi zaczynać się od słów, a obraz może unieść emocję znacznie lepiej niż dopisany komentarz.
Później album zmienia ton dość gwałtownie. Oniryczność ustępuje grozie, pojawia się makabra i przemoc, ale nie są one dorzucone wyłącznie po to, by podbić intensywność. Turek wykorzystuje horror jako konsekwencję zetknięcia światów. Stary porządek zostaje wyparty, zepchnięty na margines i potraktowany jako coś obcego, a reakcją staje się agresja. W tym sensie Pochmurność jest historią o przemocy rodzącej przemoc, ale także o strachu przed innością. Człowiek widzi potwora tam, gdzie widzi coś nieznanego, nawet jeśli jego własne działania okazują się znacznie bardziej brutalne.
Nie wszystkie współczesne wątki brzmią równie przekonująco. Motyw dresiarzy jest zbyt prosty i łatwo zamienia społeczną obserwację w figurę grubą jak pałka, szczególnie na tle znacznie subtelniejszej pracy wykonywanej przez warstwę symboliczną. Turek znacznie lepiej radzi sobie wtedy, gdy nie wskazuje palcem winnego, lecz buduje napięcie pomiędzy tym, co dawne i nowe, oswojone i obce, ludzkie i nieludzkie. Wtedy nawet zemsta przestaje być prostą satysfakcją, bo Deszczowiec sam zaczyna budzić lęk. Można zrozumieć jego gniew, a jednocześnie nie mieć żadnej ochoty znaleźć się na jego drodze.
Najmocniej Pochmurność pracuje jednak obrazem. Czarno biała grafika jest gęsta, ziarnista, szrafowana, miejscami przypomina drzeworyt, a las wygląda tak, jakby sam był zbudowany z wilgoci, kory i cienia. Turek bardzo świadomie reguluje ilość przestrzeni w kadrach. Kiedy pojawia się zagrożenie, rysunek zaczyna się zagęszczać, a czytelnik niemal fizycznie odczuwa ciężar otoczenia. Gdy płanetnik znajduje się w chmurach, kompozycja nagle oddycha. Warstwa graficzna nie ilustruje tu atmosfery, lecz właściwie ją produkuje. Bez tej lepkości czerni, faktur i otaczającej wszystko wilgoci historia straciłaby sporą część swojej siły.
Turek nie poprzestaje przy tym na jednym źródle mitologicznym. Do słowiańskich wierzeń dokłada elementy greckie, muzułmańskie i romskie, miesza je z echem lat dziewięćdziesiątych, opowieścią wojenną, horrorem oraz niemal superbohaterską dynamiką. Na papierze taki zestaw mógłby rozpaść się na kolekcję efektownych motywów, ale przez większość czasu spaja go właśnie klimat oraz konsekwentnie prowadzony temat wypierania starego świata. Hybrydowość okazuje się częścią pomysłu, nie ornamentem. Album nie próbuje rekonstruować jednej czystej mitologii, tylko buduje własną przestrzeń z porozrzucanych kulturowych szczątków.
Wydanie dobrze współpracuje z takim projektem. Duży, kwadratowy format pozwala ilustracjom wybrzmieć i daje Turkowi przestrzeń potrzebną zarówno dla szerokich, spokojnych kadrów, jak i dla scen, w których obraz zostaje niemal zapchany detalem. Szkoda byłoby ten album ścisnąć do zwyczajnego prostokąta, bo jego rytm jest bardzo mocno związany z układem plansz. Okładka, twarda oprawa i cała fizyczność publikacji wzmacniają wrażenie obcowania z czymś pomiędzy komiksem, baśnią i mrocznym albumem graficznym.
Pochmurność nie jest komiksem równie precyzyjnym scenariuszowo, jak wizualnie. Niektóre społeczne komentarze są zbyt dosłowne, a prostsze postacie odstają od gęstości świata, który je otacza. Mimo to całość pozostaje wyjątkowo spójna w nastroju i konsekwentna w prowadzeniu motywów przemijania, zemsty oraz nieufności wobec obcego. Turek zaczyna od płanetnika spacerującego po chmurach, a kończy daleko od niewinnej baśni, w miejscu, gdzie nie bardzo wiadomo już, która strona konfliktu zasługuje na miano potwora. I właśnie dlatego tytułowa pochmurność nie kończy się wraz z deszczem. Zostaje nad całym światem przedstawionym, jakby słońce nigdy naprawdę nie miało się przebić.

